cierpliwość

Cierpliwość – koan

– Człowieku, ty chyba nie zdajesz sobie sprawy z sytuacji? Jesteś w grupie ryzyka! Nic już nie będzie takie samo, nic. Ludziom kończą się pieniądze. Pandemia, człowieku! Jak możesz tak po prostu siedzieć i malować jakąś głupią szafkę i jeszcze przy tym radośnie podśpiewywać.

– Miałem w planie tę szafkę. Nie pasowała do reszty mebli w kuchni, dlatego ją przemalowuję, synku.

– Te mazy nazywasz malowaniem? – Młody mężczyzna wzruszył ramionami, usiadł i zapalił papierosa.

– Nie pal, przy mnie, tyle razy prosiłem. Potem cały śmierdzę dymem. – Ojciec odłożył pędzel, ostentacyjnie otworzył okno, po czym zaczął wachlować powietrze. Syn zgasił papierosa, wstał i zamierzał wyjść.

– Ty się wirusa bój i jego skutków a nie mojej fajki, ojcze. – Powiedział na odchodnym.

– Ty się siebie bój mój synu, swojej reakcji na wirusa i oczywiście nałogów. Nałogów też się bój. Wiem co mówię. – Ojciec wrócił do malowania i podśpiewywania. – Tylko matki nie denerwuj tym swoim głupim gadaniem. – Krzyknął w ślad za synem i ciszej, do siebie, dodał: – Wystarczy, że swoją żonę zadręczasz.

Nagle syn wyłonił się zza drzwi z przekrzywioną głową, z grymasem złości na ustach i rzekł:

– Co powiedziałeś? Co powiedziałeś? Że niby ja zadręczam? Nikogo nie zadręczam jestem realistą, w przeciwieństwie do ciebie, podśpiewującego dziadunia, który o niczym nie ma pojęcia i założył, że jak będzie bagatelizował sytuację, to nic mu się nie stanie. To po prostu idiotyzm, jest! Intelektualna zapaść po prostu!

– Coś ci powiem, Krzysiu. Przeżyłem już pierdylion kryzysów, rewolucji i stanów wojennych. W 1968 miałem siedemnaście lat, świat płonął od Nowego Jorku, przez Paryż, do Warszawy i Pragi. Czystki, studenci, płonące opony, wojsko. Jak milicja strzelała do robotników w grudniu 1970 miałem dziewiętnaście lat i sam byłem w wojsku. Odbywałem zasadniczą służbę wojskową. Pierwszy rok. Najgorszy. Wszyscy się bali. Gdy stałem na warcie przed jednostką, to bałem się, że mnie siekierami zarąbią. Nie przerywaj mi! – Ojciec uniósł w górę pędzel jakby zamierzał nim zdzielić syna. ­– W grudniu 1981 miałem trzydzieści lat. Strajkowaliśmy, przez chwilę. Na świecie były już twoje siostry. Myśleliśmy, że komuna nas zadusi i powybija. W stanie wojennym pracowałem w zmilitaryzowanym zakładzie. Nie można było pisnąć słówka. Gdy zawaliło się WTC w Nowym Jorku, 11 września, miałem pięćdziesiątkę i całkiem nieźle rozkręciłem swój własny biznes. Był rok 2001. Nareszcie na swoim. Wszyscy myśleli, że będzie wojna światowa, że biznes upadnie wraz z handlem. W 2008 przyszedł kryzys ekonomiczny. Znasz to. Trefne kredyty, wredne banki i za wszystko zapłacili zwykli ludzie. Mój biznes upadł. A teraz jest rok 2020 i mam wszystko w dupie a wiesz dlaczego?

– Bo jesteś starym idiotą? – Syn znów zapalił i natychmiast zgasił.

– Nie Krzysiu, bo jestem mędrcem a moja mądrość opiera na się cierpliwości a cierpliwość to spokój Krzysiu, spokój i pewność.

– Spokój i pewność? Jak możesz być czegokolwiek pewien, w tej sytuacji?

– Spokój i pewność bierze się, Krzysiu, z zaufania do siebie. Wtedy, w grudniu 1970, na mrozie jak cholera, gdy stałem na warcie, a parę kilometrów dalej świstały milicyjne kule, obiecałem sobie, że jak wytrzymam te dwie godziny, to już wszystko wytrzymam. Cierpliwość, Krzysiu bierze się z wiary w siebie, dlatego tacy podjarani leszcze jak ty, mogą mi skoczyć. A ten cały bałagan i tak przetrwam. Tamto przetrwałem i jeszcze niejedno przetrwam.

– Gadanie. – Syn ponownie usiadł na stołku, na przeciwko ojca i po chwili spytał. – Jak rzuciłeś palenie?

– I picie? – Spytał ojciec.

– I picie. – Potwierdził syn.

– Nie ufałem sobie, gdy piłem i paliłem. Przy życiu trzymała mnie walka, synek. Tak, walka, jak wtedy na warcie. Aż pewnego dnia, krótko po twoich narodzinach zrozumiałem, że mam dla kogo żyć. To takie wyświechtane stwierdzenie ale oddaje sens. Wtedy odwróciłem się, Krzysiu, twarzą do rodziny, bo wcześniej stałem do niej plecami, choć powtarzałem sobie, że wszystko co robię, robię dla rodziny. Dopiero wtedy zyskałem pewność i cierpliwość, synek. Dopiero wtedy. Zaufałem sobie i przyszło do mnie, że zawsze byłem silny, tylko nie potrafiłem z tego skorzystać. Zły kierunek siły pcha cię w gówno. Niecierpliwość wytraca siłę a cierpliwość buduje. Ot, cała prawda, synek.

– Więc jak rzuciłeś? – Spytał.

– Najpierw trzeba być cierpliwym wobec siebie, synek, wobec siebie.


Zamów “81 Tajemnic” w przedsprzedaży, a dostaniesz GRATIS e-booka (kliknij w obrazek)

Obrazek posiada pusty atrybut alt; plik o nazwie preorder22-1024x768.jpg

Ale o co chodzi? (skrócona interpretacja tego koanu) na “81 Tajemnic” (kliknij w obrazek)

Młodość kojarzy mi się z porywczością, emocjami, namiętnościami, ambicją, potrzebą posiadania racji, przerośniętym ego, przekonaniem – słabo podpartym doświadczeniem – o swojej wiedzy i umiejętnościach… – zobacz dzisiejszą interpretację.

Obrazek posiada pusty atrybut alt; plik o nazwie KONKURS2-1024x734.jpg

Weź udział w konkursie. Napisz swoją interpretację tego koanu i wygraj “81 Tajemnic” z dedykacją i autografami autorów. Powyżej możesz zapoznać się ze skróconą interpretacją koanu, autorstwa Adama.

Obrazek posiada pusty atrybut alt; plik o nazwie introspekcja-1024x902.jpg
Newsletter
Udostępnij:

Maciej Bennewicz

Założyciel i pomysłodawca Instytutu Kognitywistyki. Twórca podejścia kognitywnego m.in w mentoringu, tutoringu, coachingu oraz Psychologii Doświadczeń Subiektywnych. Artysta, pisarz, socjolog, wykładowca, terapeuta, superwizor.