ZUZANNA POZBYWA SIĘ POCZUCIA WINY

koan

ZUZANNA POZBYWA SIĘ POCZUCIA WINY – KOAN


Czasem pogrążam się w smutku. Czasem zamykam się w sobie. Oczywiście są sprawy domowe, jest praca. Wszystko wykonuję, jak należy, ale zapadam się niezależnie od codziennych zadań, które są do zrobienia.


Dzwoni teściowa, żeby po raz setny oskarżyć mnie, że byłam, jestem i będę złą żoną, która nigdy nie rozumiała i nie doceniała Zygmunta, jej jedynego syna. I z tego powodu powinnam natychmiast go przeprosić i przyjąć z powrotem do domu. Za co przeprosić? Za haniebną propozycję rodowodu. Za późno. Złożyłam pozew. Wzory są w necie. Nie stać mnie na prawnika. Poza tym nie rzucam słów na wiatr. Nigdy. Taka już jestem zawzięta. Kiedy już coś mówię, to mówię. Nie gadam „na brudno”.


Ale nie dlatego zapadam się, że pani Justyna próbowała na mnie nawrzeszczeć, dawniej mama Justyna, teściowa Justyna, mamusia Zygmusia, która tonem rozkazującym zażyczyła sobie abym mówiła do niej „pani” – nie dlatego, że pani Justyna próbowała na mnie nawrzeszczeć. Powiedziałam jej zresztą, że Zygmunt to przecież jej produkt. Próbowała, gdyż przerwałam jej – pomyślała Zuzanna dumna z siebie. – Przerwałam, gdyż znowu Pan Bóg był grany i nawet kara boża i w końcu ksiądz, jakby poważniejszy i wyższy rangą niż Pan Bóg, który przecież nie przyjdzie po kolędzie a ksiądz przyjdziecie. I co zobaczy? Rozwódkę zobaczy! I będzie wstyd na całe osiedle, co tam osiedle, na całe nasze miasteczko.


Otóż nie zobaczy, odpowiedziałam teściowej, pani Justynie, gdyż go nie wpuszczę. I wtedy ją zatkało. Rozwód była w stanie jakoś zrozumieć, bo sama przecież Zygmusia wychowywała, gdy ją chłop zostawił, ale ksiądz, kolęda? To nie mieściło się jej w głowie. Można i w Boga nie wierzyć, do kościoła nie chodzić, można i rozwieść się, ale w księdza wierzyć trzeba. Otóż nie trzeba. Nie ufam systemowi, którego głównym narzędziem komunikacji ze światem jest wywoływanie poczucia winy, powiedziałam pani Justynie. Już nie ufam ludziom, którzy stali się jego częścią i jego ofiarami jak pani, pani Justyno, i pani syn, powiedziałam do niej i rozłączyłam rozmowę.


Wina już nie jest dla mnie. To poniżanie się, błaganie, bicie się w piersi, lamenty, pokuty i rozgrzeszenia. Nie zrobiłam nic złego. Żyję. Czasem walczę. Czasem popełniam błędy, ale czy mogłam ich nie popełnić? Gdybym tylko wiedziała. Gdybym miała tę mądrość wczoraj jaką mam dzisiaj – długo tak myślałam, ale to ślepa uliczka. Żyjesz, podejmujesz decyzje, zastanawiasz się, rozważasz, codziennie rozwiązujesz tysiące problemów z dziećmi, z pracą, z hydraulikiem, z administracją bloku, z urzędowym pismem i robisz to najlepiej jak potrafisz Zuzanno. Taka jest prawda.


No więc zapadam się w sobie i lubię to uczucie – pomyślała Zuzanna. – Wtedy jestem ze sobą, tam w środku, sama i jest mi dobrze, i wcale nie chcę wychodzić. Myślę sobie, ale właściwie nie myślę. Widzę raczej z dystansu, bez emocji – świat na zewnątrz i ludzi, i wreszcie siebie. Wtedy przestaję się tak bardzo przejmować światem, pandemią, strachem, ludźmi, pracą a nawet dziećmi. W końcu w ogóle przestaję się przejmować.


Smutek jest dobry. Lubię smutek, gdyż smutek mnie koi. Tam, w środku, spotykam siebie samą. Nic nie mówię. Niczego nie myślę a nawet gdy myślę, potrafię siebie samą obserwować i wtedy lepiej siebie rozumiem. Nie oceniam. Nie analizuję. Jestem i po chwili „wiem”. To po prostu przychodzi. Świadomość. Rodzaj prawdy, której nikt nie może zakłócić, nic odebrać, żadna cudza opinia zmienić.


Mogłabym powiedzieć: „wiem swoje” ale to nie jest wiedza, to pewność. Wtedy staję się jak skała – mocna i jak woda – miękka a jednak groźna w swoim spokoju i determinacji. Spokojnie jestem. Czuwam. Lubię być silnie – samotna.


Koan na zamówienie od Macieja Bennewicza

Koan na zamówienie

Newsletter
Udostępnij:

Maciej Bennewicz

Założyciel i pomysłodawca Instytutu Kognitywistyki. Twórca podejścia kognitywnego m.in w mentoringu, tutoringu, coachingu oraz Psychologii Doświadczeń Subiektywnych. Artysta, pisarz, socjolog, wykładowca, terapeuta, superwizor.