ZUZANNA I LUDZIE WYMYCI

KOAN

ZUZANNA I LUDZIE WYMYCI – KOAN

Moja przyjaciółka, no może: „przyjaciółka” to słowo na wyrost, powiedzmy: koleżanka a może nawet dobra znajoma – ma segment. Urządzała go przez pół roku. Wydała majątek. Kuchnia wygląda jak prosektorium albo laboratorium analityczne w ośrodku badającym groźne wirusy. Rzecz jasna nie powiedziałem jej tego, tylko same och achy i fałszywe zachwyty.

Owszem, czasem fałszywie się zachwycam, sztucznie przytakuję, kłamliwie komplementuję, gdyż jestem bydlęciem uspołecznionym i dobrze wychowanym. – Pomyślała Zuzanna. – Przecież nie powiem znajomej, że sterylne blaty wyglądają jakby grzechem śmiertelnym albo co najmniej naruszeniem procedury laboratoryjnej było położenia na nich choćby jabłka nie mówiąc o obślizgłej rybie albo bulgocącym sosie pomidorowym w rondelku. Jej rondle chromowane, błyszczące, nietknięte tłuszczem ani makaronem. Ledowe podświetlenie wszystkiego co dało się podświetlić – schodów, gzymsów, blatów, futryn, poręczy, pięciu telewizorów daje efekt mauzoleum, w którym obcy zainstalowali salę tortur dla Ziemian. Brakuje tylko sondy, którą kosmici zinwigilują per rectum kolejnych nieszczęśników na środku salonu, gdzie króluje szklany, a jakże, stół na błyszczących, srebrnych nóżkach.

Noże za nie wiadomo ile, aż tak dużo, że w zasadzie strach się przyznać, okazyjnie kupione, „sama wiesz gdzie” w specjalnym stojaku idealnie pasują do ćwiartowania wszystkiego co da się pokroić na cieniutkie plasterki ale jak tu ćwiartować, gdy wszystko takie sterylne? Choć zaraz. Zlewozmywak idealnie nadaje się do wykrwawiania marchwi, buraka, kurczaka a może nawet czegoś większego. Ale tu się nic nie gotuje, bo szkoda brudzić, kopcić, smażyć, dymić, smrodzić – słowem niszczyć ten ład cudowny. Nikt niczego tu nie wykrwawia, gdyż wszystko tu jest od początku martwe, zastygłe. Wyjmuje się co najwyżej pizzę lub sushi z kartonu i podaje na szklanych nerkach przypominjących talerze. Mopujący odkurzacz zlokalizuje okruszki jeszcze zanim goście wyjdą. Usterylni, zada szyku ten odkurzacz, który wcale nie jest odkurzaczem, ale robotem, jak poprawia koleżanka i uspokoi jej nerwy.  

Znajoma boi się okruszków, zadrapań, rdzy i kurzu. Nie zapłaciła stolarzowi, dopóki nie przełożył w salonie całej podłogi od nowa, gdyż jeden z paneli miał rysę, ryskę, skazę i choć skaza wypadała akurat w kącie, znajoma nie mogłaby przecież spać spokojnie mając świadomość tej rysy, tej zadry, tej niedoskonałości. Nie inaczej kafelki w łazience. Trzykrotnie wymieniała odcień płytek ważących przecież jakieś setki kilogramów albo nawet tony. Dlaczego? Gdyż odcień nie pasował do koloru baterii, które sprowadzane skądś tam, z tego bardzo prestiżowego skądś tam „no sama wiesz” były oliwkowo-złote. Oliwkowo-złote? Przecież kran to kran. Na ogół jest srebrny, czyli chromowany. Do oliwkowo-złotego nie pasował jednak ani odcień wiosennej zieleni, ani miedziana nuta ani tym bardziej szmaragdowa.

A ja lubię swoje krzywe etażerki i komody kupione na targu staroci. – Pomyślała Zuzanna. – To chyba kwestia czasu. Mojego stosunku do przemijania a tym samych do nieskazitelności, piękności, urody i do śmierci. Na przykład nie farbuję włosów, nie maluję brwi jak komik z lat 30. ubiegłego wieku, nie doklejam sobie miotełek do rzęs ani jadem kiełbasianym nie napompowuję policzków. Nawet nie chodzi o brzydotę, choć piękno to pojęcie względne i głupie. W gruncie rzeczy wulgarne jakieś, zwłaszcza jeśli chodzi o urodę ludzi. Jakie to beznadziejne porównywać ludzi? Ich nosy, policzki, cycki albo pośladki.

Chodzi o śmierć przedmiotów, o śmierć ludzi a śmierć utrwala przemijanie. Czasem reanimuję stary lampion albo szafkę, naprawiam zawias, sklejam drzwiczki, wbijam gwóźdź a na gwoździu wieszam wiekową doniczkę pomalowaną we wzroki. Stare żyje w nas na nowo. Mój dom żyje, dlatego czasem w nim umiera kwiat zarażony wirusem, waza na zupę bezpowrotnie pęka choć staje się doniczką, pies gubi sierść. Życie to proces wymiany, łuszczenia, niszczenia, odpadania, erozji, korozji, rozpuszczania, wiotczenia, rozkruszania, żółknięcia i umierania. Gdy tymczasem obok kwiat rozkwita, deska lśni nowym lakierem, emalia na garnku błyszczy, półroczny kot wspina się po poręczy fotela, który cierpliwie pozwala się rozpruwać.

Jakiż to ból musi być i strach okrutny, gdy ktoś próbuje powstrzymać umieranie i nie zdaje sobie sprawy, że zabija życie.     

Lubię wiersz Stanisława Grochowiaka – pomyślała Zuzanna i odszukała wiersz w zniszczonym tomiku poezji.

CZYŚCI

Wolę brzydotę
Jest bliżej krwiobiegu
Słów gdy prześwietlać
Je i udręczać


Ona ukleja najbogatsze formy
Ratuje kopciem
Ściany kostnicowe
W zziębłość posągów
Wkłada zapach mysi


Są bo na świecie ludzie tak wymyci
Że gdy przechodzą
Nawet pies nie warknie
Choć ani święci
Ani są też cisi


Zamów najnowszą książkę - 21 spotkań

21 Spotkań
Udostępnij:

Maciej Bennewicz

Założyciel i pomysłodawca Instytutu Kognitywistyki. Twórca podejścia kognitywnego m.in w mentoringu, tutoringu, coachingu oraz Psychologii Doświadczeń Subiektywnych. Artysta, pisarz, socjolog, wykładowca, terapeuta, superwizor.