Zuzanna coraz rzadziej gubi siebie

koan

Zuzanna coraz rzadziej gubi siebie – koan

Tak, to jest ta chwila. Milczy telewizor, ten zadziwiający odbiornik wyłącznie złych wiadomości, milczy radio ze swoim „I should be so lucky, I, I, I”. Domownicy wyszli na spacer z psem. Sąsiedzi zasnęli zmęczeni kłótnią albo po prostu zwalił ich z nóg ostatni drink żubrówki z czymś tam słodkim.

To jest ta chwila, w której wyłączam na twardo komputer, smartfon, tablet a potem komputery dzieci nie zważając na ich ewentualne protesty, gdy wrócą. Nie, żadne odłączenie rutera, restart czy klikanie w ikony, po prostu pstrykam małą dźwigienkę w puszce z bezpiecznikami. Robi się cicho i ciemno nawet lodówka nie buczy. Nie może, jest martwa, żyje dzięki prądowi. Potrafię dać jej zmartwychwstanie. Zanim dzieci wrócą ze spaceru obudzę ją jak doktor Frankenstein swojego stwora. Wtedy jeszcze kilka urządzeń, bez których nie potrafimy żyć, ocknie się z bezenergetycznej nicości.

I wtedy siadam spokojna jak nigdy, sama ze sobą. Nie, nie jest to medytacja ani przemyśliwanie, ani zastanawianie się, ani kontemplacja, ani pogrążanie w smutku, ani twórcza wizualizacja. Jestem jak lodówka bez prądu. Nie umarłam a jednak nie działam w typowy sposób. Owszem minimalna energia podtrzymuje moje serce i wątrobę a mózg wciąż spala glukozę. Jednak, gdyby jakiś super zegarek sportowy mierzył mi wtedy puls i pięć innych parametrów – to poziom stresu wynosiłby zero. – Pomyślała Zuzanna.

Jestem sama ze sobą. Czasem po prostu siedzę lub kładę się na podłodze. Nie, nie śpię. Jestem. O niczym nie myślę. Czasem robię sobie filiżankę herbaty i siadam przy oknie. Jestem. Zstępuję do siebie samej. A tam, w środku jest cisza i spokój. Zaskakująca obecność. Witam się z nią.

Od pewnego czasu z resztą nie muszę już niczego wyłączać ani nawet zostawać w domu sama. Co ciekawe nawet gdy prowadzę samochód potrafię odnaleźć w sobie tę obecność, ten rodzaj ciszy.

Czy to jest bezpieczne? – Spytał mnie syn. –  Mamo, nie zamyślaj się. Uważaj na drogę! – Powiedziała córka. – Teraz widzę, słyszę i czuję więcej niż przedtem – Odpowiadam. – Teraz jestem widzeniem, słyszeniem i czuciem. Jestem i łapię w locie kubek z napojem, który wpada córce w czasie hamowania, gdy pieszy wbiega nagle na pasy w ślad za autobusem, który zamierza dogonić. Słyszę, jak złorzeczy kierowcy autobusu, innym kierowcom, sobie, pasażerom na przystanku choć nie mogę go słyszeć.

Jestem. Czy mogę pozostać tam w środku? Ze sobą? Na zawsze? Uśmiecham się do córki i podaję jej kubek. Patrzy na mnie zdziwiona.

W radio znowu leci „I should be so lucky, so lucky, so lucky, I, I, I”. Młoda Kylie Minogue przekonuje, że będzie szczęśliwa, jeśli tylko on ją pokocha. On, może Michael Hutchence, pokochał a potem zostawił. Złamał jej serce a potem swoje. Nieszczęśliwi unieszczęśliwiają siebie a potem innych. Niektórzy mają świat u swych stóp i nie wiadomo czy to oni depczą świat czy świat ich zdeptuje na proch.

Parkuję samochód albo włączam prąd, ożywiam lodówkę, wstaję z podłogi, odchodzę od okna, wracam do siebie jak do mechanicznej lalki, która chowa kluczyki i wrzuca drobne do parkometru, staje na chodniku, skrobie kartofle na placki. Coraz rzadziej jednak gubię siebie w tych automatycznych, zbytecznych rolach. Scalam się.


Zamów najnowszą książkę - 21 spotkań

21 Spotkań
Udostępnij:

Maciej Bennewicz

Założyciel i pomysłodawca Instytutu Kognitywistyki. Twórca podejścia kognitywnego m.in w mentoringu, tutoringu, coachingu oraz Psychologii Doświadczeń Subiektywnych. Artysta, pisarz, socjolog, wykładowca, terapeuta, superwizor.