żołnierz

koan

Żołnierz – koan

To był żołnierz, a właściwie żołnierzyk. Ironia losu. Mój ojciec zawsze chciał być żołnierzem ale do wojska go nie wzięli z powodu częściowego inwalidztwa. Może z tego powodu był człowiekiem niespełnionym; tyranem w swoimi małym, rodzinnym królestwie; sierżantem dla swoich dzieci i żony; małym faszystą i fundamentalistą w jednym. To, że był zaledwie małym draniem, uświadomiłem sobie na tyle późno, że jego wielkie draństwo zdążyło mnie mocno przeorać.

Pytasz dlaczego opowiadam o ojcu w kontekście tej historii z żołnierzykiem? Niebawem będzie Dzień Ojca. Otóż, może miałem wtedy sześć, może siedem lat, byłem z matką na zakupach, gdzieś w mieście. Szło się do miasta, czyli do centrum. Idę do miasta oznaczało wyprawę poza peryferyjną, gorszą dzielnicę, w której mieszkaliśmy, do samego centrum, gdzie były wielkie sklepy i wspaniałe domy.

Tamtego dnia w oknie wystawowym sklepu z zabawkami zobaczyłem niezbyt wielkiego ale ślicznie pomalowanego żołnierza, oficera lekkiej piechoty napoleońskiej ze srebrną szablą, w spodniach z lampasami, w granatowej kurtce, w kapeluszu z pióropuszem. Był cudny. Po prostu wspaniały. Pasował do szwoleżera, którego miałem w domu i do szeregowca piechoty. Matka objuczona jakimiś torbami rozmawiała ze spotkaną na ulicy znajomą i chyba tylko z powodu obecności tej kobiety zgodziła się kupić napoleońskiego żołnierzyka na moje usilne prośby i błagania. Zrugała mnie po chwili, nie zwykła była ulegać tego rodzaju fanaberiom dziecka.

W powrotnej drodze do domu dumnie trzymałem w dłoni oficera nie spuszczając go z oczu i…potknąłem się. Żołnierzyk upadł na chodnik. Po chwili, zrozpaczony zbierałam korpus oficera i oderwaną głowę, która już, już miała poturlać się do kratki ściekowej. W ostatniej chwili ją złapałem. Szczęście w nieszczęściu.

W domu, ojciec po wysłuchaniu relacji matki, o tym jaki to byłem niegrzeczny, skrzyczał a może nawet zbił mnie trochę, bicia zazwyczaj się nie pamięta. Matka raz jeszcze dołożyła swoje krzyki a żołnierzyk z oderwaną głową trafił do porcelanowego spodka w kredensie. Ojciec miał go, w drodze dobrej woli, skleić. I…nigdy nie skleił. Głowę oficera mam do dziś. Ojciec nie żyje od dziesięciu lat, ja mam piąty krzyk na karku a wciąż trzymam w blaszanym pudełku tę cholerną głowę oficera piechoty lekkiej w grantowym kapeluszu z piórami. I jaki morał z tego, pytasz? Może powinienem w końcu tę głowę wyrzucić? A może nie, może przykleję ją od razu jutro do kamienia i utopię w jeziorze? Po co ją trzymam tyle lat?

– Tak bardzo nienawidzisz ojca? Czy wciąż czujesz się zranionym i zlekceważonym dzieckiem? – Spytała.

– Ach, moja droga, gdy najpierw sprawi się dziecku radość a potem ją odbierze, to jest najgorsza kara. Może ten żołnierzyk z oderwaną głową, to ja. Może powinienem sobie ją przykleić?


Koan na zamówienie od Macieja Bennewicza

Koan na zamówienie

Newsletter
Udostępnij:

Maciej Bennewicz

Założyciel i pomysłodawca Instytutu Kognitywistyki. Twórca podejścia kognitywnego m.in w mentoringu, tutoringu, coachingu oraz Psychologii Doświadczeń Subiektywnych. Artysta, pisarz, socjolog, wykładowca, terapeuta, superwizor.