Zuzanna przypomina sobie traumę z dzieciństwa, która z pozoru wydaje się niewinna

koan

Zuzanna przypomina sobie traumę z dzieciństwa, która z pozoru wydaje się niewinna – koan

Na fejsbuku znalazła mnie koleżanka z technikum. Choć jestem tam pod jakimś zmyślonym linkiem to pokojarzyła fotki, fakty i napisała, czy to ja Zuza z trzeciej b? Zdziwiłam się, bo po trzeciej klasie wyleciałam ze szkoły, nie skończyłam pięcioletniego technikum i poszłam do wieczorówki. Całe szczęście, bo szkoła mnie dusiła, ale sądziłam, że nikt z tamtej klasy, o której zapomniałam, tak jak zapomniałam o technikum ekonomicznym, mnie nie pamięta. Technikum na ulicy Jana Sobieskiego, do którego posłała mnie matka żebym miała dobry zawód.

Koleżanka Jola. Za nic nie mogłam jej sobie przypomnieć. Podesłała focie z tamtych lat ale w mózgu dziura. Do naszej klasy o profilu: technik ekonomista ze specjalizacją rachunkowość – chodziły prawie same dziewczyny. Może dwóch, trzech chłopaków, których zupełnie nie pamiętam. – Zuzanna wysiliła pamięć, ale nie pamiętała ani twarzy, ani imion chłopców. Co najwyżej sztuki i to niezbyt dokładnie – dwóch, może trzech chłopaków na 30 osób w klasie. Chłopcy w tamtym czasie, w tamtym regionie nie wybierali zawodu technik ekonomista ze specjalizacją rachunkowość. Szli raczej do klasy logistycznej lub hotelarskiej. Z dziewczynami nie poszło jej lepiej. Doliczyła się zaledwie pięciu imion może jeszcze ze dwóch twarzy, ale ani jednej Joli. Jola Jabłońska, a dziś Jola Rusin. Nic. Ani wspomnienia.

Po co być asertywnym i przesadnie szczerym wobec kogoś zupełnie obcego, który nieoczekiwanie wyłania się z przeszłości. Dlatego Zuzanna nie chciała robić przykrości Joli witającej ją entuzjastycznie na fejsie po ponad dwóch dekadach, więc odpisała, że oczywiście, że pamięta i żeby było równie entuzjastycznie – dodała nic nieznaczące stwierdzenie: „ale to były czasy”.

Niestety to tylko zachęciło Jolę Rusin z domu Jabłońską. „A pamiętasz Sylwestra w 1999? A pamiętasz tego rudego profesora od rachunkowości? Pewnie rzuciłaś Leszka z samochodówki, z którym chodziłaś, bo męża masz innego? Wszystkie dziewczyny ci zazdrościły”.

Leszka? Jakiego Leszka? Nigdy nie znałam żadnego Leszka.

„Świetne były twoje nagrania. Doskonale pamiętam, że nie lubiłaś zespołu Pink Floyd”. – Napisała Jola w kolejnej wiadomości najwyraźniej rozochocona konwersacją i własnymi wspomnieniami „szalonej młodości, którą zawsze z radością wspomina. Ale to były czasy. Super, super. Szkoda, że nie możemy mieć znowu 18 lat. Ha, ha, ha!”.

No cóż. Historia z Pink Floyd była dziwna a w zasadzie ustawiła mi spory kawałek życia. Teraz pamiętam – przypomniała sobie Zuzanna. – Chyba nie chciałam o tym pamiętać. Zakopałam to gdzieś głęboko w pamięci a teraz wylazło jak robaki spod kamienienia. Byliśmy biedną rodziną. Matka sama nas wychowywała – mnie i brata. Wychowywała – to z resztą za dużo powiedziane. Harowała na dwa etaty, żeby nas utrzymać i kupić porządne dżinsy w ramach kolejnych fanaberii, które jej zdaniem wciąż mieliśmy. Brat odkładał i dorabiał, żeby kupić horrendalnie drogie płyty zachodnich zespołów, ale już wtedy pod koniec lat 90. istniał całkiem spory, piracki rynek kaset. Brat z nabożeństwem te kasety kolekcjonował i nigdy, przenigdy mi ich nie pożyczał. Jego, i moim przy okazji, ukochanym zespołem był Pink Floyd. Starszy brat zaraził mnie tą muzyką i mogłam godzinami słuchać solówek Gilmoura i zrozpaczonego głosu Watersa. Podkradałam bratu te nagrania i pod jego nieobecność słuchałam zakazanych kaset na moim, wyproszonym od matki na 16 urodziny, walkmanie marki Sony – cudzie techniki.

Pewnego razu, ja, kretynka patentowana, żeby pochwalić się przed koleżankami kolekcją „prawdziwej” muzyki wykradłam kasety brata i zaniosłam na imprezę w tym: „The Dark Side of the Moon”, „Wish You Were Here” i oczywiście „The Wall” Pink Floydów. Magnetofon na imprezie podłączony do skrzeczących kolumn najwidoczniej miał zepsuty napęd albo głowicę albo jedno i drugie, w każdym razie dwie z kaset brata wkręcił a jedną zerwał. Co gorsza akurat te kasety były oryginałami, traktowanymi przez brata jak relikwie święte. Gdy koleżanka, u której odbywała się impreza oznajmiła wydymając wargi, że chyba te moje kasety są jakieś trefne, bo się wkręciły – oczywiście stwierdziłam, chyba jeszcze bardziej wydymając wargi, że nie ma sprawy, bo ja w zasadzie Pink Floyd to nie lubię i dla podkreślenia tej idiotycznej deklaracji roztrzaskałam jedną z kaset, być może nawet czwartą.

Andrzej, mój brat twierdzi, że nie pamięta całego zajścia. Ja pamiętam doskonale, to znaczy przypomniałam sobie po kolejnych wpisach Jolki. Odtąd kasety i płyty Andrzeja były zamykane na klucz a matka zabrała mi walkmana, chyba na dobrych kilka tygodni. W jej szufladzie także zamkniętej na klucz wylały się w nim baterie i przestał działać. Nigdy nie kupiłam sobie nowego. Nigdy. Chyba chciałam się ukarać w taki sposób. Ale po latach odpisałam Joli Rusin z domu Jabłońskiej.

„Mylisz się. Uwielbiałam Pink Floyd. Do dziś uwielbiam. Mam ich wszystkie płyty na wszystkich możliwych nośnikach od kaset po płyty CD i analogowe oraz wersje na chmurze. Chyba niezbyt dobrze mnie znałaś, bo historia z moimi kasetami Pink Floyd na imprezie była deklaracją rozpaczy, gdy kasety uległy zniszczeniu. Były własnością mego brata. Ponadto ja, w przeciwieństwie do ciebie, nie wspominam dobrze młodości ani dzieciństwa. Byliśmy biedną rodziną i mój życiowy start wcale nie był łatwy ani tym bardziej radosny. Pink Floyd to była dla mnie spora trauma. Może nawet dlatego wypadłam z technikum?”

Jola nie odezwała się więcej.


Zamów najnowszą książkę w preorder i otrzymaj prezent!

21 Spotkań
Udostępnij:

Maciej Bennewicz

Założyciel i pomysłodawca Instytutu Kognitywistyki. Twórca podejścia kognitywnego m.in w mentoringu, tutoringu, coachingu oraz Psychologii Doświadczeń Subiektywnych. Artysta, pisarz, socjolog, wykładowca, terapeuta, superwizor.