Cztery tysiące metrów

Prezent dla Ewy R. od Ewy na urodziny

Cztery tysiące metrów – koan. Prezent dla Ewy R. od Ewy na urodziny

Cztery tysiące metrów. Syrena. Czerwona, pulsująca lampka. Uchylona burta. Huk powietrza. Skok. Salto w przód. Pozycja. Wysokościomierz. Dwa tysiące metrów. Skręt w prawo. Pozycja. Piękny zachód słońca. Wysokościomierz. Tysiąc sześćset. Jeszcze nie. Adrenalina. Wysokościomierz akustyczny. Tysiąc trzysta. Już! Jeszcze nie. Wyrzuć pilocik! Otwórz spadochron! Wysokościomierz akustyczny wyje. Tysiąc. Już! Jeszcze nie! Wyrzuć pilocik. Otwórz spadochron. Wysokościomierz na dłoni. Osiemset. Adrenalina. Wysokościomierz akustyczny wyje. Do cholery otwórz spadochron! Ale to już! Adrenalina. Sześćset metrów. Pilocik wyrzucony. Czasza otwarta. Dwa zwroty w powietrzu. Przyziemienie. Cel. Lądowanie.

– Co ty kur*a sobie myślisz. Chcesz się zabić na moim lotnisku!? – Kierownik lotniska drze się na całe gardło. – Pogięło cię? ­Jeszcze raz taki numer a ostatni raz tu skaczesz. Zrozumiano!?

*

Sto czterdzieści. Silnik mruczy. Redukcja. Gaz. Silnik wchodzi na obroty. Sześć tysięcy. Wyje. Dwieście. Gaz. Lekko wbija w fotel. Dwieście dziesięć. Adrenalina. Silnik pracuje równo. Obroty w dół, szybkość w górę. Dwieście dwadzieścia pięć. Ciężarówka wtacza się na lewy pas. Hamulec! Z tyłu dym z opon. Adrenalina. Sto sześćdziesiąt. Obrotomierz wariuje. Światła awaryjne migają automatycznie. Redukcja. Sto. Hamulec do dechy! Osiemdziesiąt na godzinę. Klakson. Maska prawie przy zderzaku ciężarówki. Adrenalina. Ciężarówka zjeżdża. Redukcja. Obroty pięć tysięcy. Sto. Kierowca tira puka się w czoła i miga światłami. Trąbi. Obroty sześć tysięcy. Sto osiemdziesiąt, prosta. Dwieście dziesięć.

*

Sig Sauer. Półautomatyczny. Ciężki. Świetnie leży w dłoni. Bach, bach, bach. Ciche puknięcia stłumione przez słuchawki. Adrenalina. Bach, bach, bach. Przycisk. Tarcza wraca. Sylwetka człowieka. Sito. Wszystko w celu. Nowa tarcza. Bach, bach, bach. Seriami po trzy. Bach, bach, bach. Ciche puknięcia. Przycisk. Tarcza wraca. Sylwetka człowieka. Sito. Wszystko w celu. Adrenalina. Oddech. Rozluźnienie ramion. Nowy magazynek. Przeładowanie. Teraz seriami po cztery! Bach, bach, bach, bach. Oddech. Bach, bach, bach, bach. Ciche puknięcia stłumione przez słuchawki. Adrenalina. Przycisk. Tarcza wraca. Nowy magazynek. Przeładowanie. Teraz cały magazynek! Tratatatatata. Wszystko w celu.

– Co, gorszy dzień? Zobaczyłaś tam swego byłego? – Instruktor ogląda tarcze. – Pogięło cię? ­Jeszcze raz taki numer a ostatni raz tu strzelasz. Nie potrzebujemy tu odreagowujących stres panienek. Zrozumiano!?

*

Cztery tysiące metrów. Syrena. Czerwona, pulsująca lampka. Uchylona burta. Huk powietrza. Skok. Salto w przód. Pozycja. Wysokościomierz. Dwa tysiące. Skręt w prawo. Pozycja. Piękny zachód słońca. Wysokościomierz. Tysiąc sześćset. Jeszcze nie. Adrenalina. Wysokościomierz akustyczny. Tysiąc trzysta. Już! Jeszcze nie! Wyrzuć pilocik. Otwórz spadochron. Wysokościomierz akustyczny wyje.

Sto czterdzieści. Silnik mruczy. Redukcja. Gaz. Silnik wchodzi na obroty. Sześć tysięcy. Wyje. Dwieście. Gaz. Lekko wbija w fotel. Dwieście dziesięć. Adrenalina. Silnik pracuje równo. Obroty w dół, szybkość w górę. Dwieście dwadzieścia pięć. Ciężarówka wtacza się na lewy pas. Hamulec! Z tyłu dym z opon.

Tysiąc. Już. Jeszcze nie. Wyrzuć pilocik. Otwórz spadochron. Wysokościomierz na dłoni. Osiemset. Adrenalina. Wysokościomierz akustyczny wyje. Do cholery otwórz spadochron! Ale to już! Adrenalina. Sześćset metrów. Pilocik wyrzucony. Czasza otwarta. Dwa zwroty w powietrzu. Przyziemienie. Cel. Lądowanie.

Tarcza wraca. Sylwetka człowieka. Sito. Wszystko w celu. Nowa tarcza. Bach, bach, bach. Seriami po trzy. Bach, bach, bach. Ciche puknięcia. Przycisk. Tarcza wraca. Sylwetka człowieka. Sito. Wszystko w celu. Adrenalina. Nowy magazynek. Przeładowanie. Teraz cały magazynek, twardy spust. Tratatatatatata.

*

Zapach lekko różany. Słomiana mata. Ziemia. Jesteś. Komar usiadł na dłoni. Lekkie dmuchnięcie żeby go zgonić. Zgonić? Niczego nie trzeba gonić, zganiać, odganiać, zabijać. Wszystko jest jak trzeba. Cztery tysiące metrów, tysiąc, jeden metr? Stąpaj po ziemi. Umysł jest jasny i czysty jak niebo, myśli to tylko chmury. Chmury na różnych wysokościach o różnej gęstości ale wystarczy unieść się wyżej i chmury znikają. Umysł zawsze jest jasny i czysty. Emocje to tylko podmuchy. Nie jesteś swoimi myślami. Umysł wznosi się wysoko nigdzie się nie ruszając. Jest obecny. Miłość przemija. Ból przemija. Cierpienie przemija. Nietrwałość jest częścią doświadczenia. Konflikt rodzi się tam, gdzie powstają iluzje. Każda myśl to iluzja. Emocje są skutkiem iluzji. Iluzje to interpretacje. Każda interpretacja jest fałszywa. Niczego nie trzeba gonić, zganiać, odganiać, zabijać. Wszystko jest jak trzeba. Cztery tysiące metrów, tysiąc, jeden metr? Stąpaj po ziemi. Zapach lekko różany. Słomiana mata. Ziemia. Jesteś. Umysł jest jasny i czysty jak niebo, myśli to tylko chmury. Nie jesteś swoimi myślami. Jesteś kim więcej.

– Cudownie. Wspaniale. Oddychaj. W życiu najważniejsze jest życie. – Mówi mistrzyni. – Żyj. Do tego nie trzeba żadnych interpretacji. Tajemnicą życia jest życie. Nie jesteś swoimi myślami. Każda myśl to iluzja. Jesteś kim więcej.


Koan na zamówienie od Macieja Bennewicza

Koan na zamówienie

Newsletter
Udostępnij:

Maciej Bennewicz

Założyciel i pomysłodawca Instytutu Kognitywistyki. Twórca podejścia kognitywnego m.in w mentoringu, tutoringu, coachingu oraz Psychologii Doświadczeń Subiektywnych. Artysta, pisarz, socjolog, wykładowca, terapeuta, superwizor.