władza totalna

koan

Władza totalna – koan

­Wieczór. Wyjątkowo długo siedzieli w bunkrze supertajnym, spec znaczenia, tajne przez poufne. Dlaczego akurat tam? Gdyż tylko tam, generał Lepik, szef super służb i nie wiadomo czego, tak ważnego, że nawet sam dowódca nie zawsze uświadamiał sobie, jak ważne było to super ważne, maksymalnie tajne i ukryte, tylko tam czuł się swobodnie. Tylko tam, w supersilosie, posiadali łączność z władzą, czyli prawdziwym rządem, czyli władcami panującymi niepodzielnie i wszechwładnie, będąc na ich rozkazy.  

Siedzieli w atmosferze luźnej, czyli nieformalnej, choć służbowe były meble, naczynia i w zasadzie wszystko co ich otaczało. Trzej królowie: generał Lepik, podpułkownik Misiura, kapitan Pliszka. Władcy czasu, królowie mocy, rząd w rządzie, szarość w szarości, najbardziej wpływowe szare eminencje wśród odcieni szarości. Nieznani i nierozpoznawalni publicznie. Ot, jacyś goście. Zawsze z tyłu. Nigdy w oku kamery. Z rzadka publicznie. Z boku a w zasadzie daleko z tyłu za pajacami, które pociągane za sznurki, skakały na scenie.

Rzecz jasna pili i…trochę jedli. Muzyczka sączyła się z małego radyjka na biurku generała. Chwila relaksu wśród przyjaciół.  

– Władza? Co też wy, PIiszka? W dzisiejszych czasach nie chodzi o władzę, kiedyś owszem, może i chodziło ale dzisiaj…– podpułkownik Misiura wychylił szklankę…jogurtu. Nie pił w zasadzie nic innego jak tylko wodę, zazwyczaj specjalnie filtrowaną i jogurt, własnej roboty. Był restrykcyjnym weganinem. Jadał w zasadzie same warzywa i owoce. Najchętniej z upraw ekologicznych.

Inaczej generał Lepik i kapitan Pliszka, ci raczyli się trunkami a w zasadzie jednym, najczęściej piętnastoletnią whisky, gdy brakowało trzydziestoletniej brandy.

– Ostatnio coś dużo wypytujecie, o tych, których imienia wypowiadać nie wolno – zaśmiał się generał i upił spory łyk złot-brązowego trunku zagryzając kanapką z ogórkiem i smalcem. – Chcecie zaginąć w akcji, Pliszka? – Generał miał dobry humor.

– Znaczy się wypytujecie o kosmitów, którzy tam na górze – podpułkownik Misiura ukroił sobie pajdę swojskiego chleba i grubo posmarował ją, również smalcem, z tymże fasolowo – grzybowym – którzy, na trzynastym piętrze…wszechświata popier*ją jakimś patyczkiem po piasku. – Zaśmiał się Misiura obcierając biały, jogurtowy wąs.  

– A wtedy my, jak oni tym patyczkiem sobie gmerają, mamy tu, te wszystkie wstrząsy i turbulencje. – Radośnie zawtórował generał Lepik.

­– Ale czemu, oni generale, tacy tajni, nieuchwytni są, ci władcy nasi a my przy nich tacy jacyś, generalnie, że tak powiem, głupi jacyś. To znaczy nie wy, generale ani tym bardziej pułkownik Misiura ale ja, na ten przykład, oraz większa część ciemnego ludu, jak kapusta kiszona, dajmy na to. – Rzekł Pliszka i wspominaną kapustą zakąsił piętnastoletnią whisky.

– Podpułkownik – Misiura poprawi Pliszkę – gdyż, kapitanie Pliszka, oni, czyli nasi czcigodni pryncypałowie, osiągnęli poziom technologicznej osobliwości, czyli są posthumanoidalnym istotami, według naszej głupiej terminologii.

– W zasadzie, Pliszka, żadna komunikacja w naszym stylu nie jest z nimi możliwa. Oni, ci o których nam wspominać nawet nie wolno, przetwarzają takie ilości informacji – wtrącił generał Lepik – że nie jesteśmy w stanie ich nawet odczytać w tycim fragmencie. – Generał zwarł dwa palce obrazują tym sposobem, jak mały jest to fragment.

– Inteligencje tego poziomu porzuciły materialne ciała oraz fizyczne uwarunkowania rodem z epoki Izaaka Newtona, Pliszka, rzecz jasna w naszym znaczeniu słowa materialność. – Uzupełnił Misiura. – W takim filmie jednym, jest opisana Pierwsza Dyrektywa. I choć, jak wiecie oni tam, w tych filmach, głównie nabierają ciemny lud, to jednak coś się tam czasem przemyci, co potem my musimy zamazywać. Dyrektywa ta zabrania kontaktu z cywilizacjami na niższym etapie rozwoju, zanim osiągną odpowiedni poziom etyczny, ekologiczny, społeczny, technologiczny i tak dalej, gdyż, Pliszka… – Misiura połknął lekko solony kawałek kabaczka – tak byłoby…nieładnie. – Podpułkownik zarechotał szczerze rozbawiony.

– Nieładnie? Ale przecież oni: po pierwsze kontaktują się a po drugie czegoś od nas chcą, stąd po trzecie: dlatego się ukrywają i po czwarte: dlatego my, czyli wy generale oraz pułkowniku, jesteście jednymi z nielicznych, którzy mają z nimi kontakt. No, jednak oni są, wiadomo ci, o których nie rozmawiamy, władzą, a wygląda na to, że władzą totalną.

– Brawo, Pliszka, toście sobie w ósmym roku służby nareszcie odpowiedzieli, Pliszka. Etyka i takie tam, to są dobre bajki dla licealistów. Psa, dajmy na to, nie bardzo obchodzą etyczne aspekty życia pchły, którą właśnie wydłubał z ogona i rozgryzł.

– Więc czego oni chcą? – Spytał kapitan Pliszka bardzo już pijany.

Generał i podpułkownik popatrzyli na siebie. Na twarzy Misiury pojawił się dziwny grymas ni to złości, ni to rozdrażnienia. Jakby ból zmieszany z pogardą, złość z melancholią, smutek z satysfakcją.

Nagle Misiura się zerwał! Podbiegł do małego radyjka i pogłośnił. Generał błyskawicznie włączył dyktafon w telefonie. Obaj zastygli w oczekiwaniu na kolejne takty i refren. Misiura stał jak wryty.

– Nadają – rzekł w napięciu.

– Panowie, koledzy, o co chodzi? Generale, pułkowniku, panowie, przecież to zwykła piosenka, pierwsze miejsce na liście przebojów! – Kapitan Pliszka wstał i natychmiast usiadł pijany i zaskoczony. – Ja chyba zwariowałem? Wyście chyba zwariowali? To zwykła piosenka jest, panowie!

– Zamknij gębę, Pliszka. Nadają! – Warknął Misiura.  


Koan na zamówienie od Macieja Bennewicza

Koan na zamówienie

Newsletter
Udostępnij:

Maciej Bennewicz

Założyciel i pomysłodawca Instytutu Kognitywistyki. Twórca podejścia kognitywnego m.in w mentoringu, tutoringu, coachingu oraz Psychologii Doświadczeń Subiektywnych. Artysta, pisarz, socjolog, wykładowca, terapeuta, superwizor.