Ostatni dzień roku

Kot Ludwik

Ostatni dzień roku

Kot Ludwik

***

Na honorowym miejscu, na szczycie stołu usiadł kot Ludwik. Z boku po prawej stronie siedział gospodarz – Janusz ze wsi Rumianówka a naprzeciwko niego pani Onufrowicz. Dalej Leokadia z Karczewa albo Karpacza a może z Kalisza lub Koszalina, Janusz nie zapamiętał miasta, ale i tak w żadnym z nich nie był. Naprzeciwko Leokadii siedział Przemek, właściciel firmy internetowej, ze Śląska. Na wprost kota zajęła miejsce enigmatyczna, małomówna Róża a obok nowoprzybyły…Sylwester, policjant z Pyszkowa albo Pruszkowa a może z Myszkowa lub Wyszkowa? Wszyscy rzecz jasna byli skądś ale czy to miało znaczenie? Byli w Rumianówce w ostatni dzień roku. Sylwester przybył ledwo co. W ostatniej chwili dostał wolne od komendanta.

Uważnie wpatrywali się w gadającego kota. Stół był obficie zastawiony. W piecu iskrzył ogień. Na dworze świeży śnieg.  

Krajobraz, Noc, Moonlight, Ilustracja, Natura, Drzewo

– A więc jesteście, wszyscy – zaczął kot Ludwik. – Cudownie. U ciebie zamieszkałem latem Leokadio, a u ciebie Przemku – późną wiosną. Początek roku spędziłem u Róży a poprzednią zimę i poprzedniego Sylwestra u Sylwestra. A teraz mieszkam w niemniej gościnnym domu Janusza i przyjaźnię się z miejscową wiedźmą, szeptuchą cudowną, panią Onufrowicz. Tak oto jesteśmy. U każdego z was zjawiłem się nagle i równie nagle zniknąłem. Wiem, wiem – gadający kot to była nielicha próba dla waszych umysłów, podobnie jak moje nagłe pojawienie się i zniknięcie. Znacie mnie też pod różnymi imionami, gdyż dla każdego byłem kimś nieco innym. I zanim zaczniemy ucztować, rozmawiać, śpiewać, wróżyć, poznawać siebie i przewidywać przyszłość – pytanie najważniejsze, pytanie, które nurtuje was od dawna i z powodu, którego tu przyjechaliście wezwani we śnie. O co tu chodzi? Gadający kot? Kot, który pojawia się i znika? Jak myślicie?

Drzewo, Księżyc, Śnieg, Zima, Przeziębienie

– Zdaje się, że wszyscy jesteśmy samotni. – Jako pierwsza odezwała się małomówna Róża. – Chciałeś nas zachęcić do budowania relacji, kocie. Do wyjścia z norek, spod kocyków, oderwać od obiadków u mamusi.

– Jest jakiś haczyk. – Odezwał się solenizant, policjant. – Ale do dziś nie rozgryzłem jaki? Przyjechałem tu, żeby się dowiedzieć.

­– Byłeś dla mnie jak terapeuta a właściwie jak przyjaciel, ale po twoim zniknięciu było gorzej, bo wzięłam to wszystko za urojenia. Powiem szczerze było okropnie. Nie odchodzi się z czyjegoś życia od tak. – Stwierdziła Leokadia z wyrzutem.

– No właśnie. – Przytaknął Janusz. – Ode mnie też tak odejdziesz ni stąd ni zowąd? Namieszasz, namieszasz a potem herbatka i wypierdatka?

Płomień, Kominek, Ognisko, Oparzenie, Ogień, Płomienie

– Mówicie tak, jakbyście nic z tych kocich nauk nie skorzystali. – Odezwał się Przemek i zamierzał jeszcze coś dodać, ale zmilkł.

Kot Ludwik wykręcił swój koci piruet na stole, najwyraźniej zadowolony z tego co usłyszał po czym rzekł:

– W świecie, w którym utknęliście pomiędzy przedmiotami próbując przykryć nimi pustkę a właściwie głód, głód sensu, znaczenia, wartości, w waszym świecie potrzeba wstrząsu, dziwności, silnej wibracji, żeby się zatrzymać i spojrzeć w głąb siebie. Dla wielu ludzi takim wstrząsem jest niestety choroba, utrata pracy, rozwód, wypadek, śmierć. Rzeczy mocne i nierzadko tragiczne. – Rzekł Ludwik.

– A myśmy mieli szczęcie spotkać gadającego kota – stwierdził Janusz.

– Lepszy wstrząs spowodowany obecnością magicznego kota niż jakaś tragedia – dodał Sylwester.

– Nie robią na nas wrażenia ani śmierć na granicy, ani korupcja, ani nepotyzm, ani bezwład władzy, ani epidemia. Nie wzrusza nas poezja, nie zaciekawiają efekty specjalne w filmach, nie nucimy ulubionych piosenek, nie śpiewamy i nie tańczymy razem. Staliśmy się obojętni, spłaszczeni, powierzchowni, płytcy, zagubieni i dopiero kot, który mówi jest nas w stanie obudzić. – Róża uniosła szklankę jakby chciała wznieść toast. Jej małomówność zniknęła wraz z rumieńcem na twarzy. Mówiła z pasją mocno akcentując słowa.

­ – A może tylko zdołaliśmy na chwilę się przecknąć? – Leokadia również uniosła szklankę.

Drzewo, Facet, Śnieg, Płatki Śniegu, Rysunek

– Otóż to. Można kogoś obudzić z długiego snu, ale co zrobi po przebudzeniu z pięknym dniem, z całą resztą nowego życia, to już zależy tylko od niego. – Kot Ludwik wskoczył na szafę. – Moje nagłe pojawienia się i zniknięcia to przecież istota życia. Wszystko czego doświadczamy pojawia się i znika nagle.

– Ludzie żyją w iluzji, którą nazywają rzeczywistością w nadziei, że to, w co wierzą jest równoznaczne z faktami. ­– Głos zabrała pani Onufrowicz. – Starają się kontrolować życie a kontrolują jednie własne iluzje. Dlatego dla nas wszystkich kot stał się błogosławieństwem. Potrzebowaliśmy iluzji, magii, cudu, aby uleczyć własne iluzje, które nazywaliśmy rzeczywistością i wrócić do siebie.

– Co to znaczy wrócić do siebie? – Spytał Janusz. – Gdzie byłem, jeśli dotąd nie byłem u siebie?

– No właśnie! Co to znaczy wrócić do siebie? To dobre pytanie na koniec roku. – Stwierdził kot Ludwik i znów zatańczył swój piruet.


Zamów najnowszą książkę!

Szczęśliwa bez winy. Jak uwolnić się od poczucia winy i odnaleźć drogę do szczęścia - Maciej Bennewicz, Anna Prelewicz
Udostępnij:

Maciej Bennewicz

Założyciel i pomysłodawca Instytutu Kognitywistyki. Twórca podejścia kognitywnego m.in w mentoringu, tutoringu, coachingu oraz Psychologii Doświadczeń Subiektywnych. Artysta, pisarz, socjolog, wykładowca, terapeuta, superwizor.