ucho igielne - koan

Prezent dla Małgorzaty Ś. od siebie samej bez okazji

Ucho igielne – koan

Prezent dla Małgorzaty Ś. od siebie samej bez okazji

Łatwiej jest wielbłądowi przejść przez ucho igielne, niż bogatemu wejść do królestwa niebieskiego. – Przeczytała na głos.

– A jeśli spróbuję zamienić się w wielbłąda i przejdę, co wtedy, mądrale? –Zastanowiła się. – Co tam: spróbuję? Zamienię się i przejdę przez to cholerne ucho albo znajdę dostatecznie grubą igłę! Znajdę sposób, czar, zaklęcie. Albo nie ma rzeczy niemożliwych, albo są. To proste!

Spojrzała na tekst jeszcze raz. Małym druczkiem, na spodzie strony były umieszczone przypisy. Pierwszy mówił o tym, że Ucho igielne to nazwa wąskiej, małej bramy w murach starożytnej Jerozolimy. Chodziło zatem o to, że bogacze byli grubi, chodzili w obszernych płaszczach, wielkich szubach na głowie, dlatego wąski przesmyk był nie dla nich. Był dla szczupłych i sprawnych, czyli w tamtych czasach, dla biedaków. Co więcej po drugiej stronie bramy mieściła się dobroczynna jadłodajnia, darmowe jedzenie, czyli dla ubogich – raj.

Kliknęła w ikonę przeglądarki. Po chwili wyświetliły się zdjęcia bramy Ucho igielne w Jerozolimie. Jakiś dzieciak wychylał głowę spomiędzy kamieni. Na innym widok schodów po drugiej stronie bramy. Na jeszcze innym turyści i znowu turyści. Po dwa kamienie z boku. Na szczycie trzy – tworzące strop bramy. U spodu dwa małe głazy. Węższa podłoga niż sufit. Na następnym zdjęciu kobieta w chustce. Zadowolona, choć na twarzy rysował się dziwny grymas, jakby niedowierzała, że zaraz przejdzie do raju albo że jest biedna, bo przecież bogacz nie przejdzie albo, że jest bogata a wtedy brama jej nie przepuści.  

Spojrzała na swoje szczupłe dłonie. Dotknęła twarzy, bioder.

– Bez problemu przeszłabym. – Stwierdziła.

Raz jeszcze spojrzała na akapit z przypisami na spodzie strony. Drugi przypis oznajmiał, że według innej interpretacji w czasie tłumaczenia tekstu z aramejskiego na grecki wystąpił błąd, zamiast słowa kamilos, oznaczającego linę okrętową, mylnie zapisano kamelos, czyli wielbłąd. W ówczesnej grece oba słowa wymawiało się identycznie: lina i wielbłąd, po prostu kamelos. Ponadto w czasie zapisu starych ksiąg często obowiązywał przekaz ustny. Po prostu większość historii opowiadano, przekazywano z ust do ust. Tak powstała większość ewangelii, również fragment ze świętego Mateusza o wielbłądzie, który odczytała. Zatem należało przetłumaczyć ten fragment: Prędzej lina okrętowa przejdzie przez ucho igły do szycia żagli, niż bogaty wejdzie do nieba.

– Żeglarze! – Zakrzyknęła. – Wymyślili to żeglarze!

Bogaci kupcy przewozili na ich okrętach dzbany z oliwą i winem, złoto i heban, lapis lazuli i onyks, pszenicę i miód. Oni zaś, ciężko pracujący żeglarze; jedli solone, gorzkie ryby i pili stęchłą wodę; ryzykowali życiem wobec sztormu i mauretańskich piratów. Bogacze zaś ryzykowali niewiele. W czasach rzymskich znano ubezpieczenia, więc nawet strata towaru nie była dla nich problem. Ich delikatne, pulchne rączki, nienawykłe do ciągnięcia lin, refowania i naprawiania żagli igłą i nitką, wychylały kielichy sycylijskiego wina w czasie, gdy żeglarze wiosłowali z wysiłkiem wobec flauty.

– Prędzej bogacz zacznie naprawiać żagle, niż żeglarz doczeka się bogactwa. – Powiedziała. – Prędzej liną okrętową żeglarz naprawi żagiel, niż bogacz zazna rozgrzeszenia. Prędzej biedak wepchnie koniec okrętowej liny w ucho igły, niż zostanie bogatym.  

Wyjęła z przybornika cieniutką igłę. Znalazła dość grubą nić, prawie dratwę. Ostrymi zębami odgryzła jej koniuszek a następnie zwilżyła włókno. Przymrużyła oko i jednym zdecydowanym ruchem wepchnęła koniec nici w ucho igielne. Paznokciem pochwyciła koniuszek i zdecydowanie szarpnęła. Po chwili dratwa tkwiła w uchu igielnym gotowa do szycia.

– Albo są rzeczy niemożliwe, albo ich nie ma! – Powtórzyła zadowolona z siebie. – Albo wierzysz w siebie, albo ulegasz cudzym opiniom i już po tobie. Będziesz powtarzać, że to niemożliwa, że się nie uda. – ­Powiedziała patrząc w lustro i po chwili dodała. – Łatwiej żeglarzowi przeciągnąć linę okrętową przez ucho igielne, niż człowiekowi, który nie wierzy w siebie wziąć odpowiedzialność za własne życie. – Podrapała się po nosie, wydęła wargi, wyciągnęła język i znów dodała z uśmiechem: – Ale w końcu i jedno, i drugie jest możliwe! Albo są rzeczy niemożliwe, albo ich nie ma!  


Koan na zamówienie od Macieja Bennewicza

Koan na zamówienie

Newsletter
Udostępnij:

Maciej Bennewicz

Założyciel i pomysłodawca Instytutu Kognitywistyki. Twórca podejścia kognitywnego m.in w mentoringu, tutoringu, coachingu oraz Psychologii Doświadczeń Subiektywnych. Artysta, pisarz, socjolog, wykładowca, terapeuta, superwizor.