ludzie i czarodzieje - prezent

koan dla ASP od AP

Ludzie i czarodzieje – koan dla ASP od AP #PREZENT

– Do pewnego stopnia to nieuniknione. Codziennie w błahych kwestiach ludzie uruchamiają wzory, skrypty, nawyki, stereotypy. A co dopiero w zagadnieniach istotnych, fundamentalnych jak: płeć, małżeństwo, wychowanie dzieci, stosunek do pieniędzy, do erotyzmy, do wyżywienia, a także do religii, do sposobu budowania relacji z ludźmi i tysiąca innych spraw i zadań. – Mistrz poprawił długą, śmieszną czapkę i kontynuował swój wykład.    

– Skąd wzięły się te nawyki? – Spytała.

– Przez lata wśród filozofów, kapłanów, szamanów a potem psychologów, biologów, neurofizjologów, pedagogów i socjologów lecz przede wszystkim wśród nas, czarodziei, magów i mistyków – toczyła się debata: Czy istota ludzka rodzi się jako niezapisana tabliczka, jak świeżutki dysk komputera, który nigdy nie był formatowany i dlatego staje się wypadkową wzorców, które nabył, wdrukowanych programów i konkretnych plików? Czego Jaś się nauczy, to Jan umie. Czym skorupka za młodu nasiąknie, tym na starość trąci. Wszyscy znamy te powiedzenia. Czy też… – zawiesił głos.

– Czy też jest tak, że decyduje o ludzkich postawach czysta biologia, ów tajemniczy kod genetyczny? – Dokończyła dumna z siebie i dla podkreślenia tej dumy uderzyła dłonią w okładkę zeszytu z notatkami.

– Czy też, człowiek potrafi się zmieniać a niemal wszystko zależy od jego sposobu myślenia? – Mistrz poprawił się na fotelu, upił łyk herbaty i w pół ugiętym placem przerzucił kartkę księgi, do której się odwoływał.

Mistrz, profesor, nauczyciel jej ulubionego przedmiotu: Nauka o człowieku w Szkole Dla Wiedźm Trzeciego Stopnia, zajmował się tym zagadnieniem od trzech tysięcy trzystu trzydziestu trzech lat. Za trzy miesiące przypadał okrągły, a w zasadzie trójkowy, jubileusz. Trzy tysiące, trzysta trzydzieści trzy lata, trzy miesiące, trzy dni odkąd objął katedrę.

– Wiem, że znasz odpowiedź. Nie dlatego, że uwierzyłaś, w którąś z wersji lecz dlatego, że osobiście doświadczyłaś, czym jest odpowiedź.

– Owszem, mistrzu. Ludzie nie mogą się zmieniać, z bardzo nielicznym wyjątkami. Raz zaprogramowani działają jak roboty i choćby chodzili na tysiąc szkoleń i terapii niemal zawsze wrócą do wzorca, bez względu na to, czy wychodzi im na dobre, czy szkodzi. Oczywiście w przypadku homo sapiens sapiens ewolucja jest możliwa ale to proces bardzo długotrwały i zagrożeniem jest syndrom szarańczy.

– Czyli? – Mistrz spytał unosząc jednocześnie brew i palec.

Syndrom szarańczy albo wirusa polega na niekontrolowanym wzroście populacji poprzez gwałtowne namnażanie się i rabunkową eksploatację terytorium aż do jego wyniszczenia. Wówczas rabunkowo działająca populacja sama ulega unicestwieniu. – Wyrecytowała.

– Co jeszcze dodasz? – Tym razem mistrz opuścił palce i brew.

– Inaczej, my, profesorze: magiczni, czarodzieje, mistycy, wiedźmy. My potrafimy się zmieniać, dostosowywać, adaptować, elastycznie ewoluować. Mamy inną naturę. Między innymi z tych powodów bywamy eksterminowani przez ludzi, którzy lękają się zmiany, wiedzy i samoświadomości. Ofiarami prześladowań byli tacy znamienici spośród nas jak: Dante Alighieri, Giordano Bruno, Mikołaj Rej, Johannes Kepler, Erazm z Rotterdamu, Daniel Defoe, Adam Mickiewicz, Alexander Dumas, Monteskiusz, Baruch Spinoza, Jean-Jacques Russeau, Wolter i tysiące innych.

– Nie wymieniłaś żadnej z kobiet? – Stwierdził mistrz.

– Kobiety? Kobiety naszego rodu wszystkie, bez wyjątku, były prześladowane. Czy w mniejszej sakli przez swoich krewnych, ojców, mężów, zawistne kobiety; czy też w skali powszechnej, przez różne trybunały i świętoszkowatych notabli.

– Jak brzmi zaklęcie, dzięki któremu my, czarodzieje dokonujemy zmiany, odkrywamy zasłonięte, nazywamy prawdziwe? – Profesor zrobił zaciekawianą minę.

Uśmiechnął się tajemniczo i poprawił długą czapkę. Po chwili, przyglądając się znakom, które uczennica narysowała na kredowej tablicy radośnie klasnął w dłonie i zakrzyknął:

– Brawo, znakomicie! Używaj go zawsze w dyskrecji, z dala od ludzkiego oka. Wiesz co ci grozi, gdy jakiś człowiek dostrzeże w tobie przemianę?  


DE MELLO – INTERPRETACJA KOANU „LUDZIE I CZARODZIEJE” M. BENNEWICZA #PREZENT

utworzone przez Adam Sornek, Kwi 26, 2020, 81 Tajemnic

Od kilku dni słucham audiobooka „Przebudzenie” De Mello. Myślę, że to – co najmniej – czwarte moje spotkanie z tą książką. A może sześćdziesiąte czwarte? Skąd mam wiedzieć, skoro z reguły nie wiem jaki jest dzień tygodnia. Za każdym razem, gdy sięgałem po tę książkę, uważałem po jej zamknięciu, że zrozumiałem co autor próbował czytelnikowi powiedzieć. I rozumiałem. A zarazem nic nie rozumiałem. Każdy powrót do tej książki, to jej nowa warstwa, jakbym zdejmował poszczególne warstwy cebuli, będąc szczerze zdziwionym że są, zaś każda z nich jest bardziej pachnąca, świeża, żywa, czysta…. Zawsze też wierzyłem w słowa De Mello, że nie chcę się obudzić.

Tym razem jest „grubo”, bo mam głębokie przeczucie – ba absolutne wręcz przeświadczenie – że w życiu „dorosłym” naprawdę trzeba się uśmiercić, aby zacząć żyć. Uśmiercić swoją tożsamość – historyczną tożsamość i pozbyć się wszelkich przekonań, wzorów, skryptów, nawyków, stereotypów, spojrzenia na płeć, małżeństwo, wychowanie dzieci, stosunek do pieniędzy, do erotyzmu, wyżywienia, religii, do sposobu budowania relacji z ludźmi i tysiąca innych spraw i zadań.

I można rozważać godzinami, latami, tysiącleciami, czy mamy wpływ na nasze życie, czy nie. Czy każdy człowiek ma duszę, czy też tylko nieliczni dostępują tej łaski? Czy jesteśmy całkowicie zdeterminowani, częściowo zdeterminowani, czy też każdy z nas ma wolną wolę i jest jedynym kreatorem swojego życia? Czy życie ma sens, jest bez sensu, czy też trzeba poszukiwać tzw. nadsensu. Czy nadzieja sprawia że mamy wolę życia, czy też jest przyczyną naszego cierpienia, zaś wolność pojawia się z świadomością, że żadnej nadziei nie ma i nie będzie. Można tak całe wieki dumać, rozważać i zapomnieć żyć. Po prostu zapomnieć zauważyć dar i cud życia.

A istotą daru życia jest jego przemiana. Życie to przemiana – każdej istoty, każdego bytu, nawet gdy jest to kamień i na naszym ograniczonym poziomie uważamy, że jest martwy. Wszystko jest w ruchu. I wystarczy chyba zrozumieć tę jedną prawdę, by odkryć, że trzeba być w ruchu, w przyjmowaniu zmian i w gotowości na zmiany. Wówczas bez znaczenia jest, czy urodziliśmy się z świeżutkim dyskiem komputera, czy determinowała nas biologia i jakość środowiska biologicznego, którym są wszelakie proteiny naszego ciała, czy też mamy zadania karmiczne do wykonania. Życie w gotowości na wszelkie zmiany, chyba o to chodzi. 

Bezruch zabija życie. Bezruch jest działaniem na przekór światu i jego zasadom, prawom natury. Bezruch jest manifestacją lęku. Bezruch jest przeciwieństwem miłości do życia i przyjmowaniem życia. I nie chodzi mi o ruch w postaci biegania maratonów i bycia super, hiper, mega sportowcem. Ani o ruch w postaci zdobywania rzeczy, tytułów, zaszczytów, sukcesów. Ruch to gotowość na zmiany i podążanie za zmianą. Ruch to zdolność obserwacji zmian i obserwacji siebie. Taki ruch zakłada adaptację do zmieniających się warunków. A adaptacja wyklucza lgnięcie, przyleganie, przywiązanie do jakiegokolwiek „moje”. Tu nie ma miejsca na „mnie”. 

I być może w rzeczywistości w byciu magicznym chodzi o sposób myślenia. Jedni dochodzą do ściany w wieku 30. albo 40. lat i mówią sobie „ten cały wysiłek, którego się dotąd podejmowałem, nie dał mi szczęścia”. Inni pojawiają się na świecie i już przy narodzeniu mają wnioski tego pierwszego. Ci od najwcześniejszych lat wiodą życie przebudzone albo bliskie przebudzenia. Jednak i ich świat próbuje za wszelką cenę przekonać, że najlepiej trwać w jednym, być w bezruchu i się lękać. Ale i to jest bez znaczenia. Po prostu jedni chcą żyć, a inni chcą nie żyć. Tych drugich jest więcej. Kiedyś myślałem, że zadaniem pierwszych jest budzić drugich. 

Szukam informacji o śmierci Anthonego De Mello, która ponoć była dość nietypowa, niespodziewana, jak niektóre samobójstwa polityków i dziennikarzy w Polsce. I trafiam na taki oto fragment artykułu o wymownym tytule „Kłopoty z jezuickim guru” (źródło opoka.org.pl):

Watykańska Kongregacja Nauki Wiary w opublikowanym 22 sierpnia oświadczeniu poddała ostrej krytyce poglądy zmarłego jedenaście lat temu o. Anthony’ego de Mello, indyjskiego jezuity, autora niezwykle popularnych książek z dziedziny duchowości. Podpisany przez kard. Josepha Ratzingera i zatwierdzony przez Jana Pawła II dokument wylicza szereg tez popularyzowanych przez o. de Mello, które „nie są do pogodzenia z wiarą katolicką i mogą prowadzić do poważnych szkód”. W związku z tym Kongregacja, oprócz opublikowanej notyfikacji, wysłała do wszystkich biskupów list z poleceniem, by podległe im katolickie wydawnictwa wstrzymały druk książek tego autora.

Może ktoś nie ma interesu w tym, żeby ludzie się budzili, zmieniali siebie, swoje programowanie, szukali prawdy. Gdy strażników wiedzy jak tak wielu, rozsianych po parafiach i probostwach na całym świecie, wszyscy ci współcześni De Mellowie, Brunowie, Kopernicy i miliony wszelakich czarownic, muszą być w ukryciu. Inaczej zmiana się nie dokona. A jest konieczna. Bo ludzkość nieprzemieniona jest jak szarańcza, która zabija wszystko, a na końcu musi uśmiercić siebie.


Koan na zamówienie od Macieja Bennewicza

Koan na zamówienie

Newsletter
Udostępnij:

Maciej Bennewicz

Założyciel i pomysłodawca Instytutu Kognitywistyki. Twórca podejścia kognitywnego m.in w mentoringu, tutoringu, coachingu oraz Psychologii Doświadczeń Subiektywnych. Artysta, pisarz, socjolog, wykładowca, terapeuta, superwizor.