Nikt nie potrzebuje księcia

koan

Nikt nie potrzebuje księcia – koan

– A czy znasz czcigodny B’Ozonie jakąś opowieść lub przypowieść optymistyczną a najlepiej historię prawdziwą, która dobrze się kończy a przynajmniej dobrze rozpoczyna? – Broma Triste westchnął rozcierając zmarznięte dłonie. – Bo widzisz, ciotka Rózia zarzuciła mi, że ludzie potrzebują nadziei a przynajmniej więcej optymizmu. Mówiąc „ludzie” miała rzecz jasna siebie na myśli. Martwią ją medialne doniesienia nieustanie pełne niepokoju i nienawiści a w dodatku również ja wciąż zatruwam ją złymi wiadomościami – jej zdaniem, to co mówię, są to fejkniusy, teorie spiskowe i dziwactwa.

Litery, Tekstury Kamienia, Tle, Ściany, Roman, Grecki

– Och znam niezliczenie wiele optymistycznych historii. – Ucieszył się B’Ozon Niepogodny. – O pewnym naiwnym pastuszku, któremu się udało pokonać smoka i pomimo sukcesu nie został wyrolowany przez księcia; o dziewczynce – sierocie, która choć pozbawiona talentów i wdzięku i tak znalazła swego księcia; o rodzeństwie, które poradziło sobie z przemocową relacją fałszywej i aroganckiej opiekunki paląc ją żywcem, w piecu. Wiele, wiele znam takich historii. A potem żyli długo i szczęśliwie – zaśmiał się B’Ozon i nalał Broma Tristemu talerz gorącej, aromatycznej zupy.

– A czy znasz jakąś opowieść, która mogłaby mieć znaczenie globalne? Z której mogłoby skorzystać wielu w ciężkich czasach? – Spytał Broma łapczywie połykając kolejną łyżkę pysznej zupy.

– Znam, oczywiście, ale czy może być kontrowersyjna?

– No trudno, dawaj – zgodził się Broma. – Lubię tę twoją kontrowersyjność, ale czasami mnie przeraża.

Kobieta, Moda, Wzór, Dziewczyna, Kobiet, Ułożenia

– No dobrze. Zatem posłuchaj – B’Ozon rozsiadł się w fotelu. – Książę Po Mru-k dowiedział się, że jeden z jego urzędników złożył dymisję i wyjechał. Co prawda mniej ważny w hierarchii, ale jednak na etacie, pracujący przecież z jego, książęcej woli, niby zwykły archiwista porządkujący dokumenty i księgi, ale przecież jego, książęcy człowiek. Po Mru-k był zirytowany samowolą jakiegoś byle urzędnika, który co prawda, według kontraktu mógł odejść, ale przecież bez woli i zgody księcia się nie odchodzi. Bo jakże to wygląda, jakby to być mogło, żeby jakiś urzędniczyna odchodził samowolnie prawie tak, jakby to on zwalniał księcia? Ponadto nie powołano jeszcze nowego archiwisty i nikt niczego nie mógł znaleźć w przepastnych zbiorach archiwum i biblioteki a codziennie potrzebne były dawne umowny, podpisane traktaty, treści rozporządzeń by tworzyć nowe. Kazał więc książę wysłać straże, aby pojmały urzędnika, by stawił się przed obliczem jego majestatu w celu złożenia wyjaśnień. Straż po kilku dniach galopu, zmieniając konie w każdej napotkanej stanicy, dogoniła archiwistę na granicy księstwa.

Pagoda, Dach, Temple, Linie, Drewno, Owalny, Bambus

– Na razie nie brzmi do zbyt optymistycznie. – Stwierdził Broma dokrawają sobie pajdę świeżego chleba do zupy.   

– Posłuchaj dalej. Archiwista o imieniu Tshy O-la nie tak łatwo uległ książęcej straży. Okazał komendantowi straży granicznej swe dokumenty wraz z wypowiedzeniem kontraktu podpisanym przez kanclerza książęcego dworu, tym samym poddając się pod jurysdykcję celnika. Miał prawo opuścić księstwo. Doszło do trójstronnych negocjacji – pomiędzy archiwistą, komendantem straży granicznej a dowódcą straży książęcej. Tshy O-la napisze list do księcia Po Mru-ka z wyjaśnieniami, dowódca wręczy list księciu, archiwista będzie wolny a komendant rzecz potwierdzi swym podpisem i urzędową pieczęcią.

– I co zawierał list? – Broma Triste przyglądał się twarzy B’Ozona z wyczekiwaniem.

– Nie wiem – zaśmiał się czarodziej, ale widząc rozczarowanie na twarzy Tristego natychmiast dodał – żartowałem, żartowałem. Treść listu była następująca:  

Drapacz Chmur, Kolorowy, Budynku, Architektura, Okno

Czcigodny i chwalebny książę Po Mru-ku!

Ja niżej podpisany, Twój wieloletni archiwista, Tshy O-la, którego imienia pewnie nie znasz, bo i skąd władca mógłby znać imiona swych urzędników, zwłaszcza tak nieistotnych dla rządów jak archiwiści, wypełniłem wszelkie zadania kontraktu z nawiązką i choć przedłużano go wielokrotnie, tym razem nie poprosiłem czcigodnego kanclerza, działającego w imieniu Waszej wysokości, o przedłużenie. Tym samym, zgodnie z zapisem jestem wolny. Wybrałem wolność!

Po przestudiowaniu rozlicznych traktatów, umów, rozporządzeń, ustaw, uchwał, regulacji i setek innych pism – takie były moje obowiązki – doszedłem do wniosku, że traciłem czas. Żadna z regulacji nie czyniła ludzi, twoich poddanych – szczęśliwymi. Żadna uchwała, ani jedno rozporządzenie lub ustawa nie sprawiały, że żyło im się lepiej albo że odczuwali większą radość. Każdy kolejny, skrzętnie archiwizowany przeze mnie dokument potwierdzał moje, początkowe podejrzenia. Tysiące urzędników tworzy i z całą surowością wymaga respektowania prawa, które nie tylko niczego nie ułatwia ludziom, ale wręcz pogarsza jakość ich życia. Przez ostatnie pięć lat pracy w archiwum nie znalazłem ani jednego dokumentu, który sprawiłby, że się uśmiechnąłem lub spojrzałem na przyszłość z optymizmem. Przez kolejne tygodnie szukałem choćby korekty do rozporządzenia, która zwierałaby kilka zdań krzepiących. Nie znalazłem.

Turystyka, Jezioro, Lushan, Chmura, Pawilon, Chiny

Pewnego popołudnia po pracy poszedłem do parku. Łabędzie i cyranki płynęły po wodzie. Jakiś człowiek ćwiczył swoje ciało, inny szedł z psem na spacer. Słońce chyliło się ku zachodowi. Ryby w stawie żerowały. Mały chłopczyk biegł z papierowym wiatraczkiem. Usiadłem na ławce i zjadłem ciastko ryżowe. Ktoś grabił liście, które po chwili zrywał wiatr. W parku było wiele osób, wiele istnień. Siedziałem na ławeczce do zachodu słońca. Wieczorem pojawiła się mgła tak piękna, jak szata księżniczki. Patrzyłem na ludzi i zwierzęta. Każda istota zajmowała się swoimi sprawami. Nikt nie naruszał spokojnej harmonii. Nikt nikogo do niczego nie zmuszał ani w niczym nie ograniczał, lecz wszyscy byli spokojni i szczęśliwi. Nikt nie potrzebował ani księcia, ani jego urzędników, ani rozporządzeń, ani uchwał, ani zakazów, ani nakazów. Każdy był w prostocie i spokoju jak otaczający nas park. Zawsze tak było, również ze mną. Zawsze byłem wolny tylko o tym nie wiedziałem. W archiwum, na dworze książęcym utraciłem zdolność do bycia. Stałem się trybikiem w systemie, który już sam siebie nie zna i nie wie po co działa? Postanowiłem zwrócić sobie wolność.

Tshy O-la


Zamów najnowszą książkę - 21 spotkań

21 Spotkań
Udostępnij:

Maciej Bennewicz

Założyciel i pomysłodawca Instytutu Kognitywistyki. Twórca podejścia kognitywnego m.in w mentoringu, tutoringu, coachingu oraz Psychologii Doświadczeń Subiektywnych. Artysta, pisarz, socjolog, wykładowca, terapeuta, superwizor.