czas nie istnieje?

koan

Czas nie istnieje? – koan

– Gdybyś mógł, jaką jedną rzecz zmieniłbyś w swoim życiu? – spytał Nadpatrycjusz.

– W przeszłości, w tej chwili czy na przyszłość wasza czcigodność? – Balwierz, cyrulik miejski, lecz głównie słynny golibroda Ryż Rympał odpowiedział pytaniem na pytanie, choć doskonale zdawał sobie sprawę, że jego dostojność Nadpryncypał, pierwszy spośród patrycjuszy Nadpatrycjusz nie lubi, gdy jemu zadaje się pytanie, zwłaszcza gdy jest ono odpowiedzią na wcześniej zadane pytanie przez Nadpryncypała.

Jego dostojność wolał proste szczere odpowiedzi. O ile nie były szczere, szczerość rozmówców, w taki czy innych sposób, wymuszał lub raczej prowokował, czy to podduszaniem, czy też w ostateczności szantażem a nierzadko groźbą zabójstwa. Nigdy przeto mu nie – nie odpowiadano a wszelkie wymijające odpowiedzi nie były tolerowane przez jego czcigodność z wyjątkiem bełkotliwych, jak je określał, których nie rozumiał, lecz w ich szczerość nie wątpił. Tym razem jednak to Ryż Rympał akurat przejeżdżał brzytwą po krtani Nadpryncypała zatem sądził, że jest to najodpowiedniejsza chwila z możliwych na okazanie krztyny bezczelności.

– Dobre pytanie. – Oznajmił nieco zaskakująco Nadpatrycjusz. – Dobre, bo przecież jeśli bawimy się w te gdybanki-zgadywanki, to przecież teoretycznie moglibyśmy zmienić przeszłość, chwilę obecną lub usunąć jakieś przeszkody lub niewygody, które na nas czekają albo których się spodziewamy. Dobre – zasyczał, gdyż woda kolońska obficie wylana na świeżo podrażnioną skórę solidnie go zapiekła.

– Otóż, czytałem taką intersującą książkę, wasza czcigodność, której autor twierdzi, że czas nie istnieje. – Wymądrzył się Ryż Rympał najprawdopodobniej nieco przeginając, gdyż ochroniarze Nadpryncypała nerwowo poruszyli się zawsze czujni by na jedno skinie zwierzchnika powściągać zbytnie rozzuchwalenie jego rozmówców.  

– Jak to nie istnieje? Przecież wszedłem do twojej golarni kwadrans temu, punktualnie o jedenastej pięćdziesiąt a teraz jest pięć po dwunastej. Przed chwilą biły dzwony w naszej katedrze. – Stwierdził Nadpryncypał bardziej zaciekawiony niż zaskoczony lub, co nie daj boże, poirytowany.

­– Czas, to kwestia skali, czcigodny Nadpatrycjuszu. – Golibroda wachlował Nadpatrycjusza chłodnym ręcznikiem. – W perspektywie naszej galaktyki jesteśmy mróweczkami bez znaczenia. Wielkości i odległości są oszałamiające. Nasze poczucie czasu i za przeproszeniem dzwony bijące w południe, są jak iskierka w piecu hutniczym. Natomiast z perspektywy atomów, tych maciupeńkich cegiełek, z których wszystko jest zbudowane, jest jeszcze ciekawiej. Tam, w środku jest pusto. Równie pusto jak w kosmosie. Jest jeszcze gorzej, gdyż materia jako taka nie istnieje, podobnie jak czas. – Oznajmił cyrulik przykładając gorący ręcznik do twarzy Nadpryncypała.

– A jak ja, dajmy na to, każę cię aresztować a potem torturować, co rzecz jasna jest nielegalne w naszym światłym kraju, to też mi będziesz opowiadał, że czas i materia nie istnieją, czy też zaczniesz gadać do rzeczy, żeby czas przyspieszył i żebyś mógł wrócić na kolację do mamusi i opatrzyć siniaki oraz inne uszkodzenia ciała? – Ochroniarze tym razem wstali, gdyż intonacja w głosie Nadpryncypała zmieniła się na bardziej zasadniczą.

– I słusznie dostojność zauważył, – golibroda dziwnie niewzruszony robił swoje, czyli modelował czuprynę Nadpryncypała – że wtedy czas by dla mnie przyspieszył a wcześniej wlókłby się niemiłosiernie w czasie mąk. A powiedzmy torturujący mnie naprzemienne oficerowie nudziliby się bijąc i podtapiając jakiegoś golibrodę na zmianę. Dla nich również czas wlókłby się niemiłosiernie. Co innego torturować kogoś naprawdę ważnego albo piękną kobietę a co innego zwykłego fryzjera, który nic nie wie i dlatego nic nie powie. Czas jest względny, wasza łaskawość.

– Rzeczywiście – Nadpatrycjusz znów zmienił intonację, gdyż znów się zaciekawił. Po chwili jednak dodał – A materia?

Ryż Rympał z tajemniczą miną odszedł od fotela, bez słowa zmiótł włosy Nadpatrycjusza na szufelkę i rzekł wskazując dłonią – materia. – Po czym podpalił włosy, które w jednej chwili stanęły w ogniu i rzekł ponownie wykonując ten sam, dość bezczelny gest, wskazując na popiół: – Energia.

– O rzesz, k*urwa! – Zdziwił się Nadpryncypał gmerając palcem w odrobince popiołu po spalonych włosach.

– Więc, gdybym miał jedną rzecz zmienić, wasza dostojność – stwierdził Ryż Rympał – to nic bym nie zmienił, gdyż prawo karmy i tak wszystko uporządkuje i wyrówna.

– No przegiąłeś cholerny golibrodo – tym razem ochroniarz Nadpatrycjusza nie wytrzymał. Wstał z miejsca i najwyraźniej zamierzał zastosować przemoc wobec fryzjera, co zawsze jest skutecznym sposobem uporania się z własną ignorancją. – To już narusza zasady naszej świętej religii, te brednie! – Wrzasnął zaciskając różaniec w kształcie kastetu albo też kastet w kształcie różańca.

Tymczasem Nadpryncypał zamyślił się, zadumał i w tym zamyśleniu uniósł rękę w geście nieco hipnotycznym powstrzymując tym samym zapał swego ochroniarza. Po czym rzekł:

– Karma, sansara, cykl przemian. No rzeczywiście, nie pomyślałem o tym.


Koan na zamówienie od Macieja Bennewicza

Koan na zamówienie

Newsletter
Udostępnij:

Maciej Bennewicz

Założyciel i pomysłodawca Instytutu Kognitywistyki. Twórca podejścia kognitywnego m.in w mentoringu, tutoringu, coachingu oraz Psychologii Doświadczeń Subiektywnych. Artysta, pisarz, socjolog, wykładowca, terapeuta, superwizor.