Na wyspach jest inaczej

koan

Na wyspach jest inaczej – koan

Żyliśmy na wyspach, od zawsze żyliśmy na wyspach. Żyjemy tutaj. Nie rozumiemy bezkresnego lądu. Ci którzy byli na stepie i na pustyni powiedzieli nam, że ziemia potrafi być tak niezmierzona i dookolna jak ocean. Jednak nie porusza się jak fale choć ruch traw i zbóż może przypominać spokojne, letnie wody oceanu. Ci którzy byli w miastach opowiedzieli nam, że tłok, ruch i ciasnota są tak ogromne jakby pod pokładem małej łodzi rybackiej stłoczyć całą wioskę. Nawet przyjaciele nie mogą się czuć wtedy dobrze, choć przez chwilę cała załoga potrafi się schronić pod pokładem, ale jest ich wtedy trzech a nie trzydzieści milionów jak w niektórych miastach na wschodzie. Ponadto sternik zawsze stoi przy kole sterowym i zawsze wiadomo kto jest sternikiem – najbardziej doświadczony żeglarz. A w miastach sternikiem zostaje wybrany ktoś anonimowy, kto tylko puszy się i chwali, lecz nie przedstawia żadnego dowodu na to, że cokolwiek umie a zwłaszcza, że potrafi sterować w każdą pogodę.

Zawsze żyliśmy na wyspach. Ci którzy wyjechali oglądać wielki świat, pracować w fabrykach i hotelach większych niż nasze góry, żeglować na okrętach ogromnych jak miasta, uprawiać owoce mango na wielkich plantacjach, ci powrócili na nasze wysypy. Zawsze wracają. Bo wyspy są inne. Tutaj znasz wszystkich i wszystko, tutaj wszędzie jest niedaleko. Tutaj każdy jest stąd i każdy jest swój, u siebie. Tu nikt nie jest obcy i każdy każdego szanuje, poważa, docenia, gdyż zna jego historię od dziesięciu pokoleń wstecz. Szanować człowieka – to wiedzieć skąd przychodzi i dokąd idzie. A tutaj, na wsypach, wystarczy się rozejrzeć, wystarczy spytać. Tutaj nie ma potrzeby niczego ukrywać. Tutaj każdy jest wiarygodny.

Tutaj, na wyspach bawimy się razem, śpiewamy i ucztujemy więc nie potrzebna nam kupowana rozrywka. Nie rozumiemy tych wszystkich telewizyjnych zabaw, seriali, filmów, programów, bo nie są naturalne jak nasze tańce i pieśni. Odgrywają je specjalnie wyszkoleni ludzie, nie tak jak my, gdy perkusistą jest piekarz, gitarzystą rybak a pieśniarzami i tancerzami wszyscy bez wyjątku.

Nie kupujemy też radości na wynos, bo łatwo nam się cieszyć z tego co mamy. Nie smakują nam sztuczne potrawy. Wolimy proste, świeże, ze składników zebranych z ogrodu pod domem. Tutaj, gdy chcesz powiększyć dom pomagają ci sąsiedzi, a gdy umiera twoja matka płaczą wszyscy, bo twoja matka był matką, ciotką, babcią, kuzynką, akuszerką dla wielu.

Nie płacimy też lekarzom ani kapłanom, gdyż tutaj, na wyspach, wywodzą się oni spośród nas i są tacy jak my. Jeśli trzydzieści lat temu akuszerka przyjmował dziecko na świat a potem leczyła zaparcia, wysypki i złamaną nogę dorastającego malca a potem młodzieńca, to wie o nim wszystko, zwłaszcza że mieszka w sąsiedztwie. Wie co mu szkodzi a co mu pomaga. Kapłan zaś wie jakiego wsparcia lub rady mu potrzeba, bo również zna go od dziecka i mieszka obok, zaś na co dzień uprawia bataty. Tutaj, na wyspach kapłan inaczej niż w dalekich miastach nie zawstydza, nie gani, nie straszy, ale wspiera, pociesza, ratuje i raduje się ze wszystkimi, gdyż jest jednym z nas.

U nas, na wyspach jest inaczej. Nie rozumiemy ludzi ze świata, z miast, z wielkich połaci ziemi. Wszędzie czują się obcy, ciągle są źli na siebie, stłoczeni, obcy wśród obcych, zmuszeni do kupowania wszystkiego co im potrzebne, sztucznie upiększeni, nieustannie zajęci, kupujący rozrywki, radości, a nawet jedzenie i seks. Oni nas też nie rozumieją, wiemy to. Powiedzieli nam, że jesteśmy biedni, bo wystarczają nam maty bambusowe do snu i trzcinowe ściany w domach, pień drzewa jako stół i pieczona ryba jako posiłek. Bieda, czyli nasze życie, budzi w nich jakiś rodzaj nieufności i zażenowania może nawet niechęci, a może nawet odrazy? Czują się dziwnie skrępowani w naszej obecności. Nieustannie dezynfekują ręce, piją wodę wyłącznie z plastikowych butelek, które przynieśli ze sobą ze swoich okrętów. A potem odpływają szczęśliwi, że nie muszą żyć na wyspach w tej naszej biedzie, choć ładny tu piasek. My też jesteśmy szczęśliwi, że opłynęli. Zbieramy śmieci rozrzucone przez nich na piasku i machamy im na pożegnanie, z ulgą.


Zamów najnowszą książkę - 21 spotkań

21 Spotkań
Udostępnij:

Maciej Bennewicz

Założyciel i pomysłodawca Instytutu Kognitywistyki. Twórca podejścia kognitywnego m.in w mentoringu, tutoringu, coachingu oraz Psychologii Doświadczeń Subiektywnych. Artysta, pisarz, socjolog, wykładowca, terapeuta, superwizor.