Jak zahipnotyzować kota, dziewczynę i może jeszcze kogoś?

Komentarzy: 11 »

śpi czy zahipnotyzowany?

Dziś studentka naszej akademii coachingowej spytała mnie, czy potrafię zahipnotyzować kota? Potrafię wprowadzić niektóre koty w trans, ale o hipnozie, w czasie, której skłonię kota do szczególnych zachowań lub porzucenia innych, lub odbędą z nim mistyczną podróż po krainach wyobraźni – nie ma mowy. Niestety. Nie potrafię kota nauczyć ani gry w karty, ani nawet wróżenia z fusów, lub choćby z chrupek, a szkoda – bylibyśmy bogaci. Być może nawet kot umie to robić, ale ja nie potrafię odczytać, czy on umie – w tym problem. Nasz genialny mózg z nową korą i tymi wszystkim funkcjami analizowania, syntezy, kreatywności, mowy i poczucia humoru jest pozbawiony zdolności do komunikacji międzygatunkowej. W ograniczonym stopniu rozumiemy koty, konie, psy, a zwierzakami idącymi na rzeź nie interesujemy się w ogóle, bo przecież ich życie, to tylko stan przejściowy zanim stanie się kiełbasą.

Według naszych ludzkich standardów być może trzeba mieć mózg popsuty jak genialna, cudowna Temple Gradin, autystyczne dziecko, które zrewolucjonizowało nasze poglądy na zwierzęta, czyli inne istoty czujące. Być może trzeba mieć popsuty mózg jak Milton Hyland Ericskon, który przez całe życie walczył ze skutkami polio, dysleksją i dysgrafią oraz częściowym daltonizmem. Dzięki temu geniuszowi poznaliśmy nowe oblicze psychologii, terapii, komunikacji między ludzkiej i języka transu. Być może trzeba mieć popsuty układ nerwowy jak Stephen Howking by rozumieć i tłumaczyć zawiłość mechaniki i grawitacji kwantowej, czarnych dziur i historii Wszechświata, albo jak John Forbes Nash matematyk, badacz teorii gier, chory na schizofrenię.

Wcześniej, rano w drodze na zajęcia słyszę w radio, że gdzieś w Warszawie, odbywa się szkolenie z uwodzenia. Z uwodzenia? Po co u licha uczyć kogoś uwodzenia? Tak, tak – znam te argumenty, że adept szkoły uwodzenia poczuje się pewniejszy, bardziej męski i wyposażony w technik oraz tricki, manipulacje i odpowiednie gesty – wystartuje do licznych panienek i dzięki temu, da sobie [być może również dziewczynom] dowód męskości i dzięki temu spotka tę jedyną. Drugi argument jest bardziej wprost, niczego nie owija w bawełnę. Seks, seks i jeszcze raz seks – spełnienie erotycznych marzeń dojrzewających, niepewnych istot płci obojga w realu, zamiast na przykład w Internecie.  A co ma do tego kot i hipnoza? W pytaniu mojej studentki jest wyraz bezradności. Kot choruje, a przynajmniej zachowuje się dziwnie. Może jakiś dobry hipnotyzer wtłoczyłby do tego zakutego, kociego łba jakąś instrukcję, albo przynajmniej dowiedział się, co kota męczy od środka? Nauczyłem się, że jeśli chcesz poznać psychologię ludzi zacznij od innych gatunków. Jeśli rozpoznasz potrzeby kota, źródło fobii psa, zredukujesz lęki konia i krowy – z ludźmi może pójść ci znacznie łatwiej : ) A co do uwodzenia, to Temple Grandin naucza, jako doświadczona badaczka terenowa, że nie da się nakłonić geparda w ZOO, ani delfina w oceanarium do rozmnażania używając sztuczek lub tricków, wszystkie zawodzą. Nie da się połączyć wybranych pod względem genetycznym par. Również sztuczne zapłodnienie zawodzi. Trzeba przywrócić im warunki bardzo zbliżone do naturalnych. Jednym z nich jest poszukiwanie partnera lub partnerki, spontaniczny wybór, którego kryteria są nam bliżej nie znane.  Człowiek, jako zdolny do rozmnażania 24/7 niestety ma ze swoją seksualnością czasem nie lada problemy, w dodatku idąc na szkolenie z uwodzenia ma nadzieję, że nauczy się przywabiać samca lub samicę swego gatunku przy pomocy jakichś hipnotycznych tricków. Nic z tego, przykro mi, w warunkach naturalnych działa setka czynników, których nie kontrolujemy, ba nawet nie dostrzegamy i nawet, jeśli wydaje nam się, że posiedliśmy tajemnicę don Juana, warto znać koniec tej historii. Nie jest wesoły, przynajmniej nie dla don Juana : )


Odpowiedzi: 11


Jedyny kurs uwodzenia jaki ma sens to kurs ODUCZENIA się wielu rzeczy i powrotu do naturalnych zdolności każdego z nas.


  • „Panu Bogu poza kotami nic się do końca nie udało. Koty są stworzeniami skończonymi.”
    Jerzy Pilch


  • Taaak „Jak żyć z neurotycznym kotem” i Jak żyć z właścicielem neurotycznego kota” to najlepsze książki na świecie :).


  • Ja postepowania z moim kotem(sliczna poltoraroczna triocolorka)uczylam sie z cudownego poradnika Stephena Bakera „Jak zyc z neurotycznym kotem”.Jesli ktos nie czytal – polecam goraco.|Efekt oczywiscie mizerny ale za to ubaw po pachy.Bo jak wiadomo pies ma wlasiciela a kot ma personel.Pozdrawiam


  • Oczywiscie miało być „kota” a nie „konta”. Aczkolwiek bardzo chętnie stransowałabym soje konto i zainstalowala mu parę sugestii :)))

    Literówki wynikaja m.in. z tego, ze własnie na 1/3 mojej klawiatury spoczywa koci łepek:)))


  • Spędziłam swego czasu długie, bardzo -z mojej strony-emocjonalnie zaangażowane dyskusje n/t kursów uwodzenia technikami nlp-owskimi. Przekonywano mnie, ze to zasada „win-win”. Kobieta, której zakotwiczono silne pożadanie tez ma z tej sytuacji fun. Dla mnie najbardziej poruszajacy był idący pod spodem tego podejscia przekaz. Odbierałam złość wobec atrakcyjnych kobiet w stylu’wczesniej mi się z wami nie udawalo, to teraz wam pokażę”. I miałam głęboką niezgodę na przekazywanie takiej postawy młodym, nieukształtowanym chłopcom. Rozumiem, ze mozna w ten sposób nauczyc się pewności siebie w kontaktach z kobietami. Natomiast brakowało mi zwyczajnej sympatii wobec nich. Porównywałam to podejscie z zachowaniem Włochów, bo w tamtym czasie z okazji udziału w szkoleniu mieszkałam kilka dni w Rzymie. Rzymianie co i rusz posyłali mi komplementy, zatrzymywali samochodu, zeby powiedziec cos milego. Nie czułam w tym cienia agresji, chęci kontrolowania mnie. Miałam wrażenie, ze mężczyźni z dobrym kontaktem ze swoją męskościa składają hołdy kobiecości. Bez oczekiwania dalszego ciągu:). Robili to, bo po prostu kochaja kobiety. A w zachowaniach tzw. nls-owców czułam agresję i napięcie. Może więć szkoły uwodzenia powinny zamiast kotwiczenia i transowania uczyć dobrego kontaktu z własną męską energią i akceptacji dla kobiecości?I wtedy faktycznie byłoby „win-win”?

    Czy mozna konta stransować? Mam wrażenie, ze to koty transują ludzi. Bardzo dobrze znam moje zwierzaki, wiem kiedy cos jest nie tak-pewnie, jak każdy uważny koci opiekun.. I wtedy zabiegi reiki, które pokochały-same pchaja się pod ręce i pokazuja, gdzie je położyć:) Oraz wizyta u zaufanego weta


  • Koty są nieprzewidywalne i niezależne. Myśle, że właśnie te cechy powodują, że wielu pragnie je sobie podporządkować. Podobnie jest z relacjami damsko męskimi. Budzi się pokusa kontrolowania tego, co wymyka nam się spod kontroli.
    Ludzi można nauczyć kilka trików pomagających w łatwym, niezobowiązującym i nieetycznym podrywie.
    Koty… Nie wymyślono takiej szkoły, by nauczyć je tego, czego wiedzieć nie chcą. Czasem w akcie desperacji, patrząc po raz n-ty na zadeptaną maleńkimi łapkami szafkę, regał i inne domowe sprzęty, pewnie chętnie odwołałabym się do hipnozy. Jednak nic z tego, to ja chcę kociej zmiany, właścicielkom brudzących łapek nawet nie śni podporządkowanie człowiekowi. Chociaż kto wie, o czym śnią koty?..


  • A kobiety czasem bywają jak koty(tki). Mnie tam nie zwiedzie na dłużej gadka szmatka, lśniący but, nawet lśniące zęby, kasa, ordery, bajery, etc. Ale jak pojawi się to „coś” w powietrzu, zazwyczaj sama nie wiem kiedy, ale wtedy w samą porę odmrukuję…:)


  • Szkoleń z uwodzenia namnożyło się jak kwiatów na łące, pełno „czarodziejów- nauczycielów” którzy nauczą Cię jak sobie „pobzykać” wszędzie i zawsze, kiedy tylko zechcesz. Mam wśród swoich znajomych, którzy czytają również te książki jak Alchemia uwodzenia i inne tego typu publikacje.
    Na szczęście są na tyle otwarci, że wysłuchali mnie i dotarło do nich, że w ten sposób nie zbudują żadnej relacji z kobieta. Uwodzenie nie uczy akceptacji, namiętności, zaangażowania i intymności. Tego uczy doświadczenie, uczenie się na błędach oraz zwykła rozmowa z płcią przeciwną.
    Sam Pan wie, że mnóstwo jest ‚czarodziejów” którzy uczą innych jak zyć, dających gotowe rozwiązania, sztuczki. Na szczęście ta grupa wyginie jak dinozaury.


  • Ach jak to kusi mieć nad kimś kontrolę. Kij ma jednak dwa końce i jakoś bycie kontrolowanym nam nie odpowiada. I skąd ta ciągła potrzeba kontroli? Niby dla poczucia bezpieczeństwa. A co oznacza dla nas bezpieczeństwo, jeśli sami nie przestrzegamy zasad ( wbieganie na czerwonym świetle na ulicę, nie zwracanie uwagi na innych kierowców, parkowanie na miejscach dla inwalidów przez rześkich „buraków”). Zwierzęta są mądre nie potrafią mówić ale wszystkie swoje troski i obawy pokażą , tylko trzeba chcieć je zrozumieć. Mój kot umie liczyć. Co wieczór obchodzi cały dom i liczy czy wszyscy wrócili do domu. Policzyć 6 osób to dla kota pestka. Wystarczyło, aby kogoś nie było przez jeden dzień i zaczyna się sikanie pod drzwiami ( mimo, że Misiek załatwia potrzeby w pustych kuwetach dzień w dzień o tej samej porze), robienie kupy pod drzwiami, rzewne miauczenie nawet jak ma pełną miskę. Wtedy , trzeba z kotem pogadać i wytłumaczyć, że kochany pan lub pani niedługo wrócą i o nim nie zapomnieli. Wtedy to jakoś do niego dociera. Nie rejestruje natomiast jak mówi mu osoba wyjeżdżająca , że jej nie będzie. To dla kota nie ma znaczenia skoro jest i do niego mówi. Kot pokazuje swoje ulubione miejsca, jak mu raz takie zagraciłam bardzo wymownie się na mnie swoim jednym okiem patrzył. Ma jedno oko , ponieważ drugie stracił w walce o przetrwanie ( mam kota znaleźnego). Pamiętam jak kot pilnował moich małych dzieciaków. Jak przyniosłam synka do domu troszkę się obawiałam czy Misiek nie będzie małego atakował ( zostały mu dzikie obronne odruchy z tułaczki). Synek został jednak przez niego z ciekawością obwąchany i kot zaczął pełnić dyżury przy łóżeczku. Tylko mały kwęknął a Misiek leciał po kogoś z rodzinki. To samo było jak pojawiła się córcia. Misiek jest wielkim pieszczochem ale też ma wysoki czynnik empatii, wystarczy, że trochę źle się poczuję (migrena mi dokucza często) kocisko już przy mnie siedzi i mruczy. Jeju jak on mruczy:) Czy z kotem, można rozmawiać, myślę że można i nie potrzebna jest żadna hipnoza tylko uwaga tak jak w stosunku do najbliższych.


  • Mój znajomy z pracy był na takim szkoleniu z uwodzenia. Paradoks polega na tym, że im bardziej się starał tym bardziej śmieszył wszystkie koleżanki z pracy :)
    Pozdrawiam

  • Zostaw odpowiedź


    × jeden = 5