Wilczyca morska. Koan

Prezent dla Agi S. od zespołu

Wilczyca morska. Koan

Prezent dla Agi Sz. od zespołu

 – Gratulacje! Świetne zdany egzamin teoretyczny, najlepiej spośród przystępujących, no i brawurowy egzamin praktyczny. Mieliśmy piątkę w skali Beauforta, silny porywisty wiatr i naprawdę, niektóre manewry wymagały ogromnej dyscypliny i rzecz jasna wprawy. No i…przede wszystkim egzamin odbywał się na jachcie dwumasztowym. To wyjątkowa sytuacja. Zazwyczaj przeprowadzamy egzaminy na jednomasztowcu, ale tym razem nasz klubowy jacht był w rejsie. Prowadzić jednostkę typu jol,
J-osiemdziesiątkę z taką wprawą to wielka sprawa. Szacun! Raz jeszcze gratulacje! – Kapitan, przewodniczący komisji wstał i wręczył dokument. – Zdała pani egzamin na patent jachtowego sternika morskiego. – Oświadczył uroczyście.

W ślad za przewodniczącym komisji egzaminacyjnej inni członkowie wstali, by pogratulować świetnie zdanego egzaminu. Był to ostatni egzamin tego dnia więc po chwili atmosfera się rozluźniła i przy kawie oraz lampce szampana przewodniczący, doświadczony kapitan żeglugi wielkiej, znający niemal wszystkie akweny świata, który uczestniczył w kilku wyprawach morskich i trzykrotnie opłyną glob na jachtach żaglowych, spytał świeżo upieczoną panią sternik jachtową:

­– Gdzie się pani nauczyła tak świetnie sterować i zarządzać załogą. Kiedy zgłosiła się pani na egzamin nic na to nie wskazywało?

Drugi z egzaminatorów, młody mężczyzna o wyglądzie wilka morskiego, ogorzały, z ciemną brodą i rozwichrzonymi włosami dodał:

– Dwumasztowce morskie to raczej rzadziej spotykane jednostki w małych klubach, zwłaszcza na egzaminach. – Zaśmiał się. – Gdzie pani nabyła taką wprawę? Sterowała pani jak doświadczony kapitan.

– Nie pływałam wcześniej na jachtach dwumasztowych, panie kapitanie. – Zwróciła się do młodszego z egzaminatorów. – Może zabrzmi to nieskromnie, ale wiedziałam, że sobie poradzę, choć jak wszystkich mnie również zaskoczyła zmiana jachtu na egzaminie. W dodatku w ostatniej chwili. Sądzę, że jeśli poznało się zasady żeglugi, pracę żagli, ale przede wszystkim pokochało się żeglarstwo, to z każdą nową jednostką, z każdym rejsem, z każdą nową załogą widzi się wyzwanie a z nim szansę a nie przeszkodę.

– Cóż mogę powiedzieć? – Starszy kapitan spojrzał na dziewczynę z tym szczególnym wyrazem twarzy, na którym odmalowuje się szacunek, wewnętrzny uśmiech a może nawet podziw. – Jest pani nie tylko utalentowanym sternikiem i pewnie przyszłą panią kapitan, ale również wnikliwą obserwatorką życia.

– Wszyscy jesteśmy pełni podziwu – wtrącił się wilk morski – ale oprócz żagli i wiatru również świetnie radziła sobie pani z załogą a załogą byli przecież inni kursanci no i my, egzaminatorzy. W chwili, kiedy przyszedł wiatr naprawdę ostry wszyscy rzucili się do żagli. Żaden z nas zespół, żadna zgrana załoga. Rzec można…przypadkowi ludzie, choć wszyscy jakoś związani z żaglami i morzem, ale nie byliśmy zgraną ekipą. Tymczasem w pewnej chwili, kiedy chwyciłem swój szot, przestałem myśleć, że jestem egzaminatorem i robiłem swoje pod pani komendą, choć szliśmy ostro na wiatr.

– No właśnie, pytałem już o to. – Starszy wiekiem i doświadczeniem kapitan podrapał się po głowie jakby zamierzał z niej wyprószyć tłoczące się myśli. – Nawigacji, żagli, budowy jachtów a nawet żeglugi można się nauczyć, ale co innego ludzie, zarządzanie załogą trzeba mieć we krwi.

– Dla mnie ludzie to żywioł, podobnie jak morze. Od dawna pływam, głównie na jeziorach. – Stwierdziła świeżo upieczona sternik. – Wiadomo Mazury, wielkie jeziora, Śniardwy, Jeziorak, Miediwe, Charzykowskie, Drawsko, Zalew Szczeciński, ale byłam już dorosłą kobietą, kiedy na serio zakochałam się w żeglarstwie morskim. Wtedy zrozumiałam, może to zabrzmi naiwnie, ale tak to czuję, że ludzie są jak morze a morze jak ludzie. Trzeba słuchać wiatru, obserwować fale, gapić się w niebo i na horyzont, śledzić nawigację, słuchać komunikatów, trzeba rozumieć zadanie, które ma się do wykonania na jachcie i tak samo z jest z ludźmi.

– Owszem, to robimy wszyscy. Każdy kapitan i sternik jachtowy tak właśnie postępują. Trzymamy się nawigacji, zasad, etyki, bezpieczeństwa. Wiadomo. – Odezwała się trzecia egzaminatorka, kobieta, również kapitan z ogromnym doświadczeniem w rejsach samotniczych. – Ale Marcinowi – spojrzała na wilka morskiego – chodzi chyba o coś innego, o zdolność stworzenia załogi z przypadkowych ludzi w czasie trudnego rejsu. Egzamin, silne porywy wiatru, pięć, nawet sześć w skali. Nieznany duży jacht, nowi ludzie, stres w sytuacji egzaminacyjnej a wszystko działało jak w zegarku. To był piękny rejs. Przyznam szczerze, że to nie pierwszy egzamin praktyczny, który przeprowadzamy razem, we trójkę, ale pierwszy, po którym jednomyślnie jesteśmy w takich zachwytach i superlatywach. – Zaśmiała się radośnie jak mała dziewczynka.

– Myślę, że nie zdradzę tu jakiejś wielkiej tajemnicy, ale gdy zaczął się spory szkwał chcieliśmy odwołać egzamin i wrócić do portu – odezwał się przewodniczący komisji – ale czułem, że pani da radę i nie myliłem się.

– Bardzo dziękuję za te wszystkie miłe słowa. – Odpowiedziała. – W kwestii załogi i zarządzania ludźmi sądzę, że przede wszystkim trzeba kochać to co się robi i jeśli w ekipie są również tacy członkowie załogi, którzy kochają, to co robią, to równocześnie akceptują zasady. Na morzu zasady są takie, że okrętem w danej chwili rządzi sternik, który stoi przy kole sterowym. A co według was, drodzy kapitanowie, decyduje o zgraniu załogi?

– Spokój i konsekwencja – odpowiedział pierwszy, najstarszy kapitan. – Załoga musi czuć, że wiesz co robisz a spokój upewnia ludzi, że nad wszystkim panujesz.

– Dodałbym, – zaczął drugi z kapitanów – że oprócz rzeczy, które wymieniliśmy ważny jest dowód profesjonalizmu. Co mam na myśli? Załoga musi zobaczyć na własne oczy, że kapitan nie jest gołosłowny i rzeczywiście potrafi odnosić sukcesy, że jest również indywidualnym mistrzem i też potrafi ręcznie zrefować żagle w czasie sztormu. – Znów śmiech.

– Zgadzam się ze wszystkim – na koniec odezwała się pani kapitan. – Dodam tylko od siebie, że sprawne zarządzanie załogą to również szacunek do morza, do ludzi, do czasu. Gdy płyniesz i nagle zmienia się pogoda nie ma czasu do stracenia. Wszystko musi działać płynnie, więc musisz ufać, musisz polegać na ludziach. Większości zadań na jachcie nie da się zrobić dwa razy lub poprawić, czegoś co zostało sknocone. Za pierwszym razem to musi być zrobione perfekt, bo każdy błąd uruchamia kolejne błędy jeszcze gorsze w skutkach. Jacht to zaufanie do perfekcyjności załogi. Ale to zaufanie zaczyna się w pewności siebie kapitana, który wie co zrobić w każdej sytuacji. Gdy zawodzi kapitan jacht i załoga są w niebezpieczeństwie. Gdy koncentrujesz się na celu rejsu, rozwiązania zawsze się pojawiają.


Koan na zamówienie od Macieja Bennewicza

Koan na zamówienie

Newsletter
Udostępnij:

Maciej Bennewicz

Założyciel i pomysłodawca Instytutu Kognitywistyki. Twórca podejścia kognitywnego m.in w mentoringu, tutoringu, coachingu oraz Psychologii Doświadczeń Subiektywnych. Artysta, pisarz, socjolog, wykładowca, terapeuta, superwizor.