Szkoła – koan

Stanął przy wąskiej mównicy, chrząknął i powiedział:

“Od wielu lat, gdy nadchodzi wrzesień promienieję, raduję się a nawet doświadczam szczęścia. Wiem, wiem to szczęście z powodu ulgi. A jednak pełnia radości. Nie muszę iść do szkoły! Tysiące dzieciaków idzie a ja nie muszę, bo jestem dorosły! Nie jestem zmuszony!

Że pracuję? Że ciężko? Mogę założyć sklepik, stać za kasą na stacji benzynowej, mogę sprzedawać materace albo zmieniać opony ale nie muszę. Nie muszę znosić żadnego szefa ani żadnego systemu presji i represji.

Nienawidziłem szkoły. Z całego serca nie cierpiałem. Do dziś dnia nie przekroczyłem progu ani podstawówki ani liceum, do których chodziłem. Szkoła to był dla mnie ciągły stres i nieustająca przemoc. Jeśli miałem nawet pewien talent do matematyki to skutecznie go we mnie zabiła matematyczka w liceum, pani z czarnym kokiem o manierach oficera gestapo.

NAPISZ DO NAS, ZADZWOŃ PO WIĘCEJ INFO

Przesadzam? Dla nas dzieci półgodzinne upokarzanie przy tablicy było torturą a stres wywołany odpytywaniem pełnym jadu i niechęci – czymś upokarzającym. Matematyczka, nazywaliśmy ją Kokon z powodu włosów, nie była jedyną. Nauczycielki geografii, historii, biologii, polskiego nie były lepsze. Jedna bardziej złośliwa inna wprost agresywna, jeszcze inna maltretująca wybrane ofiary. Wychowawca, pan od WOS-u – militarysta, myśliwy, przemocowiec – szczycący się swoimi dokonaniami na polu dominowania ludzi i eksterminacji zwierząt.

Wyśmiewanie, ironia, sarkazm, do tego rywalizacja, porównywanie do innych, wytykanie palcami, odpowiedzialność zbiorowa, manipulacje, stały nacisk – to była codzienność mojej edukacji.

Rówieśnicy stawali się kopiami wrogich i sfrustrowanych nauczycieli. W grupie dzieciaków wcale nie było łatwiej a pod wieloma względami poziom niechęci oraz napięcie były większe niż pomiędzy uczniami i nauczycielami.

Znam argumenty o potrzebie ogólnej wiedzy, o królowej nauk, o konieczności opanowania szerokiego zasobu wiadomości. Tymczasem najważniejszych kompetencji – czytania i pisania nauczyła mnie właściwie matka. Zamiłowanie do książek rozbudził we mnie najlepszy kumpel zanim do cna wypaliła je pani Mariolka od polskiego każąc nam uczyć się na pamięć wierszy Karola Wojtyły, którego uznawała za największego poetę wszech czasów.

Sądzicie, że przydaje mi się do czegoś budowa rozwielitki, wzór chemiczny alkoholu metylowego albo obliczanie równania z dwoma niewiadomymi jeśli nie potrafię nawet używać bardziej skomplikowanych funkcji w kalkulatorze?

Tymczasem nie nauczono mnie jak budować relacje z ludźmi, czym jest psychoseksualność i jak się przejawia, jak tworzyć udany związek, czym jest codzienna praca ludzi dorosłych, jak oszczędzać, jak inwestować, z jakiego powodu rasizm jest trucizną, że naród to pojęcie historycznie nowe, że patriotyzm podobnie jak sprawiedliwość to idee, których znaczenie zmieniało się w czasie. Nie nauczono mnie żyć. Nauczona mnie lęku i depresji oraz ciągłego niezadowolenia z siebie.

Dlatego jako wasz nowy dyrektor – osoba odpowiedzialna za relacje pomiędzy nauczycielami i uczniami obiecuję wam solennie, że zrobię wszystko aby w naszym liceum edukacja, dla wszystkich bez wyjątku, była przede wszystkim przyjemnością”.

WIĘCEJ INFORMACJI

____________________

inne koany    

Newsletter
Udostępnij:

Maciej Bennewicz

Założyciel i pomysłodawca Instytutu Kognitywistyki. Twórca podejścia kognitywnego m.in w mentoringu, tutoringu, coachingu oraz Psychologii Doświadczeń Subiektywnych. Artysta, pisarz, socjolog, wykładowca, terapeuta, superwizor.