z Gombrowicza

koan

…z Gombrowicza – koan

– No i co o tym sądzisz? Co teraz będzie? Co z tą Polską? – Pewien wnuk spytał swego dziadka.

– Przypominała mi się taka scena z dzieciństwa. Początek lat 70. ubiegłego wieku. PRL. Na chwilę przed zmianą. Dojrzewał przełom. Za pół roku miał odejść Gomułka a pojawić się Gierek. Miały nastać lepsze czasy. Odwilż, dostatek. Cztery, pięć bogatszych lat na kredyt. Szynka w sklepie i mały fiat na talony. Prehistoria. Wciąż jednak była straszna bieda. Na kolację jedliśmy często chleb ze smalcem a kaszanka była rarytasem. Nie znałem smaku owoców cytrusowych a samochody były tylko państwowe. Pięknym prezentem był nowy zeszyt do szkoły.

Niesamowitym zrządzeniem losu, jako dzieciak, znalazłem się w Szkocji. Oszałamiające wakacje. Przygoda życia. Piękni ludzie, wspaniałe domy, samochody, słodycze, muzyka Beatlesów. Cud po prostu. I pewnego dnia znalazłem się na scenie polskiego klubu kombatanta i żołnierza w Glasgow, Edynburgu czy Aberdeen – już nie pamiętam, w jakimś dużym mieście. Ślicznie wygłosiłem patriotyczny wierszyk o małym Polaku Władysława Bełzy. I zaczęła się polska biesiada i rozmowy o ojczyźnie. Siedziałem z boku, jadłem pyszności (głównie nieznane mi bisquity) i przysłuchiwałem się jak odmieniano Polskę przez wszystkie przypadki. Oczywiście pojawiła się też trójca: Bóg, honor, ojczyzna…i bogactwo, bogato, bogacze, dostatek, przepych, kraj mlekiem i miodem płynący. Jaki to był cudny, bogaty kraj, jakie to majątki, kamienice, dworki, sklepy, interesy potracili obecni na spotkaniu przedstawiciele Polonii. Jak to wszystkiego było w bród i jaki był dostatek. Jacy mądrzy byli przywódcy, i rzecz jasna, jak okropnie to wszystko unicestwił reżim komunistyczny pod wodzą Stalina i jego marionetek Bieruta, Moczara i Gomułki.

I kiedy wydawało się, że wszyscy są zgodni, pogrążeni w resentymentach, opłakujący utraconą świetność ojczyzny i ojczyznę samą, odezwał się pan Aleksander, mówili na niego Alek, i rzekł, pamiętam doskonale, jakby to było wczoraj. Nie pamiętam miasta, w którym to się działo ale jego słowa utkwiły mi doskonale, jakbym odtwarzał je z taśmy. Powiedział mniej więcej tak:

­– Nie wiem jak państwo ale ja pochodzę z Włocławka. W latem 1939 powołali mnie do armii i tak jak wszyscy tutaj trafiłem przypadkiem do Szkocji. Miałem niską szarżę. Dosłużyłem się ledwie kaprala. Mogłem zginąć, mogłem dostać się do niewoli, mogłem uciekać w rodzinne strony ale przypadkowa kulka, która trafiła mnie we Francji, wystrzelona z resztą przez listonosza, który wziął mnie za Niemca, gdyż zmylił go obcy mundur, rana ta sprawiła, że mogłem wojnę przeżyć na tyłach. Po wojnie nie wróciłem do Polski. Nie z powodów politycznych ale dlatego, że w moim, rodzinnym Włocławku była straszna bieda. Potworna. Ojciec pracował w jednym z zakładów na potrzeby włocławskiej celulozy. Miał gruźlicę ale pracował. Pluł krwią ale musiał utrzymać rodzinę. Pamiętam pluskwy na ścianach, wszędobylską pleśń, wszędzie, na ubraniach, siennikach, ścianach, podłodze – pleśń. Niemal u wszystkich wszawica. Najbardziej cierpiały dziewczynki, którym posypywano długie włosy jakimś białym proszkiem a niekiedy po prostu ścinano do gołej skóry. Dzieciaki wtedy przezywały taką „wsiara”. Rok temu byłem w rodzinnym Włocławku. Mam obywatelstwo brytyjskie więc bez problemu wjechałem. Nie ma śladu po mojej dawnej dzielnicy. Drewniane baraki i czworaki zniknęły. Nie ma śladu po błotnistej ulicy i rynsztoku, którym płynęły ścieki. Stoją tam teraz bloki. Czteropiętrowe, ładne bloki. Jest czysta wyasfaltowana ulica. Dzieci chodzą do przedszkola i do szkoły. Szkoła stoi w miejscu, gdzie były tanie jatki. Jest też przychodnia dostępna dla wszystkich. I jak was tak słucham, to nie wiem o jakiej Polsce mówicie?

– I to ma być odpowiedź dotycząca bieżącej sytuacji, dziadku?

–  Owszem. Taka historia przyszła mi do głowy. Ach i jeszcze jedno. Po wypowiedzi pana Alka impreza padła. Przy pożegnaniach usłyszałem jak pewna dama mówi do pewnego księdza, szeptem, ach dzieci mają uszy dokoła głowy, żeby tego Alka więcej do klubu nie zapraszać, że to pewnie komunistyczny agent jest a w każdym razie postać wątpliwa i niepasująca do towarzystwa. Potem, gdy byłem już na studiach i czytałem Gombrowicza, to miałem wrażenie, że on tam ze mną był, w tej Szkocji i wiesz co, mój drogi, jest tutaj z nami nadal. Ciągle odrabiamy lekcję z Gombrowicza.


Koan na zamówienie od Macieja Bennewicza

Koan na zamówienie

Newsletter
Udostępnij:

Maciej Bennewicz

Założyciel i pomysłodawca Instytutu Kognitywistyki. Twórca podejścia kognitywnego m.in w mentoringu, tutoringu, coachingu oraz Psychologii Doświadczeń Subiektywnych. Artysta, pisarz, socjolog, wykładowca, terapeuta, superwizor.