Zuzanna i kwestia Pana Boga

koan

Zuzanna i kwestia Pana Boga – koan

Sprawa z bogiem a nawet z Panem Bogiem jest taka, że istnieje w jego sprawie (pisanej dużą lub małą literą) niezliczona rzesza specjalistów. Wszyscy oni różnej proweniencji, maści, wyznania i przekonania nie mają jednak żadnego dowodu ani na swoje specjalne kontakty z bóstwem ani nawet na znajomość jego, tudzież Jego, spraw. – Pomyślała Zuzanna.


Lud wierny, wierzący przyjął po prostu, że jeśli ktoś z kasty szamanów, kapłanów, duchownych został wyłoniony przez tą że kastę, to najpewniej wie, bo tylko oni, wtajemniczeni wiedzą jakie są zamiary Pana Boga. Co ciekawe według nich, bóg poddaje ludzi próbom, niektórych bóg miłosiernie wspiera, ponadto czasem okrutnie ćwiczy tych, których szczególnie lubi. „W tyglu hartuje się złoto a w bólu utrapienia hartują się ludzie mili Bogu”. Mnóstwo sprzeczności. Po co hartuje? W jakim celu, jeśli trafimy do raju? A jeśli kocha, to przecież kocha się istotę jaką jest. Nie zanosisz miesięcznego dziecka do chirurga plastycznego, żeby dokonał korekcji nosa, wargi, powiek i w końcu płci, bo ci się nie podoba. To twoje dziecko do cholery! Nie wrzucasz niemowlaka do przerębla, żeby go zahartować, i to nie tylko dlatego, że byłoby to przestępstwo. Same dziwactwa na temat boga.


W znanej legendzie jest mowa o tym, że kiedy było mi najciężej widziałam tylko jedne stopy na piasku, wtedy poczułam się opuszczona. Lecz bóg odpowiada: owszem, przecież niosłem ciebie na plecach, niewdzięczna istoto. Albo inna historia, że bóg milczy, bo nauczyciel nie przeszkadza uczniowi w czasie testu albo jeszcze inna, że mniej jest ważne czy ktoś wierzy w boga, gdyż bóg wierzy w człowieka. Alba ta, że człowiek w czasie powodzi wzywa boga i gdy już prawie się topi i krzyczy z wyrzutem, że bóg go opuścił w potrzebie wtedy zza chmury, stwórca, a jakże, wychyla się i wylicza wszystkie szanse, które przed powodzianinem, a za chwilę topielcem, postawił. Ten się topi a bóg wymienia: straż pożarną na pontonie, łódkę sąsiada, beczkę, gałąź, a w końcu nawet kawałek styropianu. Dlaczego w takim razie w ogóle zesłał powódź albo od razu nie skierował wygodnej amfibii?


Pewnie jest jeszcze sto podobnych mitów. Te wszystkie opowieści, cytaty na temat boga, o bogu i co najgorsze w imieniu Boga zawsze mnie żenowały – pomyślała Zuzanna. – Jakżeby Bóg wszechmocny mógł myśleć w tak naiwny sposób i bawić się porzekadłami. Doprawdy nie znalazłaby lepszego języka, żeby nas nakierować, pouczyć, wskazać drogę, tylko zawstydzające naiwnością historyjki? A ponadto, dlaczego od razu nie dał nam prostego manuala, (nawet jeśli nie jesteśmy od razu stworzeni jako doskonali), jak daje się manual obrazkowy do pralki. Zakładając nawet, że jesteśmy głupcami, to przecież prosty komiks wystarczyłby, nawet bez słów. Albo jeszcze prościej, instrukcja obsługi z rysunkami: „upewnij się, że nie masz mokrych dłoni, włóż kabel do gniazdka, naciśnij czerwony guziczek <<play>>”. Algorytm załatwiłby sprawę. Wolna wola? Kwestię wolnej woli załatwiałaby z kolei niebieski guziczek „pauza”.


Lecz ludzie wierzą, że bóg to srogi policjant o łagodnym sercu, który na zmianę dowala i po główce gładzi. „Ludzki pan”, który przecież zsyłała choroby, nieszczęścia, krzywdy, katastrofy i pandemie, ale w przypływie dobrej woli może je odwołać lub pomóc naprawić skutki. Po co więc je zsyłał? W końcu i tak nigdy do końca nie wiadomo, czy nie cofnie swojej władczej decyzji, bo przecież bycie pobożnym nie wystarcza, żeby wyjść z opresji. A nuż bóg zechce cię dłużej hartować?


Na hartownie mamy dowody, mówią kapłani a o resztą nie pytaj, bo nie zrozumiesz, to przekracza twoje możliwości, marna istoto, milcz i się podporządkuj. I ludzie chcą w to wierzyć, bo w coś trzeba wierzyć, jak mawia mój sąsiad, więc w coś wierzy, ale sam nie wie i nie rozumie w co? Od czasu do czasu wypowiada się w imieniu boga cytując jakieś sentencje i aforyzmy na dowód przenikliwości bożej i własnej, rzecz jasna. Doprawdy? Pan Janusz spod siódemki przeniknął myśli Pana Boga? Tylko nie mówicie mi o maluczkich, o prostaczkach, którzy jak małe krasnoludki są umiłowanym dziećmi bożymi, bo ja też jestem malutka, zwykła i prosta, chodziłam z sąsiadem do tej samej podstawówki a jednak coś kumam. Coś mi tu nie gra.


Och i najważniejsze – w naszej okolicy, w naszym kraju bóg to on, to facet, ojciec, przywódca, patriarcha, pan, lord. Być może dlatego faceci rozumieją ten przemocowy rys w sylwetce boskiego majestatu a my kobiety, takie jesteśmy uległe, bo przecież to jest ojciec, pan i władca a my, jego ruchomy inwentarz.


Koan na zamówienie od Macieja Bennewicza

Koan na zamówienie

Newsletter
Udostępnij:

Maciej Bennewicz

Założyciel i pomysłodawca Instytutu Kognitywistyki. Twórca podejścia kognitywnego m.in w mentoringu, tutoringu, coachingu oraz Psychologii Doświadczeń Subiektywnych. Artysta, pisarz, socjolog, wykładowca, terapeuta, superwizor.