Nie budź lunatyka, gdy stoi na dachu [4]

niech śpi
niech śpi

Kłopot w tym, że atrybucje przypisywane jakiejś osobie mogą do niej przylgnąć, a raczej to ona może uwierzyć, że jest tym, za kogo uchodzi w oczach fanów. Utożsamiamy celebrytę z jego popularnością i jej wyznacznikami jak: imprezy, gale, ciuchy, samochody, piękne otoczenie, gadżety, konsumpcja, telewizja. Przypisujemy znanym osobom półboskie znamiona i nadludzkie znaczenie. Na przykład zanany sportowiec stający się celebrytą z definicji musi być mądry, znać się na polityce i podejmować słuszne decyzje kredytowe, konsumpcyjne a nawet społeczne i polityczne. Jeśli świetnie grał w piłkę albo zdobywał medale, to cały jest świetny, totalnie perfekcyjny, wszystkie jego kompetencje są co najmniej tak znakomite, jak jego wyniki sportowe. Z jakiego powodu? Gdyż przecież go kochamy, jest taki wspaniały, jest taka piękna. A tu nic z tego. Znana piosenkarka nie tylko nie zna nut, śpiewa nieczysto ale również nie ma pojęcia o gospodarce, polityce a nawet budowaniu relacji. Znany sportowiec nie ma nawet ogólnej wiedzy na temat społeczeństwa, sejmu, legislacji, choć kandyduje na posła. Co gorsza znany, atrybucyjnie ukoronowany celebryta, polityk, twórca, tyran a nawet zwykły człowiek może uwierzyć, że jest tak genialny jak przypisywane mu atrybuty. Wcale nie musi być cyniczny, zaczyna święcie wierzyć, że jest tym, za kogo go mają – geniuszem. Genialność w jednej dziedzinie nadmiarowo promieniuje  na inne. Człowiek ów staje się geniuszem absolutnym, marka totalną, gdyż w każdej sytuacji podkreśla swoją wyjątkowość omijając zachowania naturalne, wpadki i codzienne zmagania.

W koncepcji jungowskiej taki efekt nazywa się zrośnięciem maski z odosobowością, z jej aspektem personą. Dopóki wiesz, że na wieszaku został twój kostium, że teraz pełnisz inną rolę, która często nie ma nic wspólnego z rolą zawodową lub artystyczną, dopóty jest wszystko ok. Jednak w chwili kiedy jedna rola dominuje – zaczynają się kłopoty. Zdarza się to nie tylko artystom, celebrytom, czy politykom, tego rodzaju doświadczenia mają również niektóre rodziny wojskowe, policyjne, bliscy komorników i lekarzy, naukowców i mechaników. Ojciec lub matka jest zawsze i wszędzie profesorem, pułkownikiem lub doktorem. Nie budź lunatyka, gdy stoi na dachu. Często lunatykujemy razem ze swoimi bliskimi w ich śnie, w ich cieniu śniąc własny sen, czasem koszmar. Gdy sen się kończy, kończy się również relacja, etap w życiu. Czasem przebudzenie bywa gorzkie a chwila otrzeźwienia natychmiast zamienia się w kolejny sen. Lecz i wtedy nie budź lunatyka. On musi chcieć się obudzić, podświadomie czuje, że to co może zobaczyć po przebudzeniu może mu się nie spodobać: niewierny mąż, wredny szef, nieuczciwy pracownik, własne słabe kompetencje, stracone lata, odkryte kłamstwa. A co w zamian? Kiedyś miał jeszcze sny, złudzenia a teraz nie ma do nich powrotu. Musi być trzeźwy. Jak tu się bawić, odpoczywać, odstresowywać – na trzeźwo? Nie budź lunatyka, gdy stoi na dachu, a gdy leży spokojnie w łóżku po co go budzić?


Koan na zamówienie od Macieja Bennewicza

Koan na zamówienie

Newsletter
Udostępnij:

Maciej Bennewicz

Założyciel i pomysłodawca Instytutu Kognitywistyki. Twórca podejścia kognitywnego m.in w mentoringu, tutoringu, coachingu oraz Psychologii Doświadczeń Subiektywnych. Artysta, pisarz, socjolog, wykładowca, terapeuta, superwizor.

10 komentarzy

  1. Bardzo ciekawa seria tekstów. Bardzo lubię czytać wpisy użytkowników, które też są ciekawe. Wszystko przyjmuję. To miłe, że są ludzie o ciekawym sposobie postrzegania świata. Pozdrawiam Was ciepło !

  2. Już wiem.
    Chodzi o to, aby mieć “zarówno to, jak i tamto”. Żeby się nie wpuścić w żaden kanał typu “twardy macho” czy “wrażliwa matka ” bo to znakomicie nas ogranicza i czyni nieszczęśliwymi.

    Chodzi o to, aby jednocześnie:
    umieć być odpowiedzialnym i nieodpowiedzialnym, zorganizowanym i spontanicznym, czułym i twardym, miękkim i zdecydowanym, męskim i żeńskim, uległym i dominującym, upartym i elastycznym, być świetną kucharką i umieć kupić naleśniki w “Biedrze” bez wyrzutów sumienia, dobrze się czuć w hotelu i na karimacie, chodzi o to, żeby obejmować całość.
    Wtedy nie ma żadnej maski :-)

  3. Osoby, które znają mnie tylko z jednej roli, potrafią się nieraz bardzo zdziwić, że w innej roli jestem kimś zupełnie innym, prezentującym diametralnie różne cechy.

    Która rola jest zatem tą “prawdziwą”? Egzaltowanej, rozhisteryzowanej lekko właścicielki kota nie będącej w stanie samodzielnie podać mu tabletki na robale, czy może zdecydowanego chirurga dowodzącego zespołem operacyjnym? Trochę uległej kochanki czy kobiety dowodzącej 9-osobową, męską załogą jachtu w taki sposób, że nikomu nawet nie przyjdzie do głowy spojrzeć na moje cycki (nie wiem, czy na tyłek, bo nie mam oczu z tyłu, ale też nie sądzę)? Nadopiekuńczą matką uczącą swe dzieci nurkowania free dive na 20m w dół?
    Kim jestem? :-) W każdej z w/w ról dobrze się bawię.

    Oj, tak na prawdę nie za bardo mnie interesuje, kim jestem, ale teoria masek jakoś budzi moją niechęć. Bardzo proszę o wyjaśnienia :-)
    Być może inni mają inaczej, i dlatego tego nie rozumiem. To by było jakieś wytłumaczenie.

  4. No właśnie.
    Po prostu w różnych relacjach jesteśmy kimś innym.
    Jednocześnie – matką, córką, w ciąży (np.), kierowcą, lekarzem, pacjentem, chirurgiem, rowerzystą, żoną, kochanką, kapitanem jachtowym, właścicielem psa, i kota,
    Czy to są maski?
    Co to znaczy “być sobą”?
    Jestem jednocześnie wszystkim.

  5. pacjent przychodzacy do lekarza to czlowiek widziny przez plaski , aspekt jego choroby… ale tak naprawde przed lekarzem staje caly wszechswiat innego czlowieka, caly mikro i makrokosmos jego zycia ,relacji ,mozliwosci ,decyzji,przyzczyn i skutkow….

    jakze wybiorcze jest stwierdzenie problemu “zaparcia” “rak” “cukrzyca”…to tylko jedna plaszczyzna,jeden pojedynczy element ,w ktorym podobny jest on innym pacjentom spotykajacym sie w poradni onkologicznej czy diabetologicznej………

    biorac pod uwage bogactwo zycia niemozliwe jest jednakowe leczenie dla wszystkich,a medycyna widziana w ten spsob urasta do rangi sztuki,nie schematu,jakiego uczy sie na studiach….
    oczywiscie niemozliwe jest poznanie wszystkich aspektow mogacych wplywac na zdrowie pacjenta w ciagu kwadransa wizyty wyznaczonego przez nfz. pozostaje jednoplaszczyznowy obraz jego choroby ujety w medyczne schematy.

    tajemnica pozostaje czlowiek i repertuar granych rol w teatrze jego zycia.
    tajemnica dla lekarza pozstaje potencjal wyrazany w innych zyciowych “wcieleniach”osobowosci

    dlatego cenne wydaje mi sie coachingowe podejscie do leczenia-gdzie pacjent sam wie,co dla niego jest dobre,mozliwe,dostepne….

    takie wczoraj przyszly mi do glowy przemyslenia w kolejce do lekarza w poradni onkologicznej
    bardzo ciekawe jest nagle zdrzenie dwoch roznych masek ,bedacych rewerswm i awersem tej samej roli-byc lekarzem-pacejntem, dzieckiem-rodzicem, ojcem-matka,a nawet mezczyzna -kobieta ….zbiegajacych sie w w centralnym puncie “ja tu i teraz”

  6. dla mnie , typowego Blizniaka, dylemat masek nie istnieje ;))))))) jestem wielozadaniowcem z urodzenia ,plynnie zmieniam role, nie robiac sobie zbednego dylematu ,ze cos wypada lub nie….bawie sie jak dziecko,a gdy trzeba ,przywdziewam granitur doroslego,wykonuje szanowany spolecznie zawod, aby w przerwie sprobowac zycia zwyklej Putzfrau…podejmuje odpowiedzialne decyzje dotyczace innych- i ucze sie od podstaw nowych rezczy,wiedzac ,ile nauki przede mna…jestem przyjacielem,a czasem kobieta w pelnym slowa znaczeniu….bywam twarda i rozsadna ,bywam uczcuciowa i wrazliwa….mowie nawet “roznymi” jezykami….z roznymi ludzmi-pacjentami ,kolegami z pracy, z kolezankami z pracy, bliskimi,szefami….zaleznie od sytuacji i potzreby zrozumienia
    ;)))))))))))
    i moze tylko od lunatyka rozni mnie to ,e mama swiadomosc,kiedy jaki “garnitur ” zakladadm

  7. Tutaj wybory do PE były w piątek.
    I mimo, że Irlandczycy tyle piją, i marnują tyle dobra, które im spada za nic, to decyzje polityczne podejmują mądrzej. Przede wszystkim naprawdę interesują się wyborami (frekwencja 58 procent). Po drugie – toczą długie dyskusje nt kandydatów. Po trzecie znają tych kandydatów na których głosują często osobiście. No i mawiają, że przez tyle lat Irlandia była pod zaborami WB, że teraz każdy głos się liczy. I to wszystko pomiędzy jedną a drugą szklanką Guinessa. Zdecydowanie to naród wielozadaniowców ;-)

  8. Zastanawiam sie czy zrzucenie masek, “twarzy”, przestanie odgrywania rol spolecznych nie wyrzuca czlowieka poza spoleczenstwo, tak zwana “norme” czyli sredniosc. Zauwazam, ze dopoki ja funkcjonuje w grupie jako przystosowana osoba, spelniajac oczekiwania innych, oni sa zadowoleni a ja nie i odwrotnie. Bedac soba, zachowujac sie asertywnie czuje sie jak rebeliant i samotny wilk. Nie ograniczam wolnosci innych. Zanurzam sie w tao. Czuje te dylematy. To pewnie kwestia spojnosci :)

    Moze czesciej pokazuje siebie niz np. autorytet w pracy utozsamiajac sie z osoba, popelniajaca bledy, slaba- a nie rola jak inni chca widziec. W slabosci sila?Nie chce tu apoteozowac porazek. Zastanawiam sie dlaczego zawsze z “gory” spadam w dol tak jakbym miala sie czegos nauczyc ale lekcja ciagle nie odrobiona i sie powtarza?

    Ten tekst budzi pytania

  9. Bardzo interesujący tekst.
    Dziękuję :-)

    Chciałabym się dowiedzieć czegoś więcej, dopytać o pewne kwestie, czuję pod skórą dylematy
    w w/w kwestiach, ale na razie nie jestem w stanie sformułować pytania ;-)
    Ale czuję logiczną sprzeczność, zapętlenie w tych “maskach”.

  10. No i mamy efekt wyborczy….

Dodaj komentarz

Witryna wykorzystuje Akismet, aby ograniczyć spam. Dowiedz się więcej jak przetwarzane są dane komentarzy.