lutnia - koan

Prezent dla Moniki na urodziny od Piotra

Lutnia – koan. Prezent dla Moniki na urodziny od Piotra

Poszukiwała czegoś wyjątkowego. Rzecz jasna teraz szuka się głównie w Internecie. Jednakże tym razem postanowiła przywieźć coś specjalnego z miasta cudów, jakim był Stambuł. Założyła niebieski hidżab i ciemne okulary. Niebieski, błękitny, bławatkowy, modry, jej ulubione kolory. W chuście na głowie wtopiła się w tłum. Teraz była jedną z mieszkanek zaczarowanego miasta, miasta cudów. Była tu nie pierwszy raz. Jak zawsze sama. Uwielbiała te samotne wyprawy, marsze w góry, wspinaczkę, egzotyczne wyjazdy do Katmandu i dalej, na Malediwy i Seszele, lecz Stambuł, do którego wracała, był miastem szczególnym. Choć była tu nieraz, wciąż potrafiła się zgubić. Lubiła się gubić wśród uliczek Starego Miasta. Słowo zgubić było z resztą na wyrost. Jej nawigacją od zawsze były minarety górującego nad miastem meczetu Sultanahmed, Błękitnego meczetu, cudu architektury islamskiej. Miasto byłem cudem. Rozpięte pomiędzy Europą i Azją, niemal wiszące nad Bosforem, przytulone do Morza Marmara, czujące oddech znad Sahary. Zwornik Morza Śródziemnego i Morza Czarnego. Błękitno-złota perła pomiędzy morzami i lądami.

Prezent? Coś wyjątkowego? Wyjątkowego jak Stambuł. Prezent dla przyjaciółki, właściwie jedynej jaką miała, musiał być wyjątkowy. Przemierzała uliczki Złotego Rogu spadające ku Bosforowi. Obowiązkowe herbaciarnie, małe bary z przekąskami, cukierenki, fryzjerzy, pracownie, do których wchodziło się po kilku schodkach w dół lub w górę. Ukryte wśród podwórek antykwariaty, maleńkie butiki, warsztaty rzemieślnicze.

Dlaczego prezent miał być wyjątkowy? Gdyż miał być dla wyjątkowej osoby, niespotykany prezent, szczególny dar – odpowiedziała sama sobie albo raczej znów zadała pytanie? A może przesadza, może po prostu chodziło o pamiątkę, która zrobi na przyjaciółce wrażenie? Łaskotała swoje ego. Dlaczego przyjaciółka była wyjątkowa? Nie, nie chciała myśleć w ten sposób. W jaki sposób? Że ktoś jest dla niej ważny, aż tak ważny? Może jedyność sprawia, że kogoś uznajemy za osobę znaczącą, wyjątkową, za przyjaciela? Może miłość? Czy można kochać przyjaciółkę, kogoś, kogo poznała na studiach w czasie nudnego wykładu? Kochać? Odsunęła tę myśl niewygodną. Wtedy jej oczy zatrzymały się na małej, brudnej witrynie, w której na zwykłym sznurku wisiał przecudny instrument. Coś jakby gitara w kształcie gruszki. Czarno-granatowy z delikatnymi akcentami czerwieni. Zaciekawiona, tchnięta dziwnym, nieznanym impulsem, weszła do środka. W głębi, przy warsztacie stolarskim, siedział młody mężczyzna z podobną gitarą w ręku. Coś przy niej majstrował.

– Przepiękna gitara, dosłownie oszałamiająca. – Powiedziała lekko muskając dłonią zakurzony instrument. Już miała spytać o coś po angielsku w nadziei, że mężczyzna choć trochę zna ten język, gdy usłyszała w czystej polszczyźnie:

– To nie jest gitara. To lutnia oud, lutnia z krótką szyjką. Instrument charakterystyczny dla Bliskiego Wschodu. Rzeczywiście jest magiczny. Ma piękną barwę i brzmienie.

– Zna pan język polski – zdziwiła się. – Skąd?

– Z Wolbromia – zaśmiał się. – Jestem Polakiem. Tam się urodziłem, w Wolbromiu.

– I co tutaj robisz? Jesteś na jakimś stażu? Mieszkasz tutaj, w Stambule? – Znów to niedorzeczne zdziwienie. Dopiero po chwili zorientowała się, że bezceremonialnie przeszła na ty, jakby znała gościa od dawna i nagle spotkała po latach albo jakby byli na jakimś piwku i pogaduchach.

– Mieszkam tu, żyję. – Znów zaśmiał się radośnie, uśmiechniętymi oczami. ­– I robię lutnie oud oraz tanbury z progami i długie sazy. Uwielbiam sazy. Wskazał dłonią na niepomalowany instrument wiszący pod sufitem. –  Zobacz jak długi ma gryf. Pięknie brzmi ale ta, jest jeszcze nieskończona.

– I co tutaj robisz? – Powtórzyła kompletnie zbita z tropu po czym dodała natychmiast. – Jak się tu znalazłeś? Dlaczego w Stambule? To raczej Turcy emigrują do Niemiec, do Europy ale żeby Polak, tutaj? – Wyrzuciła z siebie i natychmiast zawstydziła się idiotycznymi pytaniami i ocenami rodem z jakiejś dziury. I znów się zawstydziła. Sama pochodziła z jakiejś dziury na Mazowszu.   

– No cóż, wielu Polaków się dziwi, że mieszkam tutaj. Robię lutnie jak widzisz. Tureckie instrumenty, stambulskie sazy z długim gryfami. Gdzie mam je robić, jak nie w Stambule? – Znów ten śmiech.

– Ale przecież jesteś z Wolbromia? – Wybąkała jakoś bez sensu.

– W dodatku studiowałem na AGH w Krakowie i z zawodu jestem inżynierem. Pracowałem nawet w rodzimym Wolbromiu, w największej fabryce części samochodowych w Europie. Korpo. Praca marzeń. Dochrapałem się stanowiska. Samochodu służbowego. Zastępca kierownika działu utrzymania ruchu, moja droga. Wszyscy mówili, że jak na mój wiek, to byłem szychą. A teraz robię lutnie. A ty, co tutaj robisz? Zagubiona turystka?

– Chcę kupić taką lutnię. – Stwierdziła rzeczowo.

– Nie stać cię. – Zaśmiał się, tym razem głośniej i bardziej złośliwie, jak jej się wydało.

– Skąd wiesz? – Od parsknęła, jak zwykle przeczulona na swoim punkcie.

– Widzisz. Jedną taką lutnię – wskazał na instrument, który cały czas trzymał w ręku – robię nawet pół roku. Rocznie wykonuję dwa, trzy instrumenty. Wszystkie na indywidualne zamówienia. Znają mnie i polecają muzycy w całej Turcji i na Bliskim Wschodzie. Utrzymuję się z dwóch instrumentów rocznie, trzecim zarabiam na przyjemności. Są bardzo drogie i bardzo dobre.

– I dlatego wolisz robić lutnie w Stambule niż być kierownikiem w Wolbromiu? – Raczej stwierdziła niż spytała.

– Nie, nie dlatego. Kocham robienie lutni i kocham Stambuł. Pewnego dnia zdecydowałem, że będę w życiu robił tylko to, co kocham.


Przejdź do interpretacji koanu:

TWÓJ STAMBUŁ – INTERPRETACJA KOANU “LUTNIA”. PREZENT DLA MONIKI OD PIOTRA, NA URODZINY.

Koan na zamówienie od Macieja Bennewicza

Koan na zamówienie

Zobacz interpretację tego koanu na 81tajemnic.pl

Interpretacja

Zamów "81 Tajemnic" w przedsprzedaży, a dostaniesz GRATIS e-booka (kliknij w obrazek)

Obrazek posiada pusty atrybut alt; plik o nazwie preorder22-1024x768.jpg

Obrazek posiada pusty atrybut alt; plik o nazwie KONKURS2-1024x734.jpg

Newsletter
Udostępnij:

Maciej Bennewicz

Założyciel i pomysłodawca Instytutu Kognitywistyki. Twórca podejścia kognitywnego m.in w mentoringu, tutoringu, coachingu oraz Psychologii Doświadczeń Subiektywnych. Artysta, pisarz, socjolog, wykładowca, terapeuta, superwizor.