trans czyli tranzyt

Tao 40. Trickster oraz inne zjawiska transpersonalne (9)

Transpersonalnie? Tłumacząc słowo transpersonalnie a właściwie całe pojęcie spostrzegam w nim wiele znaczeń. Pogląd subiektywny ma tutaj, rzecz jasna, największe znaczenia, zgodnie z tym co postulują takie nurty jak psychologia integralna, głębi, procesu, lecz również antypsychologia, etnopsychologia czy a-psychologia, tudzież kognitywistyka i sama transpersonalność. Najbardziej podstawowe z tych znaczeń pochodzi od słowa trans od transire co znaczy przechodzić, przemijać lecz również poprzez, za pośrednictwem a także ponad. Transire suum pectus mundoque potiri Wznieść się ponad granice ludzkich możliwości i przewodzić światu.

Ów stary rzymski cytat z Marka Maniliusza stoickiego poety i astrologa dobrze oddaje znaczenie podejścia transpersonalnego. Maniliusz wierzył, że bieg wydarzeń jest zdeterminowany przez los. Jednakże ów stoicki charakter najbardziej oddaje koncepcja pneumy, która jako żywioł przenika każdy fragment materii, wprowadza ją w ruch i nadaje jej odrębną od innych, charakterystyczną postać przejawioną (materialną formę).

Pneuma jest zbliżona do pojęcia logosu, czyli świadomości. W istocie pneuma (wiatr, oddech) jest tchnieniem ducha. Logos oznacza Słowo, słowo fundamentalne, rozumiane jako najwyższą zasadę, porządek rzeczy, racjonalny ład, sens, mądrość, istotę rzeczy. W ten sposób logos działający poprzez penumę (tchnienie) wprowadza uporządkowanie: rzeczywistości materialnej, świata przejawionego, duszy ludzkiej, lecz również wszelkich wypowiedzi i każdego argumentu. Z czasem pojęcie logosu przejęła filozofia chrześcijańska utożsamiając logos z wypowiedzianym przez Boga Słowem, Słowem sprawczym, Słowem stworzenia, z którego wywodzi się świat. Za sprawą Jana Ewangelisty, Jana Apostoła ów grecki termin wkracza do chrześcijańskiej teologii, staje się kamieniem węgielnym janowej ewangelii, przekaźnikiem greckiej myśli i z czasem zacznie oznaczać samego Jezusa Chrystusa, Alfę i Omegę, Boga samego.

Pneuma ożywia materię, gra na niej jak na instrumencie. Jest wszechpotężna, wszechobecna i nieprzejednanie dąży do swojego celu, którym jest urzeczywistnienie w materialnym świecie jej duchowych aspektów. Przeciwstawianie się duszy jest przeciwstawieniem się naturze, absurdem, który może prowadzić jedynie do katastrofy. Owszem możliwy jest sprzeciw lecz jedynie w krótkiej perspektywie wyhamuje proces nieustannie aktywizowany przez pneumę. Nikt i nic nie jest w stanie zmienić ogólnego biegu wydarzeń. Przeciwstawianie się woli pneumy ma opłakane skutki dla osoby, która ignoruje jej wezwanie lub tym gorsze, katastrofalne, gdy wezwaniu się sprzeciwia lub próbuje działać pod prąd.

Niemal identyczny pogląd wyznaje James Hillman spadkobierca Junga w swojej re-wizji psychologii, w podejściu anty psychologicznym pod koniec XX wieku. Jeśli nie słuchasz wezwania duszy, jeśli współczesna nauka a w ślad za nią psychologia, unieważniły duszę (dajmona, pneumę, wezwanie logosu), to istota ludzka i całe grupy społeczne oderwane od poczucia sensu, które nadaje logos wpadać muszą w depresję, w stan beznadziei, czy jak nazwie to Durkheim – w anomię. Dlatego jedynym rozsądnym rozwiązaniem jest zaakceptowanie praw natury (a w istocie praw duszy, dajmona, pneumy) i przystosowanie się do nich.

Cdn.


Koan na zamówienie od Macieja Bennewicza

Koan na zamówienie

Newsletter
Udostępnij:

Maciej Bennewicz

Założyciel i pomysłodawca Instytutu Kognitywistyki. Twórca podejścia kognitywnego m.in w mentoringu, tutoringu, coachingu oraz Psychologii Doświadczeń Subiektywnych. Artysta, pisarz, socjolog, wykładowca, terapeuta, superwizor.

3 komentarzy

  1. Robi się coraz bardziej interesująco

  2. Bardzo mi to bliskie, Autorze. Często wdawałam się w dyskusje w obronie duszy. Trudno pokazać słuszność swoich racji w języku twardych dowodów naukowych. Ludzie też różnią się są ludzie typu dusza-człowiek, a są tak osadzeni w pragmatyzmie życia, dbania o interes własny, że właściwie śmieją się i czują się lepsi, wyższościowi w stosunku tych pierwszych? Ludziom imponuje zaradność, spryt i dojście daleko. Nie widziałam rankingu w poczytnych mediach na czynione dobro.
    Ludzie lubią tłumnie Eckarta Tolle, ale nie widziałam nigdy jego zdjęć i publikacji jak to osiągnąć, co on w rodzaju wprowadzanej masowej mody jak wyskakującego z każdej lodówki Donalda Trumpa. Czasem pojawi się coś może na kształt ciekawostki jak fryzjer czeszący bezdomnych. Szybko zszokuje, dostanie łatkę dziwaka i przeminie dużo szybciej niż news o aferze z politykiem.
    Świat leczy z utopijnego myślenia. Narzuca twarde warunki, przewraca słabszych, przegranych nakręca myślami o odwecie, zemście i poczuciu wygranej wojny po przegranej bitwie. Świata bez wojen głośno chcą głównie misski na konkurach piękności, też aby “pokazać” swój kawałek duszy i zostać wybrane nie tylko ze względu na ciało.
    Parę lat temu próbowałam pokazać koledze biologowi, że jest coś takiego jak dusza i duchowość. Z łatwością obalał każdy argument, no tak ale mój argument był z gruntu na wejściu już za słaby. Ta polemika była trochę jak starcie Dawid-Goliat. Sadząc po tym, jak mocno zatwardziałym naukowcom jest ona niewygodna, jak trzeba ją wyśmiać, zdeprecjonować, zniszczyć musi kryć się w niej ogromny i niebezpieczny potencjał?

  3. Z racji wykonywanego zawodu widziałam wielokrotnie, jak umierają zwierzęta. Ostatnie oddechy, śmierć z tego czy innego powodu. I zawsze obserwując to zjawisko nie mam wątpliwości, że coś z ciała uciekło i została pusta skorupa. Rozmawiałam o tym ze swoimi kolegami i koleżankami po fachu i w zasadzie każdy ma to samo wrażenie, niezależnie od światopoglądu. Mało tego, osoba wchodząca do sali WIE OD RAZU że dany osobnik nie żyje (nie mamy do dyspozycji skomplikowanych urządzeń podtrzymujących życie – żyje albo nie żyje, żadne tam dylematy dotyczące śmierci pnia mózgu i czy już można wycinać nerkę do przeszczepu itd.). Obserwowałam to tyle razy (tą wiedzę “z przestrzeni” osoby wchodzącej i wiedzącej że pacjent nie żyje) że na prawdę trudno to uznać za przypadek. Nie widzę żadnej różnicy między umieraniem zwierzęcia i człowieka, bo też miałam okazję obserwować.

    Praktycznie w każdej kulturze ludzkiej rozwinął się jakiś kult przodków, duchów przodków itd. moim zdaniem wcale nie z powodu lęku przed śmiercią. To jakaś ściema, że ludzie się boją śmierci. Ludzie śmierci się nie boją, potrafią narażać się bezpośrednio, świadomie, z różnych powodów, zdając sobie sprawę z potencjalnie śmiertelnych konsekwencji itp. Te rytuały związane z duchami przodków wynikają po prostu z obserwacji aktu śmierci. Coś ucieka i gdzieś się ulatnia. To widać.
    Oczywiście każdy, kto zacznie o tym szerzej prawić zostanie uznany za nawiedzonego i ostatecznie wyląduje na leczeniu :-)

Dodaj komentarz

Witryna wykorzystuje Akismet, aby ograniczyć spam. Dowiedz się więcej jak przetwarzane są dane komentarzy.