stagnacja

koan

Stagnacja – koan

I dlaczego jeszcze ludzie się nie zmieniają, pytasz? Owszem chcą, niekiedy bardzo chcą. Mają dosyć własnej słabości, ciągłego rozchwiania emocji ale najbardziej zależy im na zmianie z powodu braku satysfakcji z życia. Mają dość, jakby tu rzec…odcięcia do sukcesu, braku radości, utraty lekkości. Wszystko jest męczące, ciężkie, trudne. W kółko myślą o trudnościach lub rozważają klęski. Wszystkiego się obawiają, dzielą włos na czworo. Chcą zmiany na lepsze, jeszcze jak. Chcieliby wytchnienia, dobrego snu, a najbardziej zwyczajnej przyjemności z życia, z małych rzeczy ale nie potrafią, gubią się, smucą.

I w końcu, pewnego dnia przychodzi impuls, mobilizacja. Czasem przypadkiem, czasem na zasadzie prób i błędów. Trafiają na jakieś szkolenie. Idą gdzieś z koleżanką na jakiś wykład, ktoś im podaruje książkę, poradnik, zestaw ćwiczeń. I pojawia się iskra, nadzieja, motywacja jak wybuch. Przeszukują Internet, piszą na forach, czytają komentarze i wybierają jakąś psycholożkę, jakiegoś terapeutę, czasem coacha, czy innego magika od zmian, rozwoju, czy tam innego mindfulness.

I zaczynają, z entuzjazmem, czasem z euforią, zaangażowaniem. Z wypiekami robią pierwsze ćwiczenia, podejmują próby, ćwiczą asertywność i nowy sposób komunikacji a co najważniejsze – zaczynają wierzyć, że mają szansę, że wszystko w ich rękach, że jeszcze sesja, dwie, trzy i zmiana nadejdzie. I wtedy…

No cóż i wtedy…mąż albo żona, matka lub ojciec, czasem syn lub dorastająca córka, brat lub teściowa, partner lub partnerka… a czasem wszyscy oni na raz i każde po trosze, komunikują: w głowie ci przewróciło; chyba ci tam mózg wyprali na tej terapii; jesteś nie do zniesienia; co za pomysły; kiedyś byłaś inna; wolałem ciebie tamtą; co ty sobie wyobrażasz; to stek głupot, które ci do głowy nawkładali; psychologiczne dyrdymałki; pieprzenie w bambus; coaching srołczing; dalej tak a całkiem zwariujesz; głupiemu nic nie pomoże; bzdury; do reszty zgłupiejesz; zmanipulowali ciebie…i tak dalej i tak w kółko.

Dlaczego, pytasz? A no dlatego, że czasem wygodnie jest żyć z kimś uległem albo słabszym, bo wtedy jest się silniejszym z definicji. Nie trzeba być silnym człowiekiem, gdy ma się obok słabego męża lub wiecznie chorą żonę.  

– Przywykliśmy – mówią krewni w bezgłośnych monologach – do ciebie depresyjnego, słabego, uległego, chorego, rozżalonego, z takim nam było łatwiej. Łatwiej ciebie można było szurnąć, podporządkować, stłamsić a i my, wtedy czuliśmy się potrzebni, silniejsi i mądrzejsi od takiego niedojdy, lelaka, słabeusza, gamonia, lebiegi, neurotyka, chorego na coś tam coś tam… fajtłapy.

No i po meczu, czyli po terapii. Mało kto czuje się aż tak silny i niezależny, zwłaszcza na początku zmian, żeby tupnąć nogą i zawalczyć o swoje, tym bardziej, gdy ma przeciwko sobie męża, żonę, matkę, brata, teścia i czterech kuzynów. No i po meczu.   


Koan na zamówienie od Macieja Bennewicza

Koan na zamówienie

Newsletter
Udostępnij:

Maciej Bennewicz

Założyciel i pomysłodawca Instytutu Kognitywistyki. Twórca podejścia kognitywnego m.in w mentoringu, tutoringu, coachingu oraz Psychologii Doświadczeń Subiektywnych. Artysta, pisarz, socjolog, wykładowca, terapeuta, superwizor.