nic śmiesznego

koan

Nic śmiesznego – koan

– Chodzi o tę śmiertelną powagę, o ten przepełniony patosem ton, o wyższościowe uwagi, o demagogię, naciągane argumenty wypowiadane z podniosłością godną lepszej sprawy. Widziałaś jakiegokolwiek polityka, urzędnika, eksperta, dziennikarza, który były pogodny? Nie mówię nawet o radości lub o dobrym humorze lub choćby o żartobliwej iskrze w oku. – Broma Triste wyrzucił ręce do przodu jakby zamierzał odpłynąć. Odetchnął głęboko, podciągnął rękawy koszuli i mówił dalej.

– Nadęte miny, napięte twarze, nabzdyczone policzki, zaciśnięte wargi. Co najwyżej ironia lub kpina. Nawet komicy, stand-uperzy, kabareciarze wypluwają z siebie przede wszystkim jad i złośliwości, skrytą nienawiści i wprost okazywaną pogardę. Są też depresje z uśmiechniętą twarzą. Gdy tylko spadnie talerzyk, gdy na dworze zawyje syrena, gdy ktoś napisze złośliwy komentarz – maska uśmiechu spada z hukiem na podłogę. Pod spodem drży zbolałe dziecko. Nie potrafi wywabić tego bólu tatuażem ani botoksem. Za chwilę uśmiech znowu się przyklei.  

Twarze ludzi zbolałych i sfrustrowanych. Głowy odcięte od tułowia. Głowy odchylone by nie pokazać oczu. Napięte ramiona i plecy. Wystające brzuchy ukryte w szerokich koszulach pod marynarkami. Krzywe uśmieszki, retuszowane zmarszczki, skrywane łysiny, zezowate spojrzenia. Dlatego nakazali nam wszystkim nosić maski. Jakże muszą cierpieć? Porażeni lękiem. Podcięci niepewnością. Zmęczeni nieustanną walką o jakieś udawane, słuszne, lukrowane, powierzchowne frazy, pod którymi kryją się mroczne prawdy, niewygodne fakt, obrazy obłudny.

Dlaczego tak się stało, pytasz? Co ich pozbawiło radości życia? Co prawda mogą się napić drogiego trunku i złamać – przez siebie wydane – zakazy. Mogą wykorzystać nieletnią dziewczynkę w tajnym burdelu. Ale potem ten lęk straszny uciska, że się wyda, że ktoś jednak nagrał ich sprośne pokwikiwania i puści szefowi a potem sprzeda do gazet. Szantaż to okropna trucizna. Co prawda mogą, gdzieś w rządowej willi, po cichu, jeść kawior łyżką. Ale przecież kawior jest słony. Wcale nie jest smaczny. Chrupiące rybie jajeczka? Obrzydlistwo dla gęby nienawykłej do takich frykasów. Woleliby wiejską kiełbasę i prawdziwy chleb. Woleliby do sąsiada mówić dzień dobry i stroić śmieszne miny do jego dzieci, ale nie mogą. Woleliby normalnie, ale nie mogą. Woleliby zupę z dziećmi w niedzielę, przed telewizorem, ale nie mogą. Muszą. Muszą te miny drętwe stroić, te pompatyczne słowa wypluwać, na twarz nakładać powagę.

Muszą? Są przekonani, że muszą i choć mogliby inaczej – popadli w okrutne tarapaty, gdyż są w niewoli. Co gorsza – nie tylko w kajdanach jakie noszą galernicy, to jeszcze mogliby wytrzymać, lecz sprzedali dusze i nie mogą ich odnaleźć. I choć co rano wytrząsają garnitury i garsonki, sutanny i habity, fraki i smokingi, suknie i płaszcze – nie znajdują duszy. Wtedy ogrania ich rozpacz, ale po chwili przychodzi esemesem ortodoksyjny przekaz, jedynie słuszny komunikat od jakiegoś szefa, prezesa, wodza, biskupa i przez moment czują się lepiej – już wiedzą co mają robić, już wiedzą co mają mówić, już na powrót patetyczny ton może ich uratować, zanim zginą na zawsze, za chwilę, bezpowrotnie.

­ – A ty? Jak jest z tobą? – Spytała Soledad Ortega. – Nie jesteś przypadkowo przypadkiem uśmiechniętej depresji?

– Jestem. – Odpowiedział bez wahania. – Dlatego wiem co mówię. Od lat ukrywam rozpacz pod maską ironicznego mizantropa, patetycznego filozofa i dlatego wygłaszam takie przydługie komunały na cudzy temat. Zamiast być profesorem na jakimś uniwersytecie rozwożę pizzę na skuterze w tęgi mróz. To nic śmiesznego, choć stwarza pozory niezależności.  


Zamów najnowszą książkę w preorder i otrzymaj prezent!

21 Spotkań
Udostępnij:

Maciej Bennewicz

Założyciel i pomysłodawca Instytutu Kognitywistyki. Twórca podejścia kognitywnego m.in w mentoringu, tutoringu, coachingu oraz Psychologii Doświadczeń Subiektywnych. Artysta, pisarz, socjolog, wykładowca, terapeuta, superwizor.