Stary citroën

Stary Citroën – koan

– Śniło mi się, że parkuję pięknym samochodem z lat 30. ubiegłego wieku. Jestem jego właścicielem. Citroën BL 11, dwudrzwiowe coupé. Jak na tamte czasy innowacyjna konstrukcja z przednim napędem. Znakomity silnik. Auto świetnie trzyma się drogi. Czarny lakier. Stan idealny. Wiem, że warsztat, w którym go remontowałem zrobił robotę na błysk. Super fachowcy, super narzędzia. Samochód w lepszym stanie niż nowy, wyprodukowany prawie 90 lat temu. Najwyższej jakości. Z tyłu, trochę ni w pięć ni w dziewięć, mam przyczepkę, która kompletnie nie pasuje do tego cacka. Zwykła stalowa rama, odrapane deseczki, łyse opony, rdza.

– Ciekawy sen. I co było dalej? – Spytała.

– Parkuję z boku ulicy, gdzieś na przedmieściu i z przyczepki wyjmuję rower. Też niezbyt ładny, podobnie jak przyczepka. W realu jeżdżę na rowerze. Zainwestowałem w niego sporo pieniędzy, jest wart tyle, co dobry samochód. Amerykańska marka. Specjalnie skonstruowane amortyzatory, zwłaszcza tylni, umieszczony pod samym suportem. A tu, we śnie, sam jestem zdziwiony, jakiś rzęch, trochę zardzewiały, na zdecentrowanych kołach. Wszystko klekoce i skrzypi. Łańcuch żółty od korozji. Ale jadę, mam objechać jakąś nową trasę rowerową. To taki rekonesans. Z tyłu, za mną jedzie kobieta, która ponoć dobrze zna trasę. Jedzie na zwykłym rowerze ale dobrze utrzymanym. Cały czas się mądrzy ale błądzi.

– Znasz się na rowerach, jesteś przecież profesjonalnym kolarzem. – Terapeutka poprawiła włosy i z uwagą słuchała dalej.

– No, może nie profesjonalnym ale zaawansowanym amatorem – uśmiechnął się. – W każdym razie dużo jeżdżę i w zasadzie to mam trzy rowery. Każdy trochę na inne trasy. Nie wszystkie są takie drogie jak ten Amerykanin ale każdy jest super. A tym rzęchem ze snu jadę z górki i pod górkę, hamulce ledwie działają, takie tradycyjne szczęki z wytartymi gumkami, i jestem coraz bardziej zdenerwowany. Zwłaszcza w czasie jazdy z górki czuję lęk. Często śmigam na rowerach, czasem upadam ale rzadko kiedy odczuwam strach. Kontuzje w tym sporcie to rzecz naturalna. Na mniejsze otarcia, czy otłuczenia nie zwracam uwagi.   

– A jakim samochodem jeździsz teraz?

– Też francuskim i też bardzo go lubię, jak ten ze snu, choć jest nowy. Piękna linia. Świetne wyposażenie jak na klasę średnią. Ale wracając do snu. W końcu rower się psuje. Prowadzę go z rozsypanym łożyskiem przez kawał drogi ale nie mogę znaleźć samochodu z przyczepką. Nie pamiętam, gdzie zaparkowałem. I co pani na to powie? A…i jeszcze jedno, tamta kobieta cały czas poucza mnie i zrzędzi.

– Sny czasem w skrótowy sposób opowiadają całą naszą historię. Lubisz urządzenia mechaniczne, samochody, rowery, narzędzia. Znasz się na tym i doceniasz zmysł inżynierski. Piękne przedmioty i brzydkie przedmioty, zaniedbane urządzenia i dopieszczone. Robota na błysk, jak powiedziałeś. Odrapane deseczki i rdza. Cacko i rzęch. To właśnie słyszę, kiedy opowiadasz sen. I w tle kobieta, przewodniczka ale zrzędzi. Odnieś to teraz do swojego życia w realu. Co ci to przypomina?

– Nie wiem? – Zamyślił się. Jego wyraz twarzy przypominał człowieka śpiącego z otwartymi oczami.

– Cacko i rzęch. Kobieta przewodnik, która zrzędzi. –  Powtórzyła – I nie możesz odnaleźć swego pięknego samochodu. – Uzupełniła.

– Już wiem, już wiem! – Wykrzyknął. – Jest pani genialna, jak pani to robi? – Samochód, którym jeżdżę jest z w leasingu ale nie wiem czy mnie na niego będzie stać. Biznes siadł w tej cholernej kwarantannie a właściwie całkiem leży. Zastanawiałem się czy nie sprzedać paru cennych rzeczy. Rowery do takich należą. Drogi rower to teraz dla mnie luksus. Za coś podatki trzeba płacić i ten p*rzony ZUS. A zrzędząca kobieta przewodnik, to moja księgowa, która czarno widzi przyszłość firmy i nie ma dla mnie nowych rozwiązań. Sama się gubi w tarczy antykryzysowej, ulgach i tym całym bałaganie ale cały czas kracze. To potrafi znakomicie, tylko mnie dołuje. Kurczę, teraz jasno to widzę. I co mam zrobić?

– Wyśnij kolejny sen, który przyniesie ci rozwiązanie. – Odpowiedziała.       


Zamów najnowszą książkę!

Światło w mroku. Jak pomagać sobie i innym w obliczu lęku i traumy wywołanych wojną?. - Maciej Bennewicz, Anna Prelewicz
Udostępnij:

Zapoznaj się również z naszą drugą książką wydaną w tym roku!

Wolna i szczęśliwa. Jak wyzwolić się z toksycznego związku. - Maciej Bennewicz, Anna Prelewicz
Udostępnij:

Maciej Bennewicz

Założyciel i pomysłodawca Instytutu Kognitywistyki. Twórca podejścia kognitywnego m.in w mentoringu, tutoringu, coachingu oraz Psychologii Doświadczeń Subiektywnych. Artysta, pisarz, socjolog, wykładowca, terapeuta, superwizor.