Amator potwora

koan

Amator potwora – koan

Ponoć miłość zaczyna się tam, gdzie kończy się miłość własna. To popularny pogląd, gdyż wyraża jakąś tęsknotę za nieegoistycznym związkiem, uczuciem idealnym. Rzecz jasna miłości największe – te wszystkie cierpienia młodego Wertera, ukradkowe wzdychania do Beatrycze, uwielbiane Izoldy, różne tajemnicze M* lub Z* – były w istocie miłościami solowymi, jakimś uniesieniem jednokierunkowych skierowanym do bliżej nieznanej Mony Lizy, Esmeraldy, Zofii czy Sofii.

Ale czyż w istocie były to miłości? Czy może jedynie projekcje, seanse filmowe wyświetlane w głowie z dużą dawką tych dziwnych auto-narkotyków, tych różnych serotonin, dopamin i testosteronów? Pragnienia, iluzje, incelowskiego frustracje?

W tym sensie miłością też nie jest zespół Otella, patologiczna zazdrość, która przydarza się częściej panom niż paniom pijącym. Bywa tak zachłannym stanem, że ów owładnięty zazdrością alkoholik przestaje myśleć o czymkolwiek innym jak tylko o obsesyjnej zazdrości o – mniej lub bardziej – wyimaginowaną partnerkę. Może jej właściwie nie znać, co nie przeszkadza mu dusić ją dosłownie i w przenośni, swoją opętańczą obsesją. Wampir ten (lub rzadziej wampirzyca) zapija potem swoje klęski i nieuchronne odtrącenia.

Miłość platoniczna, czyli w zasadzie bezobjawowa, w pełni altruistyczna i niematerialna miałaby być ukoronowaniem wszelkich tęsknot, które zanim w ogóle zostają wypowiedziane, już są odepchnięte jako mało realistyczne, romantyczne, infantylne.

Ach, która z nas, który z nas nie chciałby być pokochany takim, jakim jest lub kochanym mimo wszystko…Mimo tych potwornych wad, tej nadwagi, drażliwości, skłonności do ocen, siorbania przy jedzeniu i tysiąca deficytów tak precyzyjnie wpojonych przez rodziców i nauczycieli. Nieudolnie skrywanych w jakiejś luźnej tunice, w zarozumiałej minie i cynicznych uwagach na temat ludzi.

Tymczasem miłość to ciężka próba, przede wszystkim próba miłości do samego siebie. Bo jakże niekochany i nie wartościowy ktoś – mógłby „zasługiwać” na miłość. Nawet jeśli „ślepej kurze przydarzy się ziarno” i „każda potwora znajdzie swego amatora”, zanim to się przypadkiem stanie, to przecież wciąż owa pokochana „kura”, wybrana „potwora” – przecież nie przestała nią być w swoim mniemaniu. Tym bardziej czuje, że nie zasłużyła na miłość, na ziarno, na swego amatora. Rzecz jasna poddaje go potem próbie, sprawdza czy aby wtrzyma z „potworą”. Wreszcie „ślepa kura” poddaje próbie siebie samą i w końcu psuje wszystko, co mogłoby być w miłości jej ofiarowanej – dobre.

„Ślepa kura” dlatego musi zacząć widzieć, a „potwora” musi porzucić skorupę potworności – inaczej nici z miłości. Bez miłości do siebie nie ma miłości w relacji. Kochaj bliźniego swego jak siebie samego, bo jeśli siebie nie kochasz, lub co gorsza nienawidzisz, to jakże zbudujesz relację? Tym bardziej będziesz nienawidzić innych, zwłaszcza tych szczęśliwych, kochanych i kochających.

Amator „potwora” też miewa swoje deficyty, nierzadko sam ma się za nie lada „pokrakę”. Intuicyjnie ciągnie swój do swego i wtedy zaczyna się prawdziwy danse macabre.

Ale to już inna historia, czasem długiego, ludzkiego życia. Czy z chybionych miłości można się uleczyć? A czy z chybionego życia można?


Koan na zamówienie od Macieja Bennewicza

Koan na zamówienie

Newsletter
Udostępnij:

Maciej Bennewicz

Założyciel i pomysłodawca Instytutu Kognitywistyki. Twórca podejścia kognitywnego m.in w mentoringu, tutoringu, coachingu oraz Psychologii Doświadczeń Subiektywnych. Artysta, pisarz, socjolog, wykładowca, terapeuta, superwizor.