Głos w ciszy - prezent

Koan urodzinowy od Kariny dla Ani

Głos w ciszy – prezent

Koan urodzinowy od Kariny dla Ani

Biblioteka była ogromna. Mieściła się w gigantycznym, secesyjnym gmaszysku z kolumnami, stiukami i marmurową głową Atlasa wieńczącą portyk. W środku staromodny księgozbiór, taki z półkami, tysiącami woluminów, setkami starych książek owiniętych pieczołowicie w szary papier pracowitymi dłońmi jakiejś bibliotekarki, lata temu. Rzędy szafek z katalogami, fiszki. Na parterze mieściła się rzecz jasna wielka sala z komputerami, ekranami z dostępem do wielomilionowego katalogu i zdygitalizowanych książek. Teraz, krótko przed zamknięciem, ledwie dwa, trzy stanowiska były zajęte. Lampka, odblask ekranu. Ciche stuknięcia w klawiaturę. Klikanie myszką.  

Na piętrach rzędy półek, szaf i kredensów. Były tu sztywne i miękkie okładki, złamane grzbiety, posklejane obwoluty. Książki nietknięte i wyświechtane, opasłe woluminy i ledwie kilku stronicowe broszurki, wielotomowe encyklopedie i dwudzieste wydania znanych powieści. Lecz oczywiście najważniejsza była ich zawartość. Tysiące tysięcy godzin pracy autorek i autorów. Jedni chcieli się popisać, zaistnieć w świecie literatury, inni leczyli swoje depresje pisząc, jeszcze inni żyli z pisania a niektórzy dla pisania lub dzięki pisaniu. Powieści marne i pasjonujące, przegadane i przekombinowane. Dzieła genialne, błahe powiastki i kryminały, literatura faktu i rzecz jasna dzienniki, reportaże, książki historyczne i tysiące poradników. Książki o tym jak gotować i jak szyć, jak żyć szczęśliwiej i jak się rozwieść, jak zarządzać zespołem i czym jest marketing sieciowy, co to znaczy empatia i eudajmonia, czym są emergencja, entropia, endorfina, eugenika, epitafium, euforia, egzegeza i milion milionów innych pojęć i słów rozpoczynających się na wszystkie litery alfabetu. Nawet na takie, od których z pozoru niezwykło się zaczynać słów ani pojęć, jak choćby litera yYachting, yerba mate, yoga, yudo, youtube, ying yang i dziesiątki innych.

Dzieła napisane przez grafomanów i geniuszy, półamatorskie i wybitne, dzieła życia i efekty chwilowego natchnienia. Książki o książkach i książki o obrazach. Nuty, sztychy, grafiki. Były tu zamknięte w słowach umysły ludzkie i techniczne poradniki, dzięki którym można by opracować lek na raka i skonstruować bombę o niezwykłej sile. Hipotezy wielkie i chybione. Wierszyki naiwne i poezja tak mocna, że jeden wiersz potrafił zmieniać ludzkie serca i umysły.

Od dobrych kilku godzin wśród półek i regałów niestrudzenie chodziła pewna kobieta. Niebyło by w tym nic nadzwyczajnego, gdyby nie pora zamykania biblioteki i fakt, który zastanowił starego bibliotekarza. Spostrzegł tę kobietę już na początku swojej zmiany a właśnie nadszedł jej koniec i czytelniczka najwyraźniej jeszcze niczego nie wypożyczyła. Niczego nie znalazła, nie zabrała też żadnej z książek do czytelni ani nie złożyła zamówienia na pozycję, która nie była eksponowana w otwartej czytelni, lecz znajdowała się w magazynie. Z pewnością nie widział też kobiety w sali komputerowej ani wśród staromodnych szafek z katalogami. Czego szukała? Skąd ta wytrwałość? Zazwyczaj czytelnicy wykorzystywali katalog elektroniczny, a jeśli już wchodzili pomiędzy regały, to zazwyczaj do konkretnego działu, by najdalej po kwadransie wyjść z intersującą ich książką lub kilkoma pozycjami. Szli zazwyczaj do czytelni, gdyż większości papierowych książek już nie wypożyczano, jak to bywało dawniej. Inni spisywali intersujące ich informacje i wolumin wracał na miejsce.

– Bardzo przepraszam – rzekł bibliotekarz wyłaniając się zza regału z książkami historycznymi zaczynającymi się na we – wi.  Za chwilę zamykamy. Czy mogę w czymś pani pomóc? Czego pani szuka?

– Och sama nie wiem? – Kobieta odpowiedziała uśmiechając się uroczo, nieco zaskoczona obecnością starszego mężczyzny. Od kilku godzin, choć nie czuła upływu czasu, była tylko ona i książki. Grzbiety, tytuły, autorzy, okładki, wstępy, spisy treści.

– To może wygodniej byłoby poszukać w katalogu elektronicznym? Dziś mało kto po prostu chodzi od półki do półki – Uśmiechnął się. – Zapraszam jutro od rana. Może się pani też zalogować do naszego katalogu z domu lub z pracy. Tak jest najłatwiej – zaproponował i dodał: – ­ Dam pani login i jednorazowe hasło. Potem trzeba się zarejestrować i może pani korzystać z katalogu i zbiorów biblioteki dowoli, ile pani chce i kiedy pani chce. Zapraszam do recepcji.

– Bardzo dziękuję, ale wie pan ja szukam…trudno to wyrazić…swojej własnej przestrzeni w świecie, tego co jest prawdziwe i naprawdę dla mnie ważne, tego co mogłoby się stać dla mnie pasją, co mogłabym prawdziwie polubić. Myślałam, że znajdę coś w dziale hobby. Potem poszłam do poradników kulinarnych, sportowych, ogrodniczych, fotograficznych, krawieckich, prawniczych, ekonomicznych, kilku innych i wreszcie psychologicznych. Dalej trafiłam do działu podróże, filozofia, historia i też nic nie znałam, choć wiele tematów mnie zainteresowało. Miałam kilka książek w ręku, prawie się zdecydowałam ale po namyśle doszłam do wniosku, że w zasadzie pszczelarstwo jest cudowne, ale nie dla mnie, boję się owadów; że archeologia starożytna jest niesamowita, ale nazbyt żmudna; że wingsuiting, czyli skok ze spadochronem w skafandrze szybującym musi być rewelacyjny, ale…no właśnie. Za każdym razem słyszałam w głowie jakieś ale i czułam opór. Więc szukam dalej.

­– Może najpierw musi pani znaleźć siebie? – Zaproponował bibliotekarz.

– Znaleźć siebie? – Zdziwiła się kobieta. – A pan, pan znalazł siebie?

– Owszem. – Przytaknął stary człowiek.

– I jak pan tego dokonał?

–  Długo szukałem. Często po omacku aż wreszcie to znalazło mnie – zaśmiał się. – A właściwie ona mnie znalazła. – Znów śmiech.

– Więc jednak kobieta – tym razem czytelniczka się zaśmiała. – Przepraszam, ale czy to zawsze musi być takie banalnie oczywiste: miłość, kobieta i mężczyzna, oni we dwoje, romans, zauroczenie a może miłość dojrzała? Ponoć prawdziwa miłość przychodzi późno?

– Miałem na myśli duszę, proszę pani. Dusza mnie odnalazła. Robiłem w życiu różne rzeczy, czasem głupie a niekiedy okropne. Nie słuchałem duszy a ona zawsze do mnie mówiła. I któregoś dnia usłyszałem jej głos. Marcinie (mam na imię Marcin) przecież doskonale wiesz, że twoim powołaniem, miłością, pasją są książki. Czytaj i pisz. Dlatego od kilku lat prowadzę bloga literackiego oprócz pracy tutaj – wskazał na regały – piszę krótkie recenzje a właściwe rekomendacje. Mam 12 tysięcy followersów, jak to się dzisiaj mówi, i wie pani co, to są w większości ludzie młodzi. Chętnie piszą o tym, co przeczytali. Zwracają się z pytaniem co sądzę na temat jakiejś książki i sami rekomendują przeczytane przez siebie pozycje. To jest moje życie. Rozkwitam, proszę pani, gdy czytam. A właściwie, gdy piszę i czytam.– Zaśmiał się z własnego rymu.

– I jak to się stało? – Spytała. – Jak pan usłyszał głos duszy, jak odnalazł jej wskazówki?

– Przestałem szukać i wtedy usłyszałem jej wyraźny głos. Mówiła od dawna, ale ją zagłuszałem hałasem jaki powstawał na skutego mojej szamotaniny. Po prostu pewnego dnia ucichłem. Zamilkłem i wtedy z ciszy wyłonił się jej wyraźny głos.


Koan na zamówienie od Macieja Bennewicza

Koan na zamówienie

Newsletter
Udostępnij:

Maciej Bennewicz

Założyciel i pomysłodawca Instytutu Kognitywistyki. Twórca podejścia kognitywnego m.in w mentoringu, tutoringu, coachingu oraz Psychologii Doświadczeń Subiektywnych. Artysta, pisarz, socjolog, wykładowca, terapeuta, superwizor.