Stalin

koan

Stalin – koan

– Zróbmy przez moment taki eksperyment myślowy. Załóżmy, że podoba ci się…co tam podoba, jesteś entuzjastą, fanką, miłośniczką Józefa Wisarionowicza Stalina, czyli Iosifa Wissarionowicza Dżugaszwilego. Wierzysz w każde jego słowa, entuzjastycznie wiwatujesz na wiecach, jesteś dumna, kiedy o nim mówisz a nawet, kiedy myślisz. Myślisz zawsze z czcią i głębokim szacunkiem.

– Przestań, proszę to nie jest wcale zabawne – żachnęła się.

– Poczekaj, to tylko eksperyment myślowy. – Energicznie wstał z fotela rozbawiony własnym pomysłem. – Na cześć wodza dajesz na imię swojemu synowi Józef a córce Stalina. Wierzysz w każde słowo propagandy. Jeśli nawet docierają do ciebie informacje nieco przybrudzające obraz wodza, absolutnie nie dajesz im wiary. Więcej jeszcze, potwierdzają twoją niezłomną miłość do wodza, przekonanie co do jego, przepraszam…Jego – zaakcentował z emfazą – dobrych intencji. Ugruntowują twoją wiarę w Jego miłość do narodu i w osobiste czyny wodza, które bezpośrednio wpływają na twoje życie.

– Nie ma w tym nic dziwnego. Nie korzystam z innych informacji, jestem codziennie indoktrynowana. Mam prostą wizję dobra i zła a złem jest to, co nie zgadza się z oficjalnym przekazem. A głębiej rzecz ujmując – z moją wizją dobra i zła, która porządkuje mój świat. Wierzę w ten obraz rzeczywistości, zatem wyszukuję tylko tych informacji, które mogą moją wiarę potwierdzić. To, daje mi poczucie bezpieczeństwa i pewność, że moje wybory są rozsądne. Ponadto sądzę, że wódz ma moc sprawcą. W pewien sposób czuwa nade mną. Wrogie i nienawistne mu komentarze tylko potwierdzają słuszność i nieskazitelność wodza. Ponadto słodkie cytryny i kwaśne pomarańcze porządkują całą resztę. Wszystko co mi nie pasuje, co mnie dziwni a może nawet rani w doznawanej rzeczywistości, to przecież tylko słodkie cytryny, najsłodsze jakie jadłam. Wszystko czego pragnę a nie mogę mieć, to przecież tylko kwaśne pomarańcze, tak naprawdę okropne w smaku, więc wcale mi ich nie żal, wcale za nimi nie tęsknię. Zadowolony? – Spytała najwyraźniej sama zadowolona z siebie.

– Ale, ale, wyobraź sobie, że po rozpaczy z powodu śmierci wodza, przychodzi rok 1956 i nagle dowiadujesz się, co prawda w małych porcjach informacji ale jednak, że wódz nie był taki kryształowy, że był tyranem, satrapą, okrutnym mordercą, w dodatku idiotą a ty nadal wierzysz w jego nieskazitelność? – Spytał przekrzywiając głowę jak kruk, który bada otoczenie.

– To proste, jeśli w 1956 roku mam, powiedzmy, jakieś czterdzieści pięć lat, bo jak rozumiem moje dzieci – Józef i Stalina rodziły się za życia wodza, to przecież nie zaprzeczę większej części moich doświadczeń. Musiałabym sama siebie uznać za złego człowieka, w dodatku naiwnego. Zatem usilnie będę podtrzymywać mit o wielkim wodzu i ubolewać, że wygrały siły zła, które potępiły dobrego, wspaniałego, troskliwego przywódcę. Być może uwierzę nawet w spisek na jego życie?

– A jeśli jesteś osobą wykształconą, nawet jak na czasy Związku Radzieckiego. Czytasz starych filozofów greckich i to w oryginale. Biegle znasz stoików i epikurejczyków. Przeczytałaś nie tylko Marska ale i Hegla, Schopenhauera, Kanta i Nietzschego. Cytujesz z pamięci fragmenty z Dostojewskiego i Tołstoja. Potrafisz wytłumaczyć czym jest sofizmat i co to znaczy schizma. Grasz na fortepianie Rachmaninowa z pamięci i…nadal wierzysz w potęgę umysłu Stalina, w jego dobroć i umiłowanie ludzkości? Dlaczego?

– Nadal proste. Zaprzęgłam swój umysł, wiedzę i zdolności do postracjonalizacji. Tym lepiej udowadniam sama sobie słuszność własnych poglądów, im jestem bardziej sprawna intelektualnie. Umysł może służyć różnym celom. Inkwizytorzy też mieli wybitne umysły. Nie zagniesz mnie tym swoim eksperymentem. – Zaśmiała się coraz bardziej zadowolona z siebie.

– A jeśli dostajesz pismo z odpowiedniego urzędu, że twój ojciec i bracia zostali niesprawiedliwie osądzeni i skazani na długoletnie pobyty w łagrach i nigdy nie wrócili? Dowiadujesz się również, że męża rozstrzelano w czasie wojny za niewykonanie rozkazu, miał wymordować cywilów, odmówił, więc sam zginął. A ty nadal nosisz w klapie swojego płaszcza znaczek ze Stalinem? Dlaczego?

– Syndrom sztokholmski. Ofiara zaczyna się identyfikować ze swoim katem i stopniowo przechodzi na jego stronę. Taka postawa jest skutkiem długotrwałego życia w stresie. Jest próbą uczłowieczenia sprawcy, sposobem na wyjaśnienie jego okrucieństwa. Osoba pod wypływem tego syndromu niekiedy obsesyjnie zaczyna się identyfikować z prześladowcą, tym samym porządkuje swój świat. Inaczej musiałaby uwierzyć, że przytrafia się jej coś okropnego, że świat jest niesprawiedliwy, ona zaś bezbronna. – Klasnęła w dłonie jeszcze bardziej zadowolona z siebie i po chwili dodała widząc, że jej rozmówca zamierza zadać kolejne pytanie. – Jak do tej pory nie zauważyłeś, że nawet w twoim eksperymencie myślowym, za każdym razem mogę znaleźć odpowiedni argument. Wielu ludzi bez względu na wykształcenie lub doświadczenia jest w stanie wszystko, każdą głupotę a nawet zbrodnię obronić przed sobą samym. Głuchniemy i ślepniemy by utrzymać iluzje, w które któregoś dnia entuzjastycznie uwierzyliśmy lub po prostu wpompowano je nam do krwioobiegu kropla po kropli.


Koan na zamówienie od Macieja Bennewicza

Koan na zamówienie

Newsletter
Udostępnij:

Maciej Bennewicz

Założyciel i pomysłodawca Instytutu Kognitywistyki. Twórca podejścia kognitywnego m.in w mentoringu, tutoringu, coachingu oraz Psychologii Doświadczeń Subiektywnych. Artysta, pisarz, socjolog, wykładowca, terapeuta, superwizor.