Nieuniknione

Nieuniknione – koan

– Smutek jest w pewnym sensie nieunikniony. Przychodzi nagle i nie wiadomo skąd. Racjonalnie rzecz ujmując wiem co robić i to robię. Ale czy naprawdę wiem? Czy można wiedzieć jaki będzie rezultat w obliczu najprostszej a zarazem najtrudniejszej z prawd, że…

– Że? – Spytała.

– Wracałam dziś z zakupów. Ulica była prawie pusta. Czerwone światło. Dwa, może trzy samochody zatrzymały się na równoległych pasach. I nagle ryk. Myślałam, że serce mi pęknie ze strachu. Patrzę a pomiędzy mój i drugi samochód, który zatrzymał się na pasie obok, wcisnął się motocyklista. Rykiem silnika chciał chyba zaznaczyć swoją obecność. Uchylił przyłbicę. Taki był z siebie zadowolony. Król szosy. Uśmiech. Znowu ryk a właściwie ryk i dudnienie. Przednim kołem wjechał na pasy i rzecz jasna przy pierwszym błysku zielonego światła wystartował jak z katapulty. Ryk i wycie silnika. Może po pięciuset metrach, może bliżej, są kolejne światła i znowu kolejne. Główna ulica jest pełna skrzyżowań i przejść dla pieszych. A motocyklista za każdym razem: start, wycie, ryk. Zanim samochody ruszyły spod świateł on już był na następnych. Hamulec, dym spod opony, ryk i znowu start. Tak ze trzy razy i w końcu, na kolejnej prostej, śmignął na końcówce żółtego. Zniknął w oddali. Czerwony motocykl, czerwony kask, czerwony kombinezon.

– I co? Co chcesz przez to powiedzieć? Teraz tak będzie. Wiosna. Zaroi się od motocyklistów, skuterów, rowerzystów. Trzeba uważać. Trzeba mieć oczy na około głowy. – Skwitowała wyznanie przyjaciółki jak zwykle rzeczowo i obojętnie.

– Co chcę powiedzieć? Kiedy dojechałam do pętli, może dwie zmiany świateł od miejsca, w którym motocyklista mnie wyprzedził, zobaczyłam dym. Jakiś kierowca wybiegł z gaśnicą i gasił motocykl wbity przednim kołem w bok furgonetki. Czerwony motocykl, czerwony kask. Motocyklista siedział na asfalcie. Ktoś do niego mówił i lekko szarpał za ramię jakby chciał go obudzić. Zatrzymałam się. Inny kierowca krzyczał: Niech pani jedzie, niech pani jedzie i nie blokuje. Karetka jest w drodze. Karetka w drodze. Jedź kobieto. Dopiero wtedy zobaczyłam, że motocyklista to była dziewczyna. Po uderzeniu spadła jej przyłbica. Miała otwarte oczy. Śliczną, delikatną twarz. Krwi nie było widać na tle czerwonego kombinezonu, jedynie cienka strużka przecięła jej twarz na pół. Strużka.  

– Okropne. Nie dziwię się, że jesteś wstrząśnięta. Byciem świadkiem wypadku zawsze robi na człowieku wrażenie.

­– Nie chodzi o wrażenie lecz o nieuniknioność, o sekundę braku rozwagi a może o to, że ta dziewczyna goniła własną śmierć? Sama nie wiem? Może przeżyje i to była jej najważniejsza lekcja? A może chodzi przede wszystkim o to, że jednego dnia, w jednej sekundzie wszystko, kim jesteś zostaje zakwestionowane, że wszystkie twoje plany stają się nieistotne albo po prostu nie będzie planów.

– Nie będzie planów? Co masz na myśli?

– Nie będzie planów, bo nie będzie ciebie.

– No rzeczywiście masz chyba gorszy dzień. Przeżyłaś ten wypadek i musisz się uspokoić.

– Gorszy? A może lepszy? W końcu naprawdę, coś ważnego, do mnie dotarło.  


Koan na zamówienie od Macieja Bennewicza

Koan na zamówienie

Newsletter
Udostępnij:

Maciej Bennewicz

Założyciel i pomysłodawca Instytutu Kognitywistyki. Twórca podejścia kognitywnego m.in w mentoringu, tutoringu, coachingu oraz Psychologii Doświadczeń Subiektywnych. Artysta, pisarz, socjolog, wykładowca, terapeuta, superwizor.