Jak się nie bać?

Jak się nie bać?

Kiedyś zadałem sobie pytanie: „A dlaczego nie ma o jeziorach Finlandii, a dlaczego nie ma o czeskiej literaturze, a dlaczego nic o Xavierze Naidoo genialnym muzyku niemieckim (ortodoksyjnym katoliku z resztą), a dlaczego nic Tallinie, nic o badaniach w CERN, nic o kuchni fusion, nic o argetyńskim przemyśle, nic o współczesnych kobietach w Polsce, które łączą wychowanie dzieci i pracę w korpowyrzutniach?

***

I tak zawisły w powietrzu moje pytania: „dlaczego?” Dotyczyły mediów tak zwanego głównego nurtu w telewizji (i nie tylko w telewizji). Wisiały one w powietrzu, krążyły w mojej głowie i oto pewnego dnia odkryłem, że telewizja (i nie tylko telewizja) – jako najbardziej publiczne i popularne medium – nie dostarcza mi rzetelnej informacji o świecie, nie mówiąc o wiedzy. Mało tego, nie tylko nie dostarcza, ale selekcjonuje informacje w sposób tendencyjny. A cóż to za tendencje? – Zadałem sobie kolejne, niełatwe pytanie. Do czego chcą mnie przekonać telewizyjni idole? Wysokopłatni dziennikarze? Uśmiechnięte panie i elokwentni panowie w eleganckich garniturach?

***

Rzecz działa się sporo lat temu. Nie mówię o epoce nachalnej propagandy w stylu: „Polakom Niemcy zatroszczą bogactwa” albo „Polacy bogacą się najszybciej w Europie” albo „Polacy są dumni z polskiej kinematografii historycznej” albo „Rząd heroicznie walczy z inflacją spowodowaną przez UE”. Mówię o czasach, kiedy wszystko wyglądało „normalnie” a dziennikarze i prezenterzy udawali obiektywność. I wtedy, w tamtych czasach iluzorycznego pluralizmu – wyłączyłem radio i telewizję na dobre. Nastały wspaniałe czasy spokoju i samodzielnego poszukiwania informacji o fińskich jeziorach i wspaniałych kobietach, które sobie znakomicie radzą łącząc rozliczne role; o ulicznych kucharzach z Bangkoku i ciemnej stronie księżyca. Nikt mi niczego do głowy nie wkładał. Co za ulga, co za wolność. Sam sobie wyszukiwarką byłem.

***

Niestety przyszła pandemia a po niej wojna – informacje wdarły się jak niedzielne syreny o poranku. Najpierw maseczkami zatkano nam usta, a potem świdrujące w oczy obrazy destrukcji, jak laserowe światło, odebrały spokój i sen. „Nie wywiniesz się nam, nie uciekniesz, żadnej emigracji wewnętrznej ani dystansu.” – Mówiły wszelkiej maści media, Internety, gazety i sąsiady spotkane w sklepie. Nic z tych rzeczy – musisz, jak inni, łykać produkty Ministerstwa Prawdy wprost z orwellowskiej wizji, wciskające się każdą szparką. Żadnych fińskich jezior i broń boże niemieckich muzyków, CERN nie ma znaczenia, a kobiety nie mają być dzielne, tylko mają się bać.

No i się wszyscy wkoło zbali tym baniem, popłoszyli i zasklepili, wcisnęli głowy między ramiona jak zawodnicy sumo i…chodzimy tak bałwanim krokiem mrucząc pod nosem: „no i co poradzisz, co poradzisz, kiedy nic nie poradzisz”. Tacy bojący i rozbani przemykamy się pomiędzy półkami w markecie. Czasem warkniemy na siebie, ale w nieśmiały sposób, bo już gęby widać bez maseczek. Groszek w puszce daje nam alibi, żeby nie spojrzeć sobie w oczy.

***

„No to się nie bój” – mówię sobie i dzieciom, i przyjaciołom, i rodzinie, i studentom, i sąsiadom, i nawet tym spod siódemki. „Nie bój się” – mówię. A oni do mnie (i ja do siebie najpierw) – „no łatwo powiedzieć, no jak się nie bać? Co najwyżej udawać można, że się człowiek nie boi, ale i tak ciężko, gdy syreny wyją w niedzielę”.  

No cóż – odpowiadam udało się tym co sieją lęk, złe ziarno w nas zasiać, no fakt. Od wszystkiego co złe się nie odetniesz i nie odizolujesz, ale o jedno wciąż możesz zadbać, póki możesz, o plon. Złe ziarno lęku rodzi nienawiść, ból, zgryzotę, antagonizm, nieufność, podziały, zmartwienie, pogardę, aby to ukryć ludzie używają zarozumiałości i udawanej pewności siebie. Możesz to zmienić więc mów, że się boisz – aż w końcu przestaniesz się bać.

***

Też mi rada – wzruszam ramionami sam do siebie i nagle…przestaję się bać, bo zamiast tłumić wiem, że się boję, wiem czego się boję i przyzwyczajam się, że lęk przychodzi z zewnątrz, ale potrąca struny wewnątrz mnie, więc luzuję te struny. Umiem stroić siebie, jak instrument. No przecież umiem.

Bądź jak stroiciel fortepianu, jak wprawny gitarzysta, który by grać na swoim instrumencie, musi umieć go nastroić i doskonale zdaje sobie sprawę, że instrument czasem się rozstraja więc musi to robić ciągle, wytrwale, za każdym razem, gdy zechce czysto grać.

***

„Drogi, czcigodny instrumencie mego umysłu i ciała nie pozwól, aby rezonował w tobie byle hałas i byle głupota wykrzyczana przez jakiegoś demagoga lub klakiera. Dbam o ciebie, będę o ciebie dbał i stroił każdego dnia abyś wydawał dźwięki czyste, tylko przeze mnie zainicjowane i najbardziej harmonijne z możliwych.”           


Zamów najnowszą książkę!

Szczęśliwa bez winy. Jak uwolnić się od poczucia winy i odnaleźć drogę do szczęścia - Maciej Bennewicz, Anna Prelewicz
Udostępnij:

Maciej Bennewicz

Założyciel i pomysłodawca Instytutu Kognitywistyki. Twórca podejścia kognitywnego m.in w mentoringu, tutoringu, coachingu oraz Psychologii Doświadczeń Subiektywnych. Artysta, pisarz, socjolog, wykładowca, terapeuta, superwizor.