rozmowa z matką

koan

Rozmowa z matką – koan

– Postanowiłem, że nigdy już nie będę zabiegał o niczyją miłość. Mam dosyć skamlenia o uwagę, życzliwość, o jakieś skrawki akceptacji. Wreszcie dorosłem.

– Co masz na myśli? – Spytała.

– Pytasz o dorosłość czy o zabieganie o cudzą miłość, matko? – Spojrzał na nią przenikliwie.

– O jedno i drugie, mój synu. Czuję w twoim głosie jakiś zarzut i tłumiony gniew.

– Mam na myśli to, że nie zamierzam już nikomu dawać dowodów miłości, po prostu. Nie ma we mnie gniewu. Jest rozsądek, dojrzałość, samoakceptacja. Całe życie zabiegałem o uwagę, życzliwość, przyzwolenie, wyróżnienie, chciałem być kochany. Owszem, do pewnego stopnia to twoja wina, matko. Nauczyłaś mnie ciągłego zabiegania o ciebie. Od maleńkości czułem, że akceptujesz mnie tylko wtedy, kiedy spełniam twoje życzenia a co gorsza, nigdy nie wiedziałem, kiedy jesteś ze mnie zadowolona a kiedy wybuchniesz, kiedy mnie odrzucisz a kiedy przytulisz. Owszem jest we mnie gniew. Może nie tylko ty jesteś temu winna ale…

– Ale? – Spytała nie patrząc na niego.

– Jak zwykle to twoje „ale”. Całe dzieciństwo słyszałem „ale”. Dobrze to zrobiłeś ale mogłeś się lepiej postarać. Wreszcie jesteś ale spóźniony. Masz dobre oceny ale wychowawca się na ciebie skarżył. – Przełknął ślinę i po chwili dodał coraz bardziej wzburzony: – Przed chwilą powiedziałem, że do pewnego stopnia jesteś winna temu, co przeżywam. Byłem zbyt miły, zbyt umiarkowany. Powinienem był powiedzieć: tak, to wyłącznie twoja wina, uczyniłaś mnie emocjonalnym kaleką!

– Mój synu! – Tym razem spojrzała na niego wzrokiem zimnym i ostrym jakiego nigdy u niej nie widział. Widywał złość, obłędy, rozpacz ale nigdy nie doświadczył takiego, trupiego chłodu. – Nie ma miłości bez dowodów miłości. Stałeś się człowiekiem chimerycznym. Jesteś nieznośny. Obwiniasz innych za swoje humory, ciągłe zmiany nastrojów, wahania i lęki. Jesteś jak ćma, która leci do światła i otumaniona odbija się od brzegów klosza. Stałeś się człowiekiem niestałym i zawistnym. Smutnym  i niewdzięcznym. Obserwuję cię od lat, od urodzenia, każdego dnia. Dostawałeś od niezliczonych kobiet i mężczyzn uwagę, przyjaźń, czułość, miejsce przy stole i…wszystkich odtrąciłeś. I ty masz czelność, mnie, mnie, swoją matkę obwiniać za własne niepowodzenia? Ciągle usprawiedliwiasz swoją gnuśność rzekomo złym dzieciństwem i okropnym wychowaniem.

Zapadło milczenie, długie milczenie jakby nikt nie zmierzał już nic powiedzieć lecz po chwili, niespodziewanie matka podniosła głos, niemal wrzasnęła.

–  Dowody miłości! – Prawie krzyczała. – Codziennie musisz je dawać, głupcze! Uważność, bułki na śniadanie, bukieciki kwiatów, serdeczność, poświęcenie, uśmiech, sprzątanie podłogi, wynoszenie śmieci. Małe i duże dowody miłości. Miłość to codzienna inwestycja bez granic a nie jakiś handel wymienny. Dlaczego ktoś miałby ciebie kochać, szanować, poważać bez dowodów miłości? Kochamy kogoś za coś a nie pomimo wszystko, głupcze! Tylko malutkie dzieci, niemowlaczki są kochane za to, że są i to niektóre, jeśli mają szczęście trafić na sprzyjające okoliczności. Tak, mój synu, niektóre dzieci trafiają na fatalny moment w życiu dorosłych a mimo to oni starają się je wychować najlepiej, jak potrafią.

Rozejrzał się. Chciał jej ostro odpowiedzieć, wreszcie wygarnąć jak bardzo go zraniła ale zamiast tego się rozpłakał. Podniósł głowę. Otarł łzy rękawem, jak małe dziecko. Znów się rozejrzał, na cmentarzu nikogo, oprócz niego, nie było. Świeczka na pomniku zgasła i w żaden sposób nie potrafił jej ponownie zapalić.    


Koan na zamówienie od Macieja Bennewicza

Koan na zamówienie

Newsletter
Udostępnij:

Maciej Bennewicz

Założyciel i pomysłodawca Instytutu Kognitywistyki. Twórca podejścia kognitywnego m.in w mentoringu, tutoringu, coachingu oraz Psychologii Doświadczeń Subiektywnych. Artysta, pisarz, socjolog, wykładowca, terapeuta, superwizor.