KOAN DLA KARINY NA JEJ WŁASNE URODZINY I PREZENT DLA SAMEJ SIEBIE

PORTY, DROGI, DERWISZE, OCEANY

KOAN DLA KARINY NA JEJ WŁASNE URODZINY I PREZENT DLA SAMEJ SIEBIE

PORTY, DROGI, DERWISZE, OCEANY

No więc zrób co tam trzeba, zaszczep się, nawet trzy razy albo osiem, załóż rękawiczki nawet podwójne, lateksowe i może jeszcze z jakiejś gumy nieprzepuszczalnej, jeśli trzeba załóż przyłbicę i ruszaj. Spakuj worek bosmański i ruszaj. Tak, worek, wielki wór. I tak przyda ci się tragarz.

Kup bilet. Pierwszy wolny. Wyląduj na przykład w Atenach. Ruszaj do portu, wsiądź na statek, na jakiś okręt, może po prostu na mały kuter lub jacht, który spokojnie szybuje pomiędzy lądami i wyspami. Niech nic cię nie powstrzyma. Jeśli trzeba – zapłać kapitanowi w złocie i dla pewności obiecaj sowitą nagrodę w każdym porcie. Niech będzie wierny jak pies.

Tak, owszem, chodzi o porty. Odwiedzaj porty. Możesz kupić inny bilet, lecz jeśli przypadkiem znajdziesz się w Atenach – spędź tam chwilę albo dzień lub dwa. Dotknij starych kamieni w świątyni Zeusa, wejdź na wzgórze Likavitos żeby stamtąd zobaczyć Akropol i całe miasto, ale zmierzaj czym prędzej nad morze, do Pireusu. Na Akropol wchodzić nie warto, bo tam zawsze tłum ludzi i teraz beton. Spójrz na wzgórze świątynne z Likavitos. Tak lepiej. Pozdrów Atenę i ruszaj do portu.

Akropol, Athens Airport, Ateny, Grecja, Olimpijski, Gry

Szybko ruszaj ku morzu. Do Pireusu. Idź do starego portu tureckiego zdała od wielkich statków i promów. Wynajmij mały kuter lub żaglówkę, wyrusz czym prędzej. Ruszaj.

Więc na początek płyń do małego Nafpaktos u wejścia do Zatoki Korynckiej i koniecznie wejdź na wzgórze zamkowe, żeby spojrzeń na Korynt z góry jak patrzyli dawni weneccy kupcy a wcześniej Achaje wypatrujący wroga lub swoich. A potem w małym sklepiku przy weneckim porcie kup oliwę i świeże ogórki. Prawdziwa, grecka sałatka wymaga tylko papryki, pomidorów, ogórków, trochę sera i rzecz jasna oliwy. Owszem przyda się odrobina cebuli a może i czosnku.  

Kyrenia, Girne, Cyprys, Na Cyprze Północnym, Turcja

A potem żegluj do Kyreni na północnym Cyprze – z jednego weneckiego portu do drugiego i choć teraz mieszkają tam Turcy, wciąż weneckie mury i wieżyczki strzegą wejścia do portu. A potem płyń dalej ku południu, do wielkiej Aleksandrii. Wejdź do koptyjskiego kościoła i do cerkwi. A są tam najróżniejsze cerkwie – i greckie, i rosyjskie prawosławne, i greckokatolickie, i greckoptyjskie. Nie zapomnij o meczetach a zwłaszcza o meczecie Abu al-Abbasa al-Mursiego i o koptyjskiej katedrze świętego Marka. Owszem, w Aleksandrii spotykają się światy, więc idź do biblioteki, tak nowoczesnej, monumentalnej i pięknej, że dech zapiera. W miejscu tej, którą przed wiekami spalili zawistni fanatycy stoi ogromny budynek w kształcie pochylonego bębna, na którym rytm wybija derwisz. Derwisz, ten który pamięta Rumiego i jego słowa. „Szukałem w świątyniach, kościołach i meczetach, ale odnalazłem Boskość w moim sercu” – i wtedy zrozumiesz, choć zawsze to wiedziałaś, po co ci były te wszystkie katedry, meczety i cerkwie. Odszukujesz siebie w podróżowaniu, więc żegluj.

Aleksandria, Morza Śródziemnego, Morze, Budynku, City

Ale zanim odpłyniesz stań w porcie na falochronie. Tu spotykają się wszystkie światy i wszystkie religie. Więc stań nad morzem i spójrz na odległą, zimną północ i północne morza, które nigdy nie są dość ciepłe, aby być tak kojące jak morze Jońskie i Egejskie, morze Adriatyckie i Marmara. I wtedy powiesz sobie, powtórzysz za Dżalaluddinem Rumim „Nie jesteś kroplą w oceanie. Jesteś całym oceanem zawartym w kropli.”

Może jeszcze zjedz aleksandryjskiego pączka, którego chłopcy usmażą ci na rumiany kolor wprost na nabrzeżu i płyń dalej.

Wtedy wyruszysz do równie wielkiego Stambułu. Nie szkodzi, że płyniesz zygzakiem, skacz, zmieniaj kurs, błądź i wracaj na szlak. W Stambule z radością zagubisz się na starym bazarze a po dwóch dniach włóczęgi, smakowaniu i kupowaniu cudów rękodzieła, z pomocnym tragarzem u boku, dotrzesz na próg Hagia Sofia i tam zostaniesz na dłużej lecz zaledwie na kilka chwil. Konstantynopol – tu świat Europy otwiera się na Azję i Afrykę, tu mieszają się prądy, słowa, dźwięki i gesty. Tu Azja i Afryka wpływają do Europy i dziwią się tej uporządkowanej nudzie, tej sztywnej nowoczesności. Pomiędzy świętą Zofią a Błękitnym meczetem kolejny wirujący derwisz wytańczy energię tego miejsca, słup wszechświata, który przecina ziemię i w kilku magicznych punktach naznacza ją i wprawia w ruch wrota czasu.

Stambuł, oto jedno z takich miejsc magicznych. Miejsce mocy. I dopiero wtedy będziesz wiedziała, że przed tobą jest Hajfa i Akka, La Valletta i Larnaka, Syrakuzy i Olbia nad morzem Tyrreńskim. I popłyniesz dalej ku Korsyce i wejdzie po stromej ścieżce portu Bonifacio na klif i z dawnego genueńskiego miasta, z małego kamiennego balkonu, spojrzysz na morze, tym razem na południe, ku Sardynii. Jeszcze pożegna cię pieśń dawnych żołnierzy Legii Cudzoziemskiej zaklęta w tych murach, smutna jak pieśń żeglarzy, płynących w nieznane przez Gibraltar i znowu ruszysz na zachód, goniąc słońce.

Zachód Słońca, Stambuł, Turcja, Niebo, Islam, Turecki

Popłyniesz dalej ku wybrzeżom Prowansji i Katalonii. Ze wschodu na zachód. I wreszcie Kadyks otworzy wrota na ogrom oceanu, ale najpierw wejdziesz na sam szczyt Giraldy na tę cudowną wieżę w Sewilli, na sam szczyt dawnego minaretu, by pokłonić się Andaluzji, zanim wypłyniesz na ocen.

Tak, droga podróżniczko, ocean przed tobą, z krótkim wypoczynkiem w porcie Mindelo na wyspie São Vicente w Archipelagu Wysp Zawietrznych, w kraju Zielonego Przylądka. Sam środek oceanu. Wyruszysz ku Brazylii, ku gorącym wybrzeżom. Może za tydzień, na przestrzał oceanu, dopłyniesz do malutkiego Chaves u ujścia Amazonki? Po drodze napotkasz delfiny i ogromne humbaki tryskające wodą.

Możesz popłynąć tysiącem szlaków i przebyć tysiąc dróg. Mogłabyś wysiąść na ląd w Nicei albo w Barcelonie, w Marsylii albo w Walencji. Mogłabyś dotrzeć do Hawru albo przez Port de Normandie wpłynąć Sekwaną pod prąd i dotrzeć do Paryża. Jeden może dwa dni w górę rzeki.

Rybak, Morze, Atlantyku, Wyspa

Płyń zatem. Możesz to wszystko prześledzić na mapie. Możesz zaplanować podróż w szczegółach albo po prostu płynąć, zaufaj sternikowi. Niech obierze kurs na południe lub ku zachodowi. Płyń. Oczywiście powroty są miłe. Niech jednak twoja podróż zaprowadzi cię pod wszystkie słupy wszechświata, na których wspiera się matka Ziemia.

I doprawdy zawijaj do portów. Mogą być odległe i nieznane, pełne pachnących owoców i smakowitych ryb, mogą być małe, jak te, weneckie na Krecie i na Cyprze, mogą być tak lokalne, że będziesz jedyną przyjezdną o dziwnej, jasnej skórze. Kupuj nieznane ci towary, dziwne amulety i pachnące przyprawy, smakuj potrawy, których nazw nie będziesz w stanie powtórzyć. Płyń i nie żałuj Paryża ani Sopotu, Barcelony ani Splitu, Luwru ani Pałacu Dioklecjana, Pól Elizejskich, Rambli ani Monciaka.

Płyń w miejsca nieznane choćby w stronę południa, do Kruszynian albo do wsi Rzeczka u stóp Gór Sowich. Płyń. Wszędzie tam otwierają się wrota ziemi i jak powiedział Rumi: „Rozum więzi tych, którzy są w drodze, człowieku, których droga zaślepiła. Zerwij te więzy, a droga się otworzy, człowieku”. Ruszaj. Płyń.


Zamów najnowszą książkę - 21 spotkań

21 Spotkań
Udostępnij:

Maciej Bennewicz

Założyciel i pomysłodawca Instytutu Kognitywistyki. Twórca podejścia kognitywnego m.in w mentoringu, tutoringu, coachingu oraz Psychologii Doświadczeń Subiektywnych. Artysta, pisarz, socjolog, wykładowca, terapeuta, superwizor.