Zuzanna i zmartwychwstanie Pedro Martineza

koan

Zuzanna i zmartwychwstanie Pedro Martineza

Zuzanna zaczęła czytać z zaciekawianiem.

„Diego Manuel de la Fuentes umarł. Zmarł. Wyzionął ducha. Jak dobrze! Co za ulga! Odszedł wiekuiście, wyzionął ducha, kipnął, kopnął w kalendarz. Nareszcie! Od tej chwili Diego Manuel de la Fuentes przestał istnieć a wraz nim wszystkie jego zobowiązania. Co za ulga!

Cmentarz, Kościół, Szafran, Religii, Grób, Kamień

Odtąd mogę być już zwykłym, najzwyklejszym Pedro Martinezem jak tysiące Martinezów jak Półwysep Iberyjski długi i szeroki, od Hiszpanii po Argentynę, od Meksyku po Salwador, od USA po najdalsze, cholerne zakątki globu. Martinez! Pospolity, zwyczajny, nierozpoznawalny Martinez! Znikający Martinez, którego nikt nie zna. Ślad po de la Fuentesie zniknie w jego grobie a ślad za Martinezem w ślad za jego supertypowo-nierozpoznawalnym nazwiskiem.

Nareszcie koniec z tym, rzekł do siebie Diego Manuel de la Fuentes, który już nie był Diego Manuelem de la Fuentes ani don Diego ani nawet don Manuelem. Nie ma mnie. Nareszcie jestem – rzekł drąc swój paszport a następnie ubezpieczenie, prawo jazdy i kolejne dokumenty. Gdy zniszczył już wszystkie ślady i pamiątki po dawnym życiu rozlał wybielacz na podłogę, żeby nawet psy, przypadkiem nie podjęły jego tropu. Był to zresztą raczej akt symboliczny niż rzeczywiste zabezpieczenie przed pościgiem. Kto by go szukał? Kto by go ścigał? Na wieść o jego śmierci pół setki się zdziwi a drugie pół odetchnie – wszyscy oni zajmą się tym śmiertelnym faktem co najwyżej przez dziesięć minut, góra dwanaście. Może ze dwie osoby powiedzą coś na temat nieboszczyka. Inni wypowiedzą te swoje aforyzmy na temat śmierci w rodzaju: <<taki młody i już umarł, pewnie covid go dopadł>> albo <<szkoda chłopa mógł jeszcze pożyć>> albo <<to było do przewidzenia, drań był z niego, dlatego tak szybko się wykończył.>> Bank rozliczy długi i aktywa i zamknie konto.

Umarłem, klasnął w ręce ucieszony i zatańczył coś w rodzaju rumby pomieszanej z krokiem tanga i szarżą na bagnety. Koszt śmierci i zmartwychwstania liczony w euro nie był zbyt wygórowany. Pracownik kostnicy przyjął umówioną kwotę oraz portfel, okulary i zegarek należący do Diego Manuela de la Fuentes i nałożył nieboszczykowi na zimne, zmasakrowane ciało. Wypadek był ewidentny więc nikt, zwłaszcza w dzisiejszych, pandemicznych czasach nie wpadnie na pomysł badania odcisków palców lub dokładniejszych oględzin denata. Wystarczy portfel i na tej podstawie policja, która i tak ma od cholery roboty – orzeknie, że denatem jest nie kto inny, lecz on – Diego Manuel de la Fuentes, 42 letni urzędnik magistratu w mieście Saragossa. Nieboszczyk zostanie poddany kremacji, takie są przepisy w czasie pandemii i nie będzie po mnie śladu.

W godzinę po wyjściu z kostnicy dawny Diego odebrał dokumenty na nazwisko Pedro Martinez od znajomego, znajomego, znajomego, który załatwiał tego rodzaju sprawy a następnie wraz z ostatnimi dokumentami spalonymi w piecu chlebowym – zniknął. Drzwi do starego domu zostawił otwarte i wyszedł w ciemną noc. Odtąd był nowym, najnowszym Pedro Martinezem, co prawda zmartwychwstałym Diego Manuelem de la Fuentes, lecz Diego, Manuel, Manuelito, mamusi skarb, tatusia zuch, żoneczki misiek – przestał istnieć, zostawił za sobą przeszłość, bo przecież w przeszłości od dawna nie było nic dobrego. Czegóż tam nie było? Jak na zakurzonym strychu, jak w cuchnącej stęchlizną piwnicy. Stare przyjaźnie, które wypaliły się jak wczorajszy płomień z chrustu, dawne miłości i nieudane związki, kredyty wzięte i darowane, obietnice bez pokrycia – te dawane i przyjmowane, kłamstwa własne i cudze, krzywdy doznane i wyrządzone.

Para, Argument, Kryzys, Relacja, Konflikt, Rozwód

Nareszcie umarłem a wraz ze mną, starym moje stare, beznadziejne życie. Dlaczego nie można zaczynać życia od początku? Dlatego, że dopóki jest się dawnym Diego Manuelem de la Fuentes jest się czyimś dłużnikiem i kredytodawcą, był mężem, nowym mężem, byłym pracownikiem firmy Industrial, byłym referentem magistratu i zawsze jest się kimś byłym, kimś z ogonem przeszłości i ta przeszłość staje się kagańcem i łańcuchem.

Było chłodne, wiosenne powietrze pod gwiaździstym niebem. Zatem dokąd teraz? Spytał sam siebie, uradowany i zniknął w mroku ulicy.”

Zuzanna skończyła czytać i pomyślała, że choć ma dwójkę dzieci, w tym jednego nastolatka, który sam w sobie jest jak dwoje dzieci i jak jeden upierdliwy dorosły i choć jest pandemia i lockdawn i cały ten pierdolnik i właśnie z tego powodu – postąpi tak jak Diego Manuel de la Fuentes, stanie się Pedrem Martinezem. Jeszcze nie wiedziała jak tego dokona, ale wiedziała, że tak właśnie postąpi, że zmartwychwstanie jako całkiem inna osoba.


Koan na zamówienie od Macieja Bennewicza

Koan na zamówienie

Newsletter
Udostępnij:

Maciej Bennewicz

Założyciel i pomysłodawca Instytutu Kognitywistyki. Twórca podejścia kognitywnego m.in w mentoringu, tutoringu, coachingu oraz Psychologii Doświadczeń Subiektywnych. Artysta, pisarz, socjolog, wykładowca, terapeuta, superwizor.