Nauki tao. Dziewięć. List od Glenna.

1 komentarz »
church

church

Po tygodniu milczenia Glenn z Tuscaloosa odpowiedział:

Hi, u mnie ok.

Miałem nad czym myśleć w sprawie mojej pracy i oferty jaką mi złożył J.R, mój kumpel. Jak już wspominałem sporo myślałem. Pozostać w dużej fabryce czy związać się z J.R i z jego firmą przy produkcji łodzi i kajaków? Tak czy inaczej pracowałbym w biznesie drzewnym a konkretnie sklejkowym, w wąskiej branży sklejek wodoodpornych, na której się znam. Zaproponowałem J.R., że na początku mogę pracować dla niego w weekendy. Wtedy się okazało, że to rozwiązanie nie odpowiada J.R., gdyż liczył na inwestycję z mojej strony a konkretnie na pieniądze, które zgodziłbym się zainwestować w jego firmę. Przyjrzałem się sprawie nieco bliżej. Udało mi się ustalić, że od dawna firma J.R. ma kłopoty i to wcale nie dlatego, że biznes słabo idzie ale z powodu hazardu, który polubił J.R, zwłaszcza pokera. I tak sprawa się wyjaśniła, na całe szczęście, gdyż mogłem popełnić niewybaczalny błąd.

Nauki tao. Osiem. Powroty.

Komentarzy: 5 »
powroty

powroty

Krótkie wakacje się skończyły. Glen, ów typowy Amerykanin, wrócił do Alabamy do swego Tuscaloosa, do fabryki sklejek, zaś uczeń, który nie był uczniem, do Polski, swojej ojczyzny, w której oprócz codziennych zajęć zajmował się, jak większość rodaków, narzekaniem, tłumieniem lęków i lekką depresją-agresją.

Nauki tao. Odsłona siódma. Równowaga.

Komentarzy: 4 »
równowaga

równowaga

– A czy nie jest tak, że te wszystkie olśnienia, przebudzenia, nirwany, samadhi, iluminacje, objawienia, epifanie, katharsis, odrodzenia – uczeń wyrzucił z siebie jednym tchem – nie są przypadkiem zwykłym wariactwem?
– No właśnie – przytaknęła Ula, nowa mieszkanka pensjonatu, który nie był pensjonatem, popijając, jako jedyna, czerwone wino.

Ani uczeń, który nie był uczniem, ani Amerykanin Glenn nie pili, zadeklarowawszy całkowitą abstynencję, podobnie jak mistrz, który niczego jednak nie deklarował, a już na pewno nie z taką stanowczością z jaką uczynili to uczeń i Glenn. Glenn, jak wyznał szczerze, miał problemy z piciem, dlatego nie pił. Wiele miesięcy borykał się z zaakceptowaniem prostego, acz bolesnego faktu, że sześć półlitrowych piw (a w weekendy pół butelki Burbona do tego) wypijane dzień w dzień w czasie oglądania telewizji, to jednak jest alkoholizm. Uczeń, który nie był uczniem – nieco inaczej. Po wypiciu alkoholu niemal zawsze chorował. Owszem, miał skłonność do opilczej przesady jak wielu jego rodaków z Polski, być może dlatego „na drodze rozwoju osobistego” zanim trafił na drogę Tao (czyli na Drogę) napotkał znak, który odczytał jako „trzeźwość”. W każdym razie Ula sączyła czerwone, hiszpańskie wino, lekki wiatr wiał od morza, sztucznie nasadzane, aczkolwiek dorodne palmy kołysały się dostojnie, rozmowa rozkręcała się w najlepsze, dopóki jak zwykle nie popsuł jej mistrz, który nie był mistrzem.

Nauki tao. Odsłona szósta. Plagiat.

Komentarzy: 3 »
co by tu skopiować?

co by tu skopiować?

– Co czytasz? – spytał Glenn kończąc przygotowywanie śniadania we wspólnej kuchni zaciekawiony polskimi przekleństwami kolegi.

– Jakiś facet napisał reportaż i okazało się, że przepisywał gotowe fragmenty z książek innych autorów i to z powieści.

Nauki Tao. Odsłona piąta. Jednorazówki.

Komentarzy: 8 »
felis felis

felis felis

– I dlatego tak ci trudno – powiedział mistrz.

– Dlatego? – zdziwił się uczeń, gdyż najwyraźniej nie zrozumiał „dlaczego”.

– Nie mam zamiaru wymieniać tych wszystkich złożonych czynników – westchnął mistrz. – Większość z nich i tak nie zależy od ciebie, mój drogi, nie masz i nie będziesz miał na nie wpływu, chociaż cię determinują.

– Na przykład na jakie nie mam wpływu? – uczeń żachnął się jakby był uczniem gimnazjum nie zaś czterdziestoletnim przedsiębiorcą poszukującym drogi osobistego rozwoju lub czegoś w tym rodzaju, równie ekscytującego i niejasnego zarazem.

Nauki tao. Odsłona czwarta. Spotkanie.

Komentarzy: 2 »
trenować czy raczej nie trenować?

trenować czy raczej nie trenować?

Uczeń, który nie był uczniem krzątał się po kuchni przyrządzając sobie na śniadanie dwa jajka sadzone. Do środka wszedł szczupły mężczyzna o wyglądzie typowego Amerykanina. Po chwili, zanim uczeń zastanowił się co właściwie oznacza stwierdzenie „typowy Amerykanin”, okazało się, że przybysz, ów nowy gość toaistycznego pensjonatu, który nie był pensjonatem, rzeczywiście jest typowym Amerykaninem.

Nauki tao. Lekcja trzecia, która nie była już lekcją ale być może czymś innym…

Komentarzy: 3 »
księgi

księgi

– Dlaczego mistrzu większość twoich wypowiedzi jest tak niejasna i niejednoznaczna? Chwilami mam podejrzenie, że w ten sposób można powiedzieć wszystko i nic. Mówiąc jeszcze bardziej wprost z takich ogólników i niedopowiedzeń nic nie wynika.

Nauki tao. Lekcja 2

Komentarzy: 3 »
podpórka

podpórka

– Widzę, że skrzętnie coś zapisujesz – powiedział mistrz, który nie pozwalał tytułować siebie mistrzem.

Dzień był wietrzny więc nawet na patio osłoniętym z czterech stron odczuwało się silne podmuchy wiatru i wyraźny chłód. Choć termometr wskazywał dość wysoką temperaturę jak na styczeń – ponad 20 stopni, właściwie letnią jak na warunki północnego kraju, z którego przybył uczeń, to jednak wiatr od morza świdrował na wskroś, nawet tu, u wybrzeży Afryki. Wszystko tu było na odwrót. Morze nie było morzem tylko oceanem. Uczeń nie był uczniem tylko gościem. Zima była latem. Wiatr jedyną oznaką zimy. Mistrz – dziwakiem, który prowadził coś w rodzaju pensjonatu. Wszystko tu było „czymś w rodzaju”, żadnej pewności, żadnych sztywnych zasad, umowne granice, choć przecież odbywała się tu jakaś nauka. Rzecz jasna mistrz nie nazywał nauki nauką tylko co najwyżej poezją, czasem gawędą, niekiedy dyskusją. Najczęściej inicjował ją przypadek lub luźno rzucone stwierdzenie, ot choćby: widzę, że skrzętnie coś zapisujesz.

Nauki tao. Lekcja 1

Komentarzy: 4 »
wiewiórka skalna

wiewiórka skalna

Jak wygląda siedziba mistrza, uosobienia spokoju i równowagi, miejsce medytacji nauczyciela tao a właściwie Nauczyciela Tao? Jest to niski domek, odgrodzony od plaży niezbyt wysokim płotem, składający się głównie z patio, sporej kuchni i kilku pokoi, pokoików w zasadzie oraz niezliczonej ilości zakamarków, w których przesiadują miejscowe wiewiórki skalne i gekony. Koty wylegują się na słońcu a nocami buszują wśród skał na klifie stromo opadającym ku morzu. Co ciekawe na terenie domu nie polują ani na wiewiórki ani na jaszczurki. Dom położony jest pomiędzy skalistym wzgórzem a piaszczystą doliną zatoczki. Często wieje tu silny wiatr.

Na nowy rok

Komentarzy: 10 »
kochaj siebie

kochaj siebie

Na blogu przekroczyliśmy dwa miliony odwiedzin. Dwa miliony! Niewyobrażalna liczba! Blog istnieje od grudnia 2010 a zatem pięć lat. Sam nie wiem kiedy minął ten czas, jakby jedna chwila. Już nawet pobieżna analiza statystyk zaskakuje – prawie 10 tysięcy komentarzy, 930 artykułów, niezliczona ilość zdjęć, linków, filmów. Dziękuję wszystkim blogowiczom i gościom tej strony za minione lata i…zapraszam na kolejne!

Pięć lat temu zaczynałem od idei – twórzmy świat, do którego inni zechcą przynależeć. Wyrażała ona mój entuzjazm oraz idealizm, zakładałem bowiem, że ludzie zechcą przynależeć wyłączenie do świata, w którym panuje dyskurs, czyli debata, wymiana poglądów, że atrakcyjny jest przede wszystkim obszar szacunku i porozumienia. Ponadto – myślałem, gdy dzielisz się swoją wiedzą, przemyśleniami, narzędziami, zasobami, gdy zapraszasz do swego „domu” ofiarowując w końcu przecież jakieś „dobro”- spodziewasz się, jeśli nie szacunku, to choćby umiaru. Zakładałem, że napastliwość jest atrakcyjna wyłącznie dla jakiejś głęboko sfrustrowanej niszy.


    Stronę odwiedzono 2178075 razy