Noktowizor - Koan

Prezent dla Ewel

Noktowizor – koan

Prezent dla Ewel

– Kiedy wyprowadzasz się z domu dzieciństwa, z miejsc wybranych i oznaczonych przez twoją matkę i ojca, droga Ulryko, wszystko jest proste, gdy jesteś młoda, lecz im jesteś starsza tym trudniejsza to wyprowadzka aż zostajesz w starych dekoracjach, wśród wyblakłych abażurów i zasuszonych kwiatów jak aktorka na emeryturze nie pasująca już do ról Julii ani Ofelii i możesz tylko zbierać ręką kurz.

– Nie jestem już młoda, to chcesz mi powiedzieć? To okropne co mówisz! Mistrzu, przyszłam tu po wsparcie a ty mnie dołujesz!? – Ulryka podniosła głos i dopiero po chwili, gdy zapadło milczenie, zdała sobie sprawę, że być może jej głos zabrzmiał zanadto piskliwie, może nawet nieco histerycznie albo nawet agresywnie i na dodatek el Misterieo del Yo się obrazi.

– Ach, więc o to ci chodzi, o młodość i komplementy, o tak zwane wsparcie! No cóż. Młodość jest kwestią umowną, doprawdy umowną. – El Yo rozmasował sobie podbródek a potem potarł oko długim palcem. – Z mego rocznika ludzie umierają coraz częściej, wirusy, zatory, wylewy, nowotwory. Czy to znaczy, że powinienem uznać się za starca i szykować na zawał serca? Jesteś tak długo młoda, jak długo chcesz lub potrafisz być młoda. Wszystko, wszystko w życiu – to stan umysłu. Od dziecka cię oszukiwano moja droga, tak, oszukiwano. Mechaniczny obraz twego zdrowia, twego ciała, twojego umysłu – to kłamstwa. Owszem możesz wziąć na coś tam szczepionkę, ale czy przy okazji spytałaś siebie o odporność? Ile gryp przechorowałaś i żyjesz? Owszem możesz łyknąć tabletkę na sen, ale czy spytałaś siebie, dlaczego nie śpisz, co tak bardzo cię zakłóca i niepokoi? Możesz naprawić sobie operacyjnie kolano. Będzie to długotrwały i kosztowny proces a potem lekarz powie ci, że pewnie już nigdy nie będziesz biegać ani jeździć na nartach. Ale czy spytałaś siebie a może ów lekarz spytał – jak do tej pory używałaś kolana, w jaki sposób je nadwerężasz lub przeciążasz albo może kogo chcesz kopnąć lub dokąd chcesz iść?

– Dokąd chcę iść? – Powtórzyła zdziwiona.

– Owszem. Nogi i kolana służą do chodzenia. Kolana to jeden z najbardziej złożonych mechanicznie układów w ciele człowieka. Arcymistrzowstwo inżynierii i mechaniki a także biologii, bo przecież kolano żyje. Sądzisz, że można w nim od tak grzebać, że zapewnienia lekarza, o tym, że dłubał już w stu kolanach wystarczą? Jeśli nie odpowiesz sobie na pytanie: jak i dlaczego przeciążam kolano? Kogo chcę kopnąć lub dokąd chcę iść? – operacja na niewiele się zda, nawet jeśli lekarz zoperował już tysiąc kolan! Po jakimś czasie drugie kolano się odzewie lub to pierwsze okaże się źle zoperowane.

– Nie wierzysz w racjonalną medycynę, mistrzu? A poza tym co to ma wspólnego ze sprzedażą domu moich rodziców? Nie rozumiem?

Ulryka wciąż była poirytowana choć już z nieco innego powodu. Powoli przez szczelny mur jej obron i racjonalizacji przebijało światło, które świdrowało, raziło w oczy, wibrowało i nie było to uczucie przyjemne. W cieniu, w półmroku wielu rzeczy nie widać. Dzięki czemu nie trzeba tak dokładnie sprzątać. Wyobraziła sobie, że el Yo ma na oczach noktowizor, dzięki któremu widzi w ciemnościach…i to było jeszcze bardziej irytujące niż błyski światła. Widział to, czego ona nie widziała. Prześwietlał ją na wskroś! Być może dlatego po chwili milczenia palnęła:

– Co to, masz w oczach jakiś roentgen, jakiś noktowizor?

– Owszem. Każdy z nas ma taki noktowizor i roentgen jednocześnie, gdy przygląda się drugiemu człowiekowi, zwłaszcza, gdy ma do niego dystans. Wszystko wtedy widać na wskroś. Głupiejemy i ślepniemy patrząc na siebie. Dlatego potrzebujemy mentorów, którzy patrzą z zewnątrz i jak ja, mają w nosie co zrobisz.

– W nosie? – Powtórzyła zdziwiona i po chwili dodała z miną dziecka, które zaraz się rozpłacze – nie zależy ci na mnie?

– Nie zależy mi na tym co zrobisz. Nie jestem, Ulryko ani twoją matką ani ojcem, bratem ani swatem. Nie mam żadnego emocjonalnego, zawodowego, relacyjnego ani finansowego interesu żebyś zrobiła tak lub siak. Matka chce ci wcisnąć swój punkt widzenia, bo wtedy sama sobie udowadnia, że jest mądrą, kochającą matką; ojciec może narzucać kontrolę, bo wtedy ma władzę; partner chce twojej uległości albo dowodów miłości, bo wtedy czuje się kochany; mechanik chce zarobić, bo wtedy czuje się skuteczny; lekarz udowadnia swoją rację, bo wtedy czuje się ważny i kompetentny a zarazem lepszy od innych, ale ja…ja mam w nosie. Nie zależy mi czy postąpisz tak czy inaczej. Albo sobie coś weźmiesz z tych moich nauk albo nie. Dlatego biorąc pod uwagę różnych ludzi i różne relacje, tylko mnie warto posłuchać – zaśmiał się. – Inni mają rozliczne interesy, żebyś postąpiła w zgodzie z ich poglądami i poradami. Mnie ani nie ubędzie ani nie przybędzie.

– W takim razie jak mam postępować z ludźmi? – Spytała i po chwili trzaskając łyżeczką o spodek znów uniosła głos: – I z tym cholernym domem?!

– Wyprowadzisz się z łatwością tylko wtedy, gdy zdecydujesz się być młoda. Młodość daje nam wigor, ciekawość, motywację. Nie zastanawiamy się jak i po co, nie dzielimy włosa na czworo, tylko pędzimy do naszych entuzjastycznych celów. Znajdź entuzjazm a znajdziesz rozwiązanie. Ponadto – nie zabieraj starych dekoracji do nowego teatru. Ach i jeszcze jedno! Pobłogosław ten dom.

– Pobłogosławić? Nie rozumiem?

– Oddaj go innym z dobrą intencją, z najlepszą energią, z najlepszymi życzeniami. Oczyść go ze złych emocji i pobłogosław. Niech innym żyje się w nim lepiej niż tobie. To proste. Wtedy cała przeprowadzka, sprzedaż i cała ta akcja pójdzie gładko, ale tylko wtedy. A co do ludzi? No cóż. Ludzi też pobłogosław.  


Koan na zamówienie od Macieja Bennewicza

Koan na zamówienie

Newsletter
Udostępnij:

Maciej Bennewicz

Założyciel i pomysłodawca Instytutu Kognitywistyki. Twórca podejścia kognitywnego m.in w mentoringu, tutoringu, coachingu oraz Psychologii Doświadczeń Subiektywnych. Artysta, pisarz, socjolog, wykładowca, terapeuta, superwizor.