można ale nie trzeba

koan

Można ale nie trzeba – koan

Potrzebujesz trzydziestu dni medytacji, sześćdziesięciu, stu sześćdziesięciu, trzystu, aby w wejść na ścieżkę przebudzenia. Dwadzieścia osiem tysięcy minut medytacji, gościu! Na początek! Dopiero po trzech latach, trzech miesiącach i trzech dniach odosobnienia osiągniesz zjednoczenie z umysłem świata albo światła. Potrzebujesz pięciu lat studiów, trzech lat szkolenia i dwóch lat treningu, aby opanować metodę. Siedmiu miesięcy, siedmiu lat, siedemnastu jesieni a i tak dopiero po siedemdziesiątce zrozumiesz.

Nic z tych rzeczy. To nieprawda. Przykor mi, że odbieram ci zabawę albo pasję lub może zarobek z tych wszystkich szkoleń, kursów i nauk, ale to nieprawda. Są ludzie, którzy skończyli dwa fakultety, pięcioletnie szkolenia, czterosemestralne kursy, uzyskali dyplomy i certyfikaty, zwiedzili pół świata, widzieli świt w Himalajach, poranną mgłę nad Mekongiem, zachód słońca nad Saharą… i nadal są w tym samym miejscu, w zasadzie ciemni jak tabaka w rogu, jak pestka w rurze, jak szyszka w dziurze.

Co sprawia, że niektórym wystarcza jeden dzień, jeden sen, jedna godzina, jedno spotkanie, jedno pstryknięcie palcami a inni szukają, podróżują, próbują… i nic, spytasz?

Są też bomblersi, dżolo luzaki, kefiry premium, plastikersi odgrywający swój dzień świstaka w tak zwanych sprawach duchowych. Twierdzą oni, że już daaaawno się przebudzili; doszli do centrum; pojęli no wiesz… te rzeczy kwantowe a wszystko to jeszcze za czasów, gdy C. nie był wybitnie znanym podróżnikiem a P. jeszcze nie ćpał. Przebyli cztery katarsisy i dwie nirwany, w tym jedną na zboczu góry, na którą własnoręcz wdrapali się bez asekuracji, gołymi pazurami drapiąc skały. Nie takie ajahłaski pili. Nie takie żaby ich gryzły.

Otóż, przykro mi, wszystko nieprawda. Można w ciągu sekundy doznać oczyszczenia, przebudzenia, połączenia, czyli spokoju, który jest niemal tak wiekuisty jak ten grobowy. Można, ale nie trzeba. W tym rzecz. To jak z czekaniem na świętego Mikołaja, który zawsze zostawia prezenty akurat wtedy, gdy nie patrzysz; jak z Perseidami, których świetlisty ogon przecina sierpniowe niebo akurat wtedy, gdy ustawiasz opcję nocną w telefonie; jak z wyznaniem, że jesteś w ciąży, które to okazuje się być nie w porę dla przelotnego kochanka, który miał być (wreszcie) tym na stałe.

Ludzie poszukujący tak zwanego czegoś często dostają zatwardzenia duchowego, w przeciwieństwie do dżolów, którzy dostają sraczki. I w jednym i w drugim przypadku duch trzyma się z daleka od cierpiącego ciała i umysłu, który czeka wyłącznie na ulgę.

Można, ale nie trzeba. W tym rzecz.

Postaraj się zagrać czysto – piłką, rakietą tenisową, szachami, struną, klawiszem! Bardzo się postaraj. Wysil się! Widzisz, nic z tego. Trenuj do bólu palców, zawzięcie. Przez trzydzieści dni, trzysta dni, dziesięć tysięcy godzin. Walcz! Haruj! Widzisz, nic z tego.  

Owszem doświadczenie, trening, praca, wytrwałość, konsekwencja, uważność, cierpliwość, przydają się, ale tylko tym, którzy są gotowi móc. Tylko oni idą do nieba, bo nie muszą; nawet nie zastanawiają się czy chcą; mogą, ale nie muszą. A potem powtarzają te dziwactwa ezoteryczne w rodzaju: gdy wszystko zapomnisz dowiesz się wszystkiego. Gdy przestaniesz musieć, może zechcesz móc i wtedy otrzymasz.

W każdym razie nie daj się zwieść. Spokój, którego tak pragniesz; zrozumienie bez oceniania, które cię intryguje; połączenie, które ciągle się zrywa… są w zasięgu ręki.  

Dlatego usiądź albo po prostu stań w oknie, pstryknij palcami, może zapal świeczkę, nie oceniaj, nie myśl, patrz… dalej już wiesz…


Koan na zamówienie od Macieja Bennewicza

Koan na zamówienie

Newsletter
Udostępnij:

Maciej Bennewicz

Założyciel i pomysłodawca Instytutu Kognitywistyki. Twórca podejścia kognitywnego m.in w mentoringu, tutoringu, coachingu oraz Psychologii Doświadczeń Subiektywnych. Artysta, pisarz, socjolog, wykładowca, terapeuta, superwizor.