Łączy nas beton

koan

Łączy nas beton – koan

­­­­­­­­­­­­­Jednoosobowa firma sprzątająca w osobie pani Serafiny Kruszyny właśnie kończyła opróżnianie ostatniego kosza na śmieci jak zwykle pełnego papierów oraz małych buteleczek po wódce, popularnych stu mililitrowych małpek, których pod koniec dnia bywało nawet dziesięć, dwanaście, piętnaście. W zależności od dnia. Słowem łącznie litr, ponad litr lub sporo ponad litr wódki, którą w tych zaskakująco małych porcjach spożywał najprawdopodobniej sam Nadpryncypał. Dlaczego nie kupował butelek o pojemności 0,75 litra lub większych? Nawyk? Rodzaj roztargnienia? A co nie daj boże nałóg, który sprawia, że nałogowiec jednorazowo kupuje a potem konsumuje te sto gram oszukując się, że to jedynie sto gram a sto gram to w zasadzie niewiele?

Pani Kruszyna wielokrotnie zastanawiała się nad tą kwestią. W zasadzie codziennie wieczorem opróżniając kosz. Nie raz przecież widziała jak w grubych, kryształowych szklankach sam Nadpryncypał częstował swoich gości złocisto-bursztynowym napojem z wielkich, eleganckich i z pewnością drogich butelek. Stać go było. Skąd zatem małpki w jego koszu? Zagadka.  

– A gdyby mogła pani zmienić tylko jedną rzecz w życiu, co by to było? – Usłyszała tubalny głos za swoimi plecami niewątpliwie należący do Nadpatrycjusza, czcigodnego ojca miasta, samego, szacownego, dostojnego Nadpryncypała. 

Bardziej dla fasonu i z powodu szacunku krzyknęła piskliwie, udając przestrach i dla wzmocnienia efektu upuściła kosz na śmieci. Co prawda nie spodziewała się nikogo w biurze a tym bardziej samego Nadpatrycjusza ale usłyszawszy pierwsze chrząknięcie, mruknięcie, wokalizację poprzedzającą słowo wiedziała przecież, że to on sam, we własnej osobie Nadpryncypał. Z pewnością zajęty, pracujący do późna, poświęcający się dla dobra ogółu może nawet z kolejną małpką w dłoni?

– Ach to pan, przepraszam czcigodny Nadpatrycjuszu, nie wiedziałam, że jeszcze jest pan w biurze. Już nie przeszkadzam tylko wyniosę śmieci i posprzątam jak już pan wyjdzie.

Pani Serafina Kruszyna pochyliła się nisko jak to mają w zwyczaju osoby niskiego stanu udające głupków wobec prawdziwych głupków wysokiego stanu, aby zyskać na czasie a tym samym uzyskać przewagę intelektualną. Po czym nagle wyprostowała się. Spojrzała Nadpatrycjuszowi prosto w oczy, a choć była zarówno niskiego stanu, jak i niskiego uposażenia a ponadto tylko jednoosobową firmą sprzątającą, była kobietą o wyjątkowej urodzie, której nawet typowy dla sprzątaczek niebieski fartuch i chustka, nie oszpecały. Nadpatrycjusz cofnął się zbity z tropu tą nagłą zmianą dynamiki spotkania. W zasadzie był nawet bliski gwałtownego wytrzeźwienia. Nigdy bowiem wcześniej pani Serafiny Kruszyny nie zauważył, mało tego, nawet nie domyślał się jej istnienia a co dopiero urody ukrytej pod błękitem fartucha.

–  Co do pańskiego pytania, czcigodny Nadpatrycjuszu, mogłabym odpowiedzieć, rzecz jasna, że podniosłabym sobie pensję i to trzykrotnie. Sprzątanie tego zapyziałego biura, wietrzenie smrodu po cygarach i wódce, tego zaduchu po męskim pocie i adrenalinie wydzielanej tu w nadmiarze z powodu ciągłych intryg, rywalizacji, knucia i donoszenia, doprawdy nie jest warte tych gorszy. Ale w mieście panuje nepotyzm więc cieszę się, że choćby taką mam pracę. Ale gdyby pytał mnie pan na poważnie, załóżmy, jak osoba równa pyta drugą, równą, wolną osobę, odpowiedziałabym, że zmieniłabym płeć. Nie, nie sobie, panu. Gdyby Nadpatrycjuszem, czyli Nadpatrycjuszką była kobieta, mielibyśmy mniej problemów, gdyż większość kobiet posiada dar empatii a mężczyźni muszą się jej zazwyczaj długo uczyć, a najczęściej nie chcą.  

Zapadło milczenie, określane często jako głuche i pełne napięcia. Kobieta ponownie zgarbiła się, chwyciła kosz na śmieci i skierowała się do wyjścia. W drzwiach, wciąż w ugięciu, czy też w głębokim skłonie, jakby była staruszką, odwróciła się w stronę Nadpatrycjusza i rzekła skrzekliwym głosem:

­– Żartowałam. Co też pan, najmiłościwszy Nadpatrycjuszu? Oczywiście, gdybym mogła, chciałbym być tak jak pan, facetem, co tam facetem…mężczyzną, władcą, chodzącym testosteronem, adrenalinową bombą, walczącym wilkiem, lwem terenu a moim mottem byłoby: Łączy nas beton.

– Łączy nas beton? – Powtórzył zaskoczony Nadpatrycjusz.

– Owszem. – Przytaknęła. – Betonowe butki i chlup do wody. Beton to lojalność aż po grób a kto nie jest lojalny i tak zostanie z nami połączony betonowymi butami na wieki. Cicho sza! – Położyła palec na ustach i wyszła z gabinetu dźwigając kosz i ciągnąc za sobą miotłę, zgarbiona jak staruszka.


Koan na zamówienie od Macieja Bennewicza

Koan na zamówienie

Newsletter
Udostępnij:

Maciej Bennewicz

Założyciel i pomysłodawca Instytutu Kognitywistyki. Twórca podejścia kognitywnego m.in w mentoringu, tutoringu, coachingu oraz Psychologii Doświadczeń Subiektywnych. Artysta, pisarz, socjolog, wykładowca, terapeuta, superwizor.