21 Spotkań

Spotkanie 11. Zuzanna i walka karnawału z postem

21 Spotkań. Spotkanie 11. Zuzanna i walka karnawału z postem

Wojna karnawału z postem – pomyślała Zuzanna nakładając placki ziemniaczane na talerz. Wciąż ta wojna. Placki z cukrem i powiedzmy ze śmietaną czy z cebulą a nawet z musztardą? Na ostro czy na słodko-mdło? 

Wszędzie wojna słodkiego z gorzkim, kwaśnego z mdłym, ostrego z tępym. Wszędzie te sprzeczności. Jedni dawaliby ludziom ryby inni wędki. Do znudzenia.  

Wędka, Zachód, Słońce, Jezioro, Rybak, Ryb, Wędkarz

Właściwie ludzi można by podzielić na mdłych i ostrych, gorzkich i słodkich, rozmamłanych i twardych, paćkowatych i zwartych. Są ludzie jak zupa mleczna. Letni, matowi, z rozgotowanym makaronem w środku, słodkawi i bez wyrazu. Są ludzie jak hamburgery w fast foodach. Zawsze przesadni, napakowani czym tylko się da. Jest tam i ogórek, i pomidor, i trochę sałaty, i ser, i ze trzy sosy, i oczywiście kotlet, i co tylko się da. Oczywiście jest też wielka buła, która to wszystko otacza. Są ludzie jak kasza ze słoniną – oszczędni i bez wyrazu. Są rozgotowani jak kapusta na bigos, maziowaci i niezdrowi. Są jak twarde warzywa. Mają w sobie tę chrupkość i świeżość. Są jak owoce zbyt przejrzałe. Są też z pozoru tylko ładni jak skórka lśniąca na zbyt kwaśnej i niedojrzałej śliwce. Są myszaci i włochato-welurowi jak morele albo brzoskwinie. Są słoneczni i pożywni jak orzechy. Delikatni jak sałata. Mocni jak chrzan, od którego zatyka w nosie.  

Hamburger, P, Frytki, Brzuch, Brzucha Tłuszcz, Tłuszcz

Czasem śnię, że umarłam. Leżę w odkrytej trumnie na katafalku, to znaczy moje ciało leży w czarnej sukience za kolana, w cielistych rajstopach i w płaskich pantoflach. Mam upięte z tyłu głowy włosy i lekki makijaż. Dlaczego założyli mi cieliste rajstopy a nie po prostu czarne? Swoją drogą to ohydne, że ktoś mnie dotykał po śmierci, bez mojej zgody, jacyś obcy ludzie przewracali mnie, myli nagą i ubierali. Okropne. Nie wyraziłam na to zgody, nigdy.

I choć leżę tam martwa to jednak widzę żałobników. Patrzę na nich z politowaniem i współczuciem zarazem. Widzę, jak znoszą to życie, kiedy ja już nie muszę, jak dźwigają te swoje ciężary i lęki, kiedy ja jestem już wolna. Znoszą życie jak znoszone bywają buty i płaszcze. Znoszone ubranie, wyświechtane rękawy, rozdeptane kapcie.

Stare Buty, Kapcie, Parkiet

Moje martwe ciało, zabite mięso – leży tam – a ja tu, gdzieś, patrzę. Patrzę i widzę. Może po raz pierwszy widzę? Jestem lekka i wolna. Jakbym nigdy nie należała do ludzi. I czuję, choć czuć przecież nie mogę, jakie to szczęście, że jestem martwa, że już nie muszę się martwić, wysilać, starać, pokazywać, udawać, przymuszać, prosić, dziękować, obawiać, szukać, znajdować, kłaniać się, podejmować decyzji, rozwiązywać problemów i zagadek życia. Nie ma życia więc nie ma już problemu z życiem. Nie ma już wojny karnawału z postem. Kremu śmietanowego przeciwko musztardzie. Pączków przeciwko kartoflom. Bułki przeciwko razowej kromce. Lizusostwa przeciwko buntowi. Poniżenia przeciwko dumie. Kłamstwa przeciwko prawdzie. Lubieżności przeciwko namiętności. Obmowy przeciwko szacunkowi. Spokoju przeciwko agresji. Ciszy przeciwko hałasowi. Lenistwa przeciwko odpoczynkowi.

Wiem! Wyjściem z dualizmu, wygaszeniem wojny przeciwieństw, ustaniem walki sprzeczności – jest śmierć! Śmierć znosi dualizm, dwoistość, sprzeczność, konflikt, antynomię, napięcie. Śmierć jest łagodną ciszą. Co musi we mnie obumrzeć abym ożyła?    

Trumna, Pogrzeb, Kościół

Patrzę na ludzi w kaplicy. Umarłam. Widzę, jak w niedalekiej restauracji kucharki szykują kotlety na stypę po mnie. To ciekawe, że chowa się martwe mięso, żeby zgniło a potem na podsumowanie tej dziwnej uroczystości pożera się mięso innych stworzeń. Mięso i mięso. A potem w mięsie, w trawieniu, gnije mięso pożerane przez mięso. Co za absurd. Co za nekrofilska uczta.

Patrzę jakbym dziwiła się tej ich miałkości i lekkości nieznośnej w przyczajonych krokach, w ugiętych nieco szyjach, niewygodnych, żałobnych ubraniach. I jednocześnie nie dziwię się. Wiem, że tańczą taniec żałobny, który za chwilę stanie się tańcem weselnym. Wesele i pogrzeb. Tu spotykają się rodziny, tutaj toczą się rozmowy. „O, Witek, że też tak młodo się jej zmarło? Kiedy widzieliśmy się ostatnio? Na weselu u Tomka?” „Kamila, jak ty wyrosłaś. No piękna z ciebie pannica. Niedługo chłopcy będą się za tobą oglądać. Kiedy się widzieliśmy? Na pogrzebie cioci Joli?”. „Juliusz, no co tam u ciebie? Patrz, jak ten czas leci. Dopiero co pochowaliśmy Antoniego”. „Marysia, zadzwoń to mnie w poniedziałek, to pogadamy o tej dotacji”. „Jurek, kiedy my chłopie w końcu wybierzemy się na te ryby, razem?” „Będziesz na weselu u Romki? No chyba, przecież jesteś jej chrzestnym. Ile dajecie do koperty?”

Walka karnawału z postem. Już wiem. Powinnam umrzeć, żeby wyjść z dualizmu. Ale jak tu umrzeć, żeby jeszcze pożyć? Śmierć jest łagodną ciszą. Co musi we mnie obumrzeć abym ożyła?    

– Mamo zwariowałaś?! – Krzyczy córka. –  Podałaś placki ziemniaczane z musztardą i z cukrem?!


Zamów najnowszą książkę - 21 spotkań

21 Spotkań
Udostępnij:

Maciej Bennewicz

Założyciel i pomysłodawca Instytutu Kognitywistyki. Twórca podejścia kognitywnego m.in w mentoringu, tutoringu, coachingu oraz Psychologii Doświadczeń Subiektywnych. Artysta, pisarz, socjolog, wykładowca, terapeuta, superwizor.