kot przed kominkiem

koan

Kot przed kominkiem – koan

Od dziecka marzyłem o domu z kominkiem. Szczęśliwi ci, którzy posiadają kominki, albowiem nie każdemu dany jest taki luksus. Co innego piec, najlepiej taki, w którym po cichu, w nocy, z dala od wścibskiego oka sąsiada, co to nawiedzonym jest ekologiem lub innym oszołomem, spalić można wszystko, co tam się ma pod ręką a najlepiej odpady z zakładów przemysłu gumowego, które to skrawki bez kontroli przecież można kupić na wolnym rynku. Po co komu resztki gumy? Nikt nie pyta. Każdy wie, że do pieca, ale też żadna władza drażnić ludu zakazem nie będzie. Czasem dla pozoru pośle się straż miejską, ale szybciej niż straż jeździ swoją Dacią – po wsi rozejdzie się wieść, że kontrolują. Żar się wygarnie a w piecach zapłonie przepisowy eko-groszek.

Bieda. Bieda nie tyle może w kieszeni, co w umyśle. Biedę tę trzeba oswoić, polubić oszukać ją gumą zamiast fotowoltaiki lub innego dziwactwa.

– Guma dobrze grzeje, kaloryczna jest – mówi sąsiad konfidencjonalnie – nie żebym sam palił, ale rozumiem ludzi. Tona węgla to nawet 900 złotych a odpadu gumowego kupisz za to ze trzy tony i całą zimę przepalisz. Na Polaka nie ma rady, gdy się uprze z oszczędności. – Dodaje sąsiad i kłania się czapką do ziemi mrugając porozumiewawczo, jak to sąsiad do sąsiada.

Bo przecież w okolicy każdy wie, kto czym pali i kto żonę bije a kto wódki już nie pije, bo mu lekarz zagroził, że nogi obetnie z powodu tej cukrzycy okrutnej, jeśli dalej pić i żreć będzie. Bieda. Bieda nie tyle może w kieszeni, co w umyśle. Biedę trzeba oswoić. Jak tu wódki nie pić? Można nie pić tych dziwnych wynalazków, kolorowych, słodkich, ale czystej? Wódka przecież dla zdrowotności.  

Kot wygrzewa się przed kominkiem. Wcześniej obserwował iskry. Szczęśliwy, kto pali drewnem pachnącym dla nastroju, dla igrających ogieńków tuż pod świątecznym łańcuchem powieszonym z przepychem pomiędzy szablami a marmurowym cokołem kominka. Szable to rzecz jasna – symbol, tak samo kiczowaty jak łańcuch, stroik, wieniec i wszystkie te bombki i plastikowe światełka.

Bieda. Bieda nie tyle może w kieszeni, co w umyśle. Trzeba tę biedę oswoić, zagłuszyć symbolami bogactwa. Stroikiem z butiku, szablą z bazaru, szwedzkim łańcuchem. Biedzie zapchać gębę bogactwem trzeba. Choćby było trochę z plastiku a trochę z piernika.

Niektórzy mają kominki owszem, piękne, marmurowe, kute, ale puste, czyste, nigdy nie palone, z równiutkimi, odkurzonymi szczapkami drewna i co najwyżej ze świeczką w środku, w dodatku niekapiącą. Dom, na który się wykosztowali, wysforowali, wyżyłowali – musi być nieskazitelny. Panele bez rysy, meble na wysoki połysk, kuchnia – prawdziwy marmur, krany – mosiądz, łazienka – kamień, drewno – Afryka, kotary a nie zasłony, kobierce a nie dywany i rzecz jasna kominek, wielki, okazały, w centrum salonu – pusty. Żaden dym ani sadza nie mogą skazić tego domu i choć wygląda jak prosektorium – cieszy, bo jest emanacją gospodarzy. Uosabia ich tęsknoty i lęki a przede wszystkim skrywaną w cieniu gorszość.

Bieda. Bieda nie tyle może w kieszeni, co w umyśle. Biedzie zapchać gębę bogactwem trzeba. Choćby bogactwo było trochę prosektoryjne i funeralne to przecież z nieskazitelnością się kojarzy.

Czystość, doskonałość, bez kurzowość, aseptyczność, laboratoryjność, śmierć – więc i kot nie może leżeć przed kominkiem. W domu tym może być tylko cień kota. Kot Schrödingera, który zarazem jest żywy i martwy jak jego właściciele.

Bieda. Bieda nie tyle może w kieszeni, co w umyśle. Biedzie zapchać gębę śmiercią trzeba. Sterylnością, nieskazitelnością, laboratoryjną antyseptyką. Te brudne buty zostawić za drzwiami trzeba, te brudne ręce, te wirusy i bakterie, te brudne myśli i brudne czyny i zanurzyć się w bogactwie, choćby było podszyte biedą.

Bieda. Bieda nie tyle może w kieszeni, co w umyśle. Biedzie zapchać gębę bogactwem trzeba.

Niestety życie nasze pełne jest dymu i smrodu, bałaganu i kurzu, resztek jedzenia i niezmytych naczyń, podrapanych mebli i wyszczerbionych talerzyków, flaszek po piwie i pleśni, wilgoci i smogu, śmieci i śmierci.

W domach z betonu jeszcze biedniej tę biedę ukrywać trzeba, jeszcze trudniej w bogactwo się przystroić, ciężej torby wypchać darami z marketu, bo tam, w blokach z betonu bieda prawdziwsza jakby, i biedniejsza, i okrutniejsza, i trudniejsza do ukrycia. Trudniej też zapchać tej biedzie gębę gulaszem w promocji po 5,40 za kilogram i cukierkami czekoladowymi na wagę. Zapić ją można ale zapijać trzeba wciąż od nowa, czy to browarkiem przed telewizorem czy to koniakiem przed kominkiem. Dlatego piciu nie ma końca, tam czy tu.

Życie nasze biedne jest, dopóki nie poczujemy się bogaci, nawet jeśli wkoło bieda. Bogactwo. Bogactwo nie tyle może w kieszeni, co w umyśle.  


Zamów najnowszą książkę - 21 spotkań

21 Spotkań
Udostępnij:

Maciej Bennewicz

Założyciel i pomysłodawca Instytutu Kognitywistyki. Twórca podejścia kognitywnego m.in w mentoringu, tutoringu, coachingu oraz Psychologii Doświadczeń Subiektywnych. Artysta, pisarz, socjolog, wykładowca, terapeuta, superwizor.