Nieoczekiwane mutacje

koan

Nieoczekiwane mutacje – koan

B’Ozon Niepogodny Mistrz Przywołań, czyli pospolicie czarownik – rozsiadł się wygodnie na kanapie. Był już zmęczony, ale postanowił wypić jeszcze filiżankę ulubionej herbaty przed snem.

– Wciąż te pytania: dlaczego i dlaczego? Dlaczego ludzie są tacy nieracjonalni? Dlaczego chętniej uwierzą w mikroczipy w szczepionce niż w obrotowy ruch ziemi? Dlaczego pomimo wiary w mikroczipy i tak chcą się masowo szczepić na chorobę mniej groźną niż dajmy na to rak?

Na dźwięk słowa „rak” Broma Triste wyraźnie spochmurniał upił łyk herbaty i po chwili stwierdził:

– Rak, to dla wielu ludzi wyrok. Tracą nadzieję. Czują się wewnętrznie zepsuci, jakby od środka się rozpadali. Mówią: toczy mnie ta choroba, walczę z rakiem. Na samą myśl przechodzą mnie dreszcze. Mam złe wspomnienia.

– No i sam widzisz, drogi Broma. Sam widzisz. Ludzie palą tytoń, niezdrowo się odżywiają, wdychają zatrute powietrze, do tego piją alkohol, ale boją się wirusa. Robią sto rzeczy rakotwórczych, ale boją się grypopochodnego wirusa. To stary lęk przed zarazą, stary jak świat.

Człowiek, Palenia, Papieros, Dym, Niezdrowy, Cygaro

– Nie ma jakiegoś czaru, żeby to odczarować?

– Niestety. Potężniejsze czary tutaj oddziałują niż te, które mógłby przywołać pojedynczy, osamotniony, małomiasteczkowy czarownik. – Rzekł B’Ozon.

– Jakie? Co masz na myśli? – Spytał Broma.

– Wyobraź sobie, że jesteś udzielnym księciem. Masz nieograniczony dostęp do informacji i właściwe w pełni kontrolujesz jedyne, oficjalne media – heroldów. W dodatku szamani miejscowego kultu religijnego zależą od ciebie a ty w pewnym sensie od nich. Lud wierzy w ich magiczną moc i specjalistyczny kontakt z bóstwami, które mogą karać lub nagradzać ludzi, ale tylko za pośrednictwem szamanów. I tak wszystko kontrolujesz, ale chcesz mieć pełnię władzy i pewność, że nikt ci jej nie odbierze, nigdy. Pewnego dnia korzystając z sieci szamańskich placówek w namiotach oraz heroldów – rozpowszechniasz informację jakoby zły duch, niezbyt groźny, ale szczególnie upierdliwy dla osób starszych a nawet morderczy, zaatakował podstępnie całą krainę. To duch powietrza, więc nie sposób go kontrolować. Jedynie – wysokie, czerwone, spiczaste czapki potrafią go odstraszyć. Tak się składa, że kapelusznik, który je produkuje jest twoim kuzynem, więc zagwarantujesz dobrą, stałą cenę na czapki. Odtąd na ulicach roi się do czerwonych, spiczastych czapek. Przez rok w każdym namiocie, przy każdym rytuale szamańskim, przed każdy targiem i po każdym targu, w czasie świąt oraz na otwarcie publicznych imprez heroldzi informują, zawiadamiają, przestrzegają przed zagrożeniem. W miastach, na rynkach odczytywane są listy chorych i zmarłych. A potem tygodniami wiszą na płotach i słupach ogłoszeniowych obok plakatów z przerażającym wizerunkiem demona. W końcu wprowadzasz w życie etap drugi.

– Etap drugi? – zdziwił się Broma.

– Owszem, gdyż tamten był pierwszy, wstępny. W etapie drugim oznajmiasz, że stwierdzono niezbicie, w ośrodku astrologicznym twego imienia, iż kolor czapek należy zmienić na żółty, gdyż żółty mocniej odstrasza demona, w dodatku na widok nieznanej osoby należy okręcić się przez lewe ramię. Potem to zmienisz, że jednak przez prawe. Oczywiście demon najbardziej atakuje szewców i bednarzy. Ich zakłady należy pozamykać. Jednak tak się znakomicie składa, że możesz przez swego kuzyna gwarantować dobre, stałe ceny na nowe buty a beczki zastąpione będą glinianymi naczyniami, których demon się boi. W biznes garncarskich już dawno temu zainwestowałeś i również możesz oficjalnie obiecać stałe, dobre ceny. Kieruje tobą przecież troska o swój lud, więc w tak trudnej sytuacji dbasz o społeczeństwo gwarantując stałe ceny oraz świetną jakość tak – butów z łyka i kory, jak i garnków glinianych oraz zielonych, spiczastych czapek.

– Zielonych? – Zdziwił się Broma.

– Owszem kolor znów się zmienił. Demon również. Mutuje. Pojawiają się wciąż nowe jego wariacje, odmiany, wersje. Zamieszanie jest okropne. Nerwowość. Chwilami panika. Ale doskonale nią zarządzasz, gdyż jest skierowana na dystrybucję rzadkich, racjonowanych dóbr jak: nowe kolory czapek, czy też kapcie z kory. Ludzie wyrzucają porządne, skórzane buty, które rzecz jasna utylizujesz, czyli odsprzedajesz dalej poprzez swoją firmę, żeby ludzie nie mieli kłopotu z ich pozbyciem się. Takim jesteś monarchą – szczodrym i zapobiegliwym. Kora i łyko świetnie izolują od ziemi a tym samym od demona, który również potrafi pełzać po ziemi. To nowe odkrycie. Odtąd w miastach roi się od ludzi w zielonych czapkach i łapciach. Nawet bogacze i dostojnicy pomykają tak przebrani na kolejne szamańskie rytuały, w czasie których dowiedzą się, że najlepsi czarownicy pracują nad antidotum, odstraszaczem demona.           

– Ale po co, tyle zachodu?

– Jak to po co? Po co? W końcu dla samych jaj, dla pranka, rzucasz swojemu przydupasowi, że ludzie witając się mają wsadzać dwa place do dziurek w nosie. I w ciągu trzech dni w całym twoim księstwie ludzie chodzą z paluchami w nosie. Zakażesz im picia wody z kubków z uszkiem – posłuchają. Nakażesz im, dla jaj, wyciąć wszystkie jabłonki – wytną. Przy okazji jabłka już zakontraktowałeś w zaprzyjaźnionej firmie. Będą z importu, w gwarantowanej cenie. I w końcu, w końcu, jak ci się już znudzi, bo wiesz, że możesz ludziom wmówić co tylko do łba ci strzeli – oznajmiasz, rzecz jasna przez heroldów i szamanów, że jest antidotum. Na początku nie starczy dla wszystkich, ale jest! Nareszcie! Tutaj zabawy jest co niemiara. Możesz kogoś podpuścić, napuścić, oskarżyć o korupcję i nielegalny handel antidotum, wzbudzać nadzieje i nowe lęki. Możesz podać kilka antidotów znanym mieszczanom i kilku trubadurom bez kolejki. Co zbulwersuje opinię publiczną. Robisz co chcesz. Ustalasz harmonogramy, zmienisz haromonogramy. Oznajmiasz, że demon znów gwałtownie mutuje, staje się groźniejszy, ale stary wciąż jest groźny. Możesz tak bawić się bez końca. Lud grzecznie ustawi się w tasiemcowych kolejkach po lekarstwo. Oczywiście system dystrybucji będzie się zwieszał, zacinał, twoi urzędnicy będą heroicznie walczyć, żeby go odwieszać. Zabawy co nie miara. A ty siedzisz sobie w wysokim fotelu, wyściełanym, z podnóżkiem. Patrzysz przez okno na ludzi w zielonych, spiczastych czapkach, stłoczonych w kolejkach po eliksir. Chrupiesz korniszony, popijasz to wszystko świeżutkim jogurtem i ajerkoniakiem. Sraczki się nie boisz, bo sraczka jest dobra dla głupich i biednych. Oblizujesz pęto kiełbasy, zakąszasz bułeczką z makiem i jest jechane, jak mówią młodzi. Obdarowałeś ludzi szczęściem! Jesteś wielkim władcą!

– Szczęściem? – Zdziwił się Broma Triste.

– A czyż może być większe szczęście niż łyknąć wreszcie eliksir i poczuć się, choćby na chwilę, wolnym od działania demona? Co prawda nie wolno ci jeszcze zdjąć zielonej czapki, wyjąć palców z nosa, ale już jest postęp, już czujesz się bardziej wolny i co najważniejsze – bezpieczny.       


Koan na zamówienie od Macieja Bennewicza

Koan na zamówienie

Newsletter
Udostępnij:

Maciej Bennewicz

Założyciel i pomysłodawca Instytutu Kognitywistyki. Twórca podejścia kognitywnego m.in w mentoringu, tutoringu, coachingu oraz Psychologii Doświadczeń Subiektywnych. Artysta, pisarz, socjolog, wykładowca, terapeuta, superwizor.