cisza

Cisza – koan

– Czasem mam wrażenie, że są we mnie dwie osoby. Zwłaszcza teraz, gdy siedzimy pozamykani a kontakt z innymi ludźmi jest bardzo ograniczony, zwłaszcza teraz odczuwam to bardzo silnie.

– Dwie? – Spytał nieco zaskoczony wyznaniem przyjaciela.

– Jedna z osób, a może to jest po prostu jakiś głos wewnętrzny, czy inne licho, ty będziesz wiedział lepiej jak to nazwać, w końcu jesteś psychologiem – westchnął. – Jedna z tych osób we mnie – powtórzył – jest, a może była…powiem szczerze…na krawędzi rozpaczy. Czuję jej smutek niemal w każdej chwili. Ona walczy o przeżycie.

– Stary, nigdy mi o tym nie mówiłeś – przyjaciel wyraźnie się zaniepokoił.

– Ale teraz mówię. – Znów westchnął. – A druga osoba we mnie, jest do bólu pragmatyczna. Wie, że musi sobie poradzić, ciągnie tę pierwszą. Zakłada maskę wesołka. Żartuje, czasem ironizuje, często jest cyniczna ale postępuje tak tylko dlatego, żeby przykryć rozpacz tej pierwszej.

– Kurczę straty, to brzmi jak depresja, to poważna sprawa – przyjaciel wyprostował się i nagle spoważniał.

Mówił jednak dalej jakby ignorując poważną reakcję przyjaciela.

– Widzisz, nie pamiętam ani dnia, od wczesnego dzieciństwa, ani jednego dnia, w którym czułbym spokój i bezpieczeństwo. Zawsze, w mój świat, w każdej chwili, mógł wtargnąć despotyczny ojciec i mnie zbić a w najlepszym przypadku skrzyczeć. Matka mogła się rozchorować a rodzeństwo dołożyć swoje. Jeśli ojciec mnie nie zbił, byli i bili oni, a ja byłem młodszy. Wiem, wiem co powiesz, czytałem o tym artykuł w jakiejś gazecie, że traum z dzieciństwa tak łatwo się nie usuwa. Ale ja mam czterdzieści lat. Nie jedno przeżyłem. Ojciec od dawna leży w grobie.

– Wiem – przyjaciel przytaknął.

– Siostra pokazała mi pewnego dnia zdjęcia z dzieciństwa i powiedziała: byłeś takim radosnym, pogodnym dzieckiem – zaśmiał się ale nie był to śmiech radosny, raczej rodzaj łkania, który miał udawać śmiech. – Powiedziałem wtedy do niej: na tym zdjęciu mam siedem lat, nic o mnie nie wiesz. Na zdjęciu, które mi pokazujesz byłem zrozpaczony. Ojciec chwilę wcześniej mnie zlał. Uśmiecham się, bo zaczęłaś mnie wtedy łaskotać ale to również sprawiało mi ból. Nie znosiłem twoich łaskotek ale ty nigdy nie przestawałaś. Pamiętam jak kiedyś zsikałem się pod wpływem łaskotania a tobie sprawiło to jeszcze większy ubaw. Potem z bratem wyzywaliście mnie „szczoch”. Wiesz co odpowiedziała siostra?

– Domyślam się. Pewnie powiedziała, że przesadzasz i że ojciec wcale nie był taki zły a łaskotek nie pamięta.

– Owszem, dokładnie to powiedziała, jakbyś tam był. Być może ona nie ma w sobie dwóch głosów, dwóch osób, jak ja?

Wstał bez słowa, poszedł do łazienki, umył twarz w zimnej wodzie i po chwili znów usiadł przed ekranem komputera. Przyjaciel ciągle tam był, gdzieś, po drugiej stronie, daleko. Zadziwiająco, iluzorycznie blisko za cienką warstwą szkiełka matrycy.

– Wszystko w porządku? – Spytał.

– W porządku. Wszystko ok. Pytałeś mnie nie tak dawno, co jest źródłem mojej siły? Co sprawia, że pomimo rozlicznych przeciwności i…tak zwanego trudnego dzieciństwa, daję sobie radę w życiu? Pisałeś wtedy chyba artykuł o motywacji. Nie umiałem wówczas jasno odpowiedzieć. Pewnego dnia, już po naszej rozmowie, usłyszałem w radio w fragment audycji. Nie wiem kto w niej występował ani czego dotyczyła. W każdym razie padły tam dwa zdania, które zapamiętałem: wszyscy mieliśmy trudne dzieciństwo i drugie, że najgorszą zarazą jest wmawianie ludziom, że jest jakaś normalność, do której powinni dążyć, jakieś szczęście, które mają uzyskać. Wszyscy jesteśmy w jakimś stopniu nienormalni i zarazem normalni. Normy to iluzje. Tak brzmiała konkluzja i wiesz co?

– Tak – przyjaciel poruszył się przed kamerką laptopa.

– Ten głos wewnętrzny, to moje drugie „Ja” pełne żalu najpierw ucichło a potem zniknęło ale zniknął również ten drugi głos, głos cynika. Jakby były kompletem.

– I co się w to miejsce pojawiło? – Spytał przyjaciel.

– Nic. Cisza. I coś w rodzaju tęsknoty. Nie umiem tego jeszcze nazwać. Dlatego wciąż się zastanawiam co jest źródłem mojej siły, może ta cisza, która zawsze tam była? Może cisza?


Koan na zamówienie od Macieja Bennewicza

Koan na zamówienie

Newsletter
Udostępnij:

Maciej Bennewicz

Założyciel i pomysłodawca Instytutu Kognitywistyki. Twórca podejścia kognitywnego m.in w mentoringu, tutoringu, coachingu oraz Psychologii Doświadczeń Subiektywnych. Artysta, pisarz, socjolog, wykładowca, terapeuta, superwizor.