partyjka szachów

Partyjka szachów – koan

– Czy ludzie są aż tak źli, aż tak źli, generale Lepik? – Adiutant ściągnął długi but generała i klapnął tyłkiem na podłogę.

Wieczór, prawie noc. Dwie szklanki szlachetnej brandy stały przygotowane i rzecz jasna niemal pełne, obok szachów z alabastru. Partyjka szachów, której w zasadzie nigdy nie rozgrywali, adiutant i generał. Dwaj przyjaciele, druhowie w braterstwie broni. Wieczór, był to czas, kiedy stosunki służbowe, w ciągu dnia zasadnicze i napięte, rozluźniały się. Co tam rozluźniały – stawały się przyjacielską pogawędką, poklepywaniem po plecach, obgadywaniem kumpli, podwładnych, oficerów i rzecz jasna polityków. Obaj starzy kawalerowie. Żadni geje. Lecz również żadnych kobiet. Zbyt zajęci armią, służbą i zbyt pijani wieczorami, żeby myśleć o seksie. Służbiści, dla których wieczór przy kominku z dobrą brandy, był w zasadzie jedynym sposobem na odpoczynek i relaks.

Generał upił spory łyk, zaraz następny i odpowiedział:

– Widzicie, Pliszka – zawsze, ale to zawsze, nawet w chwilach upojenia alkoholowego, kiedy to zazwyczaj dwaj pijani mężczyźni wyznają sobie wierność, miłość i dozgonną przyjaźń, generał zwracał się do adiutanta używając formuły Wy, drugiej osoby liczby mnogiej. Z resztą nigdy, do nikogo nie zwracał się inaczej. – Widzicie, Pliszka – powtórzył – jak z prostego oficera, dajmy na to, jak ja, kiedyś, stajecie się w końcu dowódcą sztabu, kiedy już Was wepchną na salony i do dźwiękoszczelnych bunkrów, żeby tam knuć, to Pliszka, tracicie złudzenia. Raz na zawsze Wam się dobro obesrywa i nic tego nie zmieni.

– Dajmy na to, co, generale? – Spytał Pliszka.

– Dajmy na to, że we władzy liczy się już tylko władza. Żadne pieniądze, czy inne tam kobiety, czy zaszczyty, czy pałace, czy narkotyki, Pliszka. Dajmy na to ja, Wasz generał, jestem nie do ruszenia, Pliszka. A wiecie dlaczego?

– Bo Wam na niczym nie zależy, generale Lepik, tylko na władzy ale nie za wszelką cenę. – Pliszka upił spory łyk brandy i podpalił cygaro, które natychmiast podał generałowi.

– To też, Pliszka, ale przede wszystkim ja, Wasz generał, jestem nie do ruszenia, gdyż nie ma na mnie haków. Nie mam rodziny. Nie mam syna w ministerstwie ani brata na synekurze. Nie zależy mi żeby ustawić kochankę ani ochronić córkę. Żaden nepotyzm mnie nie rusza, żadna łapówka nie nęci. Nawet na Was, Pliszka, mi nie zależy, bo widzicie adiutant, to tylko adiutant. Bez mrugnięcia bym Was zdmuchnął, kapitanie Pliszka, jednym chuchem.

– Mam nadzieję, że do tego nie dojdzie, generale lecz wracając do mego pytania: ludzie są aż tak źli, żeby specjalnie…­– Kapitan pokręcił głową i znowu upił.

– Pliszka, przecież wiecie, bo jesteście obecni w czasie narad spec znaczenia, tajne przez poufne, sra ta ta, ścisłe grono, kody dostępu i takie tam, że mam pod sobą broń masowego rażenia, więc mi tu nie pierd*lcie o złych ludziach. Wiecie, że jest memorandum ale my mamy w dupie memorandum i jak trzeba, po cichu robimy, co nam władza każe. A władza to my. – Zaśmiał się. – Tu się pier*lenie tam się coś sknoci. Wiecie, że mam pod sobą tego durnia, pułkownika Ściubę. Ściuba własnoręcznie potrafi, sami wiecie co i dlatego go trzymam, bo Ściuba się nie zawaha. My, Pliszka, wszyscy, od takiego Ściuby w górę, jesteśmy psychopaci i socjopaci, częściej to drugie.

– A jaka jest różnica, generale? – Spytał Pliszka nieźle już wstawiony.

– W skali. Psychopata działa w małej skali a socjopata na skalę społeczną, socjologiczną, obywatelską. – Zarechotał. – Bęc – generał stuknął w szkło. – Ten utrąci łebek a tamten wykrzaczy cały naród, jak będzie miał fantazję. Nie pier*lcie mi tu o etyce. Jak psychopatę użre jedna mrówka, dajmy na to, to co robi?

– Podpala całe mrowisko. – Stwierdził adiutant.

– Albo i cały las, Pliszka i wtedy dopiero czuje ulgę a w tej uldze, radość. A co do władzy, że niby nie za wszelką cenę, Pliszka, to się mylicie. Ja żyję władzą i tylko dla władzy. Nie mam nic oprócz tego, Pliszka. Mam tylko pułki pancerne, floty, eskadry, służby, nielegalne laboratoria, tajne więzienia, tajemnice i rzesze Ściubów…i każdemu mogę bez mrugnięcia okiem utrącić łebek. Bo dla mnie, Pliszka, liczy się tylko gra. – Spojrzał na szachy. – Tylko gra. – Powtórzył. – Dlatego nie gram w te gówniany figurki, bo mam na co dzień lepsze, Pliszka, które naprawdę fajdają w gacie ze strachu, na mój widok. A powiem wam, Pliszka, jak generał adiutantowi, nie ma przyjemniejszego widoku.


Koan na zamówienie od Macieja Bennewicza

Koan na zamówienie

Newsletter
Udostępnij:

Maciej Bennewicz

Założyciel i pomysłodawca Instytutu Kognitywistyki. Twórca podejścia kognitywnego m.in w mentoringu, tutoringu, coachingu oraz Psychologii Doświadczeń Subiektywnych. Artysta, pisarz, socjolog, wykładowca, terapeuta, superwizor.