Gilotyna

koan

Gilotyna – koan

Rzekł Broma Triste:

– Oczywiście są jakieś sprawy ważne. Ale które z nich? Jakie? Każdy uzna coś innego za rzecz godną uwagi, komentarza, polecenia, udostępnienia, a nawet osobistej obrazy, dezaprobaty, złości. Jeszcze inni zamieszczą bulwersujący komentarz oddający ich poruszenie albo wklepią hejterskie bluzgi – urażeni, dotknięci, zaskoczeni. Co ich tak porusza?

Temat dnia: akcja GOPR ratująca życie kobiety narażonej przez siebie samą na dobrowolne zamarznięcie, mord nastolatki zadźganej przez nastolatka i oczywiście kłótnia celebrytów – boomerów. Wielu, w ślad za znajomymi lub popularnością jakiegoś wpisu po prostu odkliknie go. Algorytm zmierzy nie tylko ilość kliknięć, lecz również otwarcie linku i czas wyświetlania a potem podrzuci następne linki, posty, filmy i przede wszystkim reklamy związane z klikniętym tematem. I posypią się: Himalaje; Nepal; życie znanej poetki, o której serial zrobili; morderstwa wśród nieletnich; torebki na wyprzedaży; buty zimowe.

Są rzeczy naprawdę ważne? Czy są rzeczy uniwersalnie, powszechnie, arcyludzko, naprawdę ważne? Jeśli nawet są – to nie można pisać o nich przedwcześnie a najlepiej w ogóle. W polityce to się nazywa – racja stanu, w dziennikarstwie – autocenzura, w nauce – założenie programowe, w biznesie – ramy projektu, w finansach – kryteria budżetowe a wśród zwykłych ludzi – konformizm. Ach są jeszcze klątwy, ekskomuniki, apostazje oraz inne kary na przykład prokuratura, gdy jakiś partyjny kacyk poczuje się dotknięty.

Przecież Einstein nie mógł napisać…hola, hola – moje obliczenia pozwolą niebawem skonstruować atomówkę, która zrzucona na niewinnych ludzi w dwóch miastach w Japonii wywoła ludobójstwo jakiego nie znał świat, do której to zbrodni, kraj szczycący się najbardziej demokratyczną demokracją, nigdy się nie przyzna i za co nigdy, oficjalnie, nie przeprosi. Nie mógłby tego powiedzieć swoim ludziom ichni prezydent. Nikt tego nie powie. To po prostu była wojna obronna.

Kustosz archiwów watykańskich Johan Ickx, dajmy na to, nie mógłby napisać, że istnieją dokumenty świadczące, iż papa Pacelli – Pius XII zmarły w 1958 roku papież, nie tylko wiedział o zbrodniach nazistowskich już pod koniec lat 30. ubiegłego wieku, ale też zlecał zorganizowany przerzut zbrodniarzy hitlerowskich po wojnie do Ameryki Południowej, dzięki sieci klasztorów i nuncjatur. Ickx powiedział coś zupełnie przeciwnego, że papa był obrońcą cywilizacji i z wielką mądrością lawirował między Mussolinim i Hitlerem. Nikt, o zdrowych zmysłach nawet nie zaryzykuje tezy, że Watykan współdziałał z nazistami.  

Albo lekarz, znany onkolog, ze znanej kliniki, profesor, szanowany i ceniony, taki co to ratował i leczył celebrytów zanim umarli na śmierć nieodwracalnie – nie mógłby napisać, że chemia paliatywna, czyli lekarstwo pioruńsko drogie podawane we wlewach – niczego nie leczy, gdyż jest paliatywna, czyli stosowane w przypadkach, kiedy oficjalne rokowania medyczne nie dają szans na powodzenie leczenia. Nie napisze ani nawet nie powie, że chemioterapia paliatywna polega na podawaniu leków cytotoksycznych, a jej celem jest przedłużenie życia chorego, chociaż powszechnie wiadomo, że w ten sposób niszczone są także zdrowe komórki ludzkiego organizmu. Halo, halo…chemioterapia stanowi niezwykle wyniszczający dla ciała sposób leczenia. Leczenia? Ciężko choremu podajemy trującą bombę, która rozwali doszczętnie jego, i tak słaby, organizm oraz system odpornościowy. Po co? Wyniszczony będzie umierał w męczarniach, za to drożej i szybciej. Nie powie tego profesor, nikt nie powie. A nawet gdyby powiedział, kto mu uwierzy?

No więc jesteśmy zakłamani, poddajemy się autocenzurze i piszemy oraz mówimy o rzeczach dozwolonych, gdyż nie można mówić ludziom przedwcześnie, o tym, to co jest zabronione, na co nie są gotowi. Ludzie wolą żyć w nieświadomości a czasem w kłamstwie.

Czy 5 maja 1789 roku, gdy król Francji Ludwik XVI zwołał Stany Generalne w sytuacji kryzysu, ktoś odważyłby się napisać, że jest to początek końca absolutyzmu oraz że niespełna cztery lata później – 21 stycznia 1793 roku głowa króla zostanie ścięta przy użyciu gilotyny? Kat Charles Henri Sanson wyjął z kosza zakrwawiony czerep i trzymając za włosy okazał ludowi głowę króla. Była 10:22 w poniedziałek.

Czy współcześni satrapowie zdają sobie sprawę z tej przestrogi? Wszyscy milczą, wszyscy wokół poddali się autocenzurze i tak będzie aż do dnia, gdy na Placu Rewolucji (dziś Place de la Concorde – jak na ironię godną Francuzów – Plac Zgody) nie stanie jakaś nowa gilotyna.


Zamów najnowszą książkę - 21 spotkań

21 Spotkań
Udostępnij:

Maciej Bennewicz

Założyciel i pomysłodawca Instytutu Kognitywistyki. Twórca podejścia kognitywnego m.in w mentoringu, tutoringu, coachingu oraz Psychologii Doświadczeń Subiektywnych. Artysta, pisarz, socjolog, wykładowca, terapeuta, superwizor.