chryzantemy

koan

Chryzantemy – koan

Starsza pani pod Bródnowskim murem w srebrnej kurtce i w czapce z daszkiem z logo Yankees, płacze, ociera nos i mówi:

– No i zostały setki tysięcy chryzantem. U mnie ze trzysta sztuk. Piękne, dorodne. Świeczki i znicze się jakoś przechowa do następnego roku, ale kwiaty zwiędną. Poza tym, ile warte będą zainwestowane pieniądze za rok. Świeczki, wkłady i znicze trzeba gdzieś trzymać.

Pada deszcz. Cztery stopnie. Zimno.

– Trza się zwijać. – Mówi. – Od jutra cmentarze zamknięte. Listopad to był jedyny, pewny zarobek. Jeszcze w grudniu jest nadzieja, że sprzeda się choinki, ale nie wszyscy w tej branży łączą tematy – choinka to choinka a chryzantema wymaga szklarni, nasion, ogrzewania, transportu. Klęska.

I płacze. Ociera nos. Zwija stoisko.

– Płakać się chce. Utopiona praca, utopione pieniądze. Koncesję trzeba było wykupić, pozwolenie od miasta, placowe, paliwo na dojazd, ludzi trzeba było opłacić do pomocy. Klęska. Płakać się chce. Może coś pójdzie w tygodniu, ale do tego czasu sporo kwiatów zmarznie lub zwiędnie. Płatki opadną. Kto to kupi?

I płacze.

– Na wiosnę ledwie kilka pelargonii sprzedałam, bo przecież była izolacja. Nic nie poszło. Ludzie siedzieli w domach i nikt balkonów nie upiększał.

I płacze.

– Jedna decyzja, jednego człowieka. W ostatniej chwili ludzie rzucili się do bram cmentarzy, żeby choć świeczkę na grobie bliskich zapalić, ale kwiaty kupuje mało kto. O szóstej tu był horror, tłumy a miasto zablokowane.

I płacze. Zbiera te chryzantem niekupione. Ładuje do starej furgonetki i płacze. A jej chłop, starszy gość z petem w zębach, odbiera doniczki i ustawia. Zacięty jakiś, zamknięty w sobie. Nic nie mówi tylko stawia te kwiaty i zerka na żonę. W pewnej chwili jeden kwiat wypada z ręki. Ona do niego: uważaj, Zygmunt! A on kwiatem w drugiej ręce nagle tłucze o podłogę samochodu, o zderzak, o chodnik. Rozdeptuje chryzantemy jakby zgniatał całą swoją złość pod obcasem i odchodzi w ciemność, wzdłuż bródnowskiego, ceglanego płotu. Okrąży te 113 hektarów, te pięć kilometrów cmentarnego muru i wróci do zmarzniętej żony w środku nocy.

Powie:

– Mówiłem, że nieboszczycy to żaden interes. Trzeba nam było pomidory hodować a nie te twoje, cholerne chryzantemy!


Koan na zamówienie od Macieja Bennewicza

Koan na zamówienie

Newsletter
Udostępnij:

Maciej Bennewicz

Założyciel i pomysłodawca Instytutu Kognitywistyki. Twórca podejścia kognitywnego m.in w mentoringu, tutoringu, coachingu oraz Psychologii Doświadczeń Subiektywnych. Artysta, pisarz, socjolog, wykładowca, terapeuta, superwizor.