Słowa straciły na znaczeniu

koan

Słowa straciły na znaczeniu – koan

Kiedyś słowa miały znaczenie. Budziły szacunek a nawet uwielbienie. Ludzie słowami wyrażali tożsamość, lecz i osobistą moc. Budziły najsroższy lęk i największe obawy. Pchały do buntu. Prowadziły na zatracenie. Pchały do krwawych krucjat i straszliwych wojen. Naiwni chłopcy o delikatnych rysach i szczupłych ramionach, w entuzjazmie zapisywali się do armii by obronić słowa rzucone na wiatr przez jakiegoś cynika lub satrapę. A dziewczyny rzucały im pod nogi kwiaty, gdy dumnie szli, nie wiedząc, że idą na śmierć by śmierć zadać innym i w końcu sobie.

Lecz słowa również broniły, niekiedy pocieszały, niekiedy wzywały do buntu przeciwko niesprawiedliwości.

Od słów zaczął Luter reformację, słowa wypowiedziały posłuszeństwo Królowi Słońce, słowa pchnęły ludzi do marszu przez Indie aby dać Indiom wolność. Słowa kłamały i zrywały zasłony kłamstwa.

Potęgę słowa doceniali niemal wszyscy despoci, by wymienić tych największych i najokrutniejszych jak Robespierre, Bismarck, Lenin, Mussolini, Franco, Hitler, Stalin, Pius XII, Mao, Breżniew, Castro i setka innych o bardziej lokalnym znaczeniu. Skala działalności tych innych, tych których nie pamiętamy lub nawet nie rozpoznajemy z nazwiska ani z historycznych peregrynacji nie miała takiego rozmachu jak masowe ludobójstwa czy ukrywanie nazistowskich zbrodniarzy wojennych. Jakaś lokalna wojna, jakiś mały kraj, jakieś peryferyjne zdarzenie, któremu nikt nie poświęci czasu w telewizyjnych wiadomościach. A jednak od słów zaczynali dyktatorzy tłukąc swój naród metalową pałką lub Hutu idący z maczetami utopić we krwi Rwandę albo Państwo Islamskie wpychające chłopca obładowanego c4 na środek targu.

Doceniali też dyktatorzy, a nawet lubili, film jako niezastąpione narzędzie propagandy i w końcu, wnukowie dawnych despotów, docenili telewizję. Jej hipnotyczny wpływ, transowy język, rozmach, oglądalność i zasięg… i w gruncie rzeczy tani, prosty i efektywny mechanizm manipulacji.

I nagle wszystko się zmieniło. Nie potrzeba już indeksu ksiąg zakazanych ani stosów – tych z płonącymi ludźmi ani tych z płonącymi stronicami ksiąg zabronionych przez święte Oficjum lub jakiś Komitet Ludowej Moralności. Nie ma cenzury. Główny Urząd Kontroli Prasy, Publikacji i Widowisk na ulicy Mysiej 5 w Warszawie nie istnieje. Jest niepotrzebny. Wcale nie potrzeba go reaktywować, gdyż słowa straciły znaczenie. Można powiedzieć i napisać wszystko. Nie potrzeba zamykać Internetu ani cenzurować stron.

Można wszędzie, w każdym miejscu czy to trybuna sejmowa, czy poczytne pismo, czy telewizja w najlepszej porze oglądalności – powiedzieć wszystko. Dowolną bzdurę, zmyślony fejk, oczywiste kłamstwo. Można nie mieć wiedzy ani kompetencji i mówić co się chce. Można być ministrem czegoś tam, nie mieć pojęcia o gospodarce i wypowiadać się na tematy gospodarcze. Można w życiu nie zarobić samodzielnie złotówki i zarządzać budżetem kraju jednocześnie plotąc bzdury o bogaceniu się, dzięki kryzysowi jakiego nie znała cywilizacja. Można pisać i mówić co się chce. Słowa straciły na znaczeniu.

Gdy w doniczce z cyklamenem wykiełkuje ździebełko perzu, natychmiast je zauważysz i wyrwiesz. W zalewie słów jak na plantacji róż, która jest najpiękniejsza? W zalewie słów jak na ugorze pełnym chwastów, który jest najgroźniejszy? Jak przywrócić słowom ich znaczenie, wagę i wartość? A może słowa już nigdy nie będą nam potrzebne?


Zamów najnowszą książkę - 21 spotkań

21 Spotkań
Udostępnij:

Maciej Bennewicz

Założyciel i pomysłodawca Instytutu Kognitywistyki. Twórca podejścia kognitywnego m.in w mentoringu, tutoringu, coachingu oraz Psychologii Doświadczeń Subiektywnych. Artysta, pisarz, socjolog, wykładowca, terapeuta, superwizor.