ZUZANNA UŚWIADAMIA SOBIE, ŻE WYKASTROWAŁA MĘŻA

koan

ZUZANNA UŚWIADAMIA SOBIE, ŻE WYKASTROWAŁA MĘŻA – KOAN

Zuzanna wypiła spory łyk kawy. Na ekranie ludzie sprzed pandemii tańczą na jakiejś imprezie w ciepły dzień, przy basenie. Z boku didżej i błyskający lampkami bar.

– Nigdy nie rozumiałam tańca – pomyślała Zuzanna. Zbyt to dla mnie jednak erotyczne. Nie, żebym miała coś przeciwko erotyzmowi, ale nie lubię tej podwójności, udawania, kokieterii na pokaz. Albo idziesz z facetem do łóżka albo podpuszczasz go pół nocy, wabisz, kręcisz tyłkiem, uwodzisz. Po co? Czy to gra wstępna? Półnadzy, tańczący. Może potrzebna im ta gra a dziewczynom władza nad męską pożądliwością. Może wykastrowałam mego byłego, Zygmunta i teraz udaję jakąś świętoszkę?

Popijam kawę a oni tańczą na filmiku nie wiedzieć sąd i z jakiego powodu umieszczonym na mojej ściance w necie. W kategorii „Propozycje dla ciebie”. Propozycje dla mnie? Raczej wyuzdany taniec w nierealnym świecie sprzed pandemii?

Nie inaczej celebryci na czerwonym dywanie wśród złotych konfetti, zwłaszcza one, półnagie. A potem larum, że ich prywatność została pogwałcona, że komentarze nieodpowiednie, że seksistowskie reakcje. Jeśli seksualizujesz relacje to potem się nie dziw, że dostajesz seksistowskie uwagi, seksualne propozycje i molestacyjne zachowania. Ale co ja tam wiem, nie jestem celebrytką. Czasem sama zakładam obcisłą sukienkę, figurę mam wciąż niezłą, ale wtedy nie wściekam się na spojrzenia facetów ani nawet na cmoknięcia czy gwizdy, bo wiem, że taki mamy klimat. I od moich fochów i fuknięć ten klimat się nie zmieni. Seksualność, w przypadku ludzi jako tako świadomych, to w gruncie rzeczy decyzja a nie jakaś wola boża albo przyrodzona niepodległość i wolność.

A jeśli wykastrowałam Zygmunta? Czy dlatego obrósł tłuszczem, zdziadział, wytrzeszczał ślepia w tych swoich grach i sprawdzał się jako facet oglądając pornosy? A jeśli to kobiety kastrują facetów? Jeśli kobiety kastrują facetów, po co to robią? Seks stał się narzędziem władzy i kontroli. Co kontrolujesz, nad tym masz władzę. Jeśli wykastrowałam swego męża to z jakiego powodu? Przestałam go kochać? Przestałem go kochać zanim jeszcze poczułam do niego obrzydzenie? A może nigdy go nie kochałam? Nie potrafiłam z nim tańczyć ani w łóżku, ani na parkiecie, ani pomiędzy kuchnią a lekcjami dzieci. Otrąciłam go jeszcze zanim się w sobie zapadł. Nie, wcale nie seksualnie, ale właśnie jako faceta.

Nie rozumiem tańca, choć z drugiej strony wszystko jest tańcem. Czuję to. Wszystko jest wibracją. Wykastrowany mężczyzna niemal traci wibrację. Jest odcięty od swojej męskości. Nie, nie w dosłownym znaczeniu. On po prostu próbował odnaleźć ścieżki męskości w związku, w rodzinie, z dziećmi, z kobietą, w pracy i nie znalazł ich. A te drogi, na które wszedł zablokowała mu kobieta. Najpierw to była matka a potem jego partnerka lub żona.

Co innego kawa. Kawę rozumiem. Kawa jest tańcem ze smakiem, z aromatem, z zapachem, z kolorem, z bukietem zmielonych ziaren, świeżo sparzonej i nieco podpalonej kawy w tygielku. Pachnie ziarno, pachnie zmielony proszek, pachnie napar, pachnie gotowa kawa w filiżance, pachną nawet fusy. Kawa. Nic tak nie pachnie jak kawa. Mam w domu dzbanki, dzbanuszki, tygielki, mały porządny ekspres i nieco większy ciśnieniowy, czajniki, maszynki do kawy. Potrafię przyrządzić kawę na dziesiątki sposobów. Z kawą tańczę. A z Zygmuntem nie potrafiłam. Czy faceta można przyrównać do kawy a życie z nim do tańca albo do przygotowywania naparu?

Można. Mogę, bo to moje porównanie. Kawa jest jak życie z facetem. Wymaga cierpliwości, dobrych krzewów, odpowiedniej strony pagórka i znakomitej gleby, wody i wspaniałego słońca, ciepła i troski plantatora, bo czyha na nią tysiąc szkodników. A potem trzeba ją w odpowiednim memencie zebrać, wysuszyć i wreszcie ziarna przypiec. Każdy z tych etapów jest ważny. A potem trzeba umieć zrobić mieszankę, odpowiednio zmielić ziarna i dopiero umiejętnie zaparzyć a potem jeszcze podać w przemyślany sposób, według gustu – mocna, słabsza, spieniona, z mlekiem, z cukrem, z sokiem ryżowym. Kawa. Jeden błąd i cała przyjemność z picia kawy na nic. Albo wyjdzie lura albo zbyt kwaśna albo zbyt gorzka albo za mocna albo zbyt gęsta albo za ostra albo mdła.

Nie potrafiłam tańczyć swego tańca z facetem ani przyrządzić odpowiedniej kawy według mego gustu w relacji z nim. Dlaczego? Wolałam go wykastrować, zablokować, zrobić z naszego życia jakąś lurę? A on na to biernie przystał. Dlaczego?

Zuzanna wypiła ostatni łyk kawy i poszła spać. Po mocnej kawie spała najlepiej. Zygmunt nigdy tego nie rozumiał. Długo sądził, że udawała – albo sen, albo moc kawy.


Zamów najnowszą książkę w preorder i otrzymaj prezent!

21 Spotkań
Udostępnij:

Maciej Bennewicz

Założyciel i pomysłodawca Instytutu Kognitywistyki. Twórca podejścia kognitywnego m.in w mentoringu, tutoringu, coachingu oraz Psychologii Doświadczeń Subiektywnych. Artysta, pisarz, socjolog, wykładowca, terapeuta, superwizor.