jak rozpoznać wampira?

koan

Jak rozpoznać wampira? – koan

– A wampiry?

– No, co z nimi?

– Dawno nie rozmawialiśmy o wampirach – stwierdziła.

– A po co o nich rozmawiać? – Mężczyzna poruszył się niespokojnie i przestał jeść.

– A toć znowu się jaki przytrafi. Ledwieśmy sobie z tamtymi poradzili. – Kobieta dołożyła do miski gorących kartofli.

– Nie ledwieśmy ale całkiem dobrze sobie poradziliśmy. Jeden przegnany, drugi wygnany, trzeci odstraszony.

– A gówno tam. Pierwszą wampirzycę my do domu sami wpuścili. Jak jakąś królową. Mamiła, uśmiechała się, obiecywał i oplątywała. Dopiero jakeśmy się połapali – ja widły chwyciłam maczane w wodzie święconej a ty spory kołek, to się wiedźmicha wystraszyła. Ale dopirosz odeszła na dobre jak wszystkie jej szmaty i graty my spalili w piecu a resztę odesłali, jak bóg i uczciwość nasza, nakazywały.

–  Ale na drugą wiedźmę ino hukłem i z piskiem poleciała. – Rzekł mężczyzna i stuknął łyżką o blat stołu.

– Tamta poleciała, ale najgorszego to już prawie synem i nawet dziedzicem chciałeś zrobić tak cię omotał, głupi ty. A potem długi na twój kredyt narobił, poruty zrobił w mieście i po wsiach okolicznych, wstydu nastukał, krwi świeżej się nachłeptał u przeróżnych kupców, co bogu ducha winni, stawali u nas na noc. A ty nic, głupi, tylko mu przytakiwałeś, że niby taki zdolny, taki muzyk z niego a on ci pieśń wamiprzą sączył do ucha, śpiewem cię swoim hipnotyzował, głupi ty. A ty mu klucze do skarbczyka dawałeś i do spiżarni, głupi ty. I skarbczyk pusty a w spiżarni ino się ocet ostał i spleśniałego ziarna mieszek.

– Prawda to, nie przeczę, głupi byłem jak i ty głupia byłaś, bo dobra z ciebie kobiecina i naiwna, jaki i ja prostoduszny jestem a może niemądry nawet trochę, zwłaszcza gdy mię ktoś omota, pochlebstwem omami, kompilmentem zwiedzie, kadzeniem okadzi. Ale teraz święta idą, to się wampiry nakarmią do syta, bo ludzie teraz otumanieni, naspraszają się, gościć się chcą, zbłąkanych wędrowców przyjmą, wujków i ciotki samotne, ojców schorowanych i matki stare, kuzynów i wszelkiej maści pociotków ugoszczą. A tam, między nimi, wampiry pochowane w masce ojczulka, w peruce ciotuni, w kostiumie siostry rodzonej. To się wampiry nakarmią a nam dadzą spokój. Nie ma co się martwić.

– Aleś ty głupi, Jasiek, głupi ty, jak nie wiem co. Toż my też się nazapraszamy, pociotków przyjmiemy, wędrowców powitamy, kołaczem i makowcem obdzielimy i sąsiada, i krewnego, i tego co w gości przyjedzie niby nic – też przyjmiemy. A i do pracy przyjdzie jakiś parobek albo inszy najmita. A tymczasem my nic nie wiemy o wampirach ani odrobinę my mądrzejsi nie jesteśmy, ani ciut nie wiemy, jak wampira odróżnić od człowieka z krwi i kości, jak się od umizgów demona chronić a potem od ssania, okradania, ośmieszania, obgadywania i wszelkiej wampirzej troski co do grobu nas prowadzi. Taka jest prawda, Jasiek.

– No to jak? Nikomu nie ufać? Nikogo nie wpuszczać? Czosnek w drzwiach wieszać? Świece święcone palić w dzień i w nocy? Jak? Jak żyć z takim brakiem zaufania do drugiego człowieka? Jak wampira wytropić, jak rozpoznać, gdy na progu stanie z kołaczem w dłoniach, uśmiechnięty, ale zmarznięty, w noc wigilijną dajmy na to?

– Powiem ci jak, Jasiek. Powiem ci jak, bo przyuważyłam te trzy razy co my wampiry odganiali. Wampira rozpoznasz Jasiek po krzywmy uśmieszku. Może gadać i godzinę, niby szczerze i uczenie jak sam ksiądz, może groszem sypnąć i z kosza wyjąć najlepszy trunek i sznur pereł na złotym łańcuch w darze, ale zdradzi go uśmieszek. Zezowate spojrzenie. Niby się smuci, ale uśmiecha. Niby patrzy w oczy, ale łypie cwaniacko. Niby płacze a śmieje się półgębkiem. Niby zdenerwowany a uśmiechnięty. Niby taki poważny a czegoś radosny. Niby wzruszony a wesołkowata iskra przez oko mu przemknie. Wampir cieszy się, gdy oplątuje ofiarę a ona ani drgnie. Bo wampir to myśliwy, który najbardziej na świecie lubi samo polowanie, oplątywanie, zarzucanie sieci, a potem przyglądanie się jak gira, takiego głupka jak ty Jasiek albo jak ja, głupia, trafia we wnyki, które rzecz jasna sam zastawił. Wampir jest jak kot, którego zdradza ogon. Ten jego uśmieszek to nerwowe merdanie, Jasiek.

– To ty wiesz jak rozpoznać wampira, czy nie wiesz, bo już nie wiem?

– Wiem. – Odpowiedziała.

   


Koan na zamówienie od Macieja Bennewicza

Koan na zamówienie

Newsletter
Udostępnij:

Maciej Bennewicz

Założyciel i pomysłodawca Instytutu Kognitywistyki. Twórca podejścia kognitywnego m.in w mentoringu, tutoringu, coachingu oraz Psychologii Doświadczeń Subiektywnych. Artysta, pisarz, socjolog, wykładowca, terapeuta, superwizor.