Zajrzałam do torebki-koan

Prezent dla Kasi

Zajrzałam do torebki – koan. Prezent dla Kasi

Zajrzałam do torebki a tam na samym dnie…niemożliwe? Królik. Mały, czarny królik. Czarny? W pierwszej chwili pomyślałam, że córeczka podrzuciła mi swoją maskotkę, żeby nie było mi smutno bez niej ale ona nie ma czarnego królika. Nie ma czarnego królika, który w dodatku łypie okiem i najwyraźniej zamierza wyjść z torebki.

– Królik! – Niemal krzyknęłam ze zdziwienia rozglądając się odruchowo, czy jakiś przechodzień nie spojrzał się na mnie, jak na jakąś dziwaczkę. Tymczasem królik wychylił łebek i rzekł:

– Nie jestem królikiem, tylko zającem.

– Królik! – Powtórzyłam jeszcze bardziej zaskoczona łebkiem królika w dodatku samodzielnie wychylającym się z torebki. – I to, w do dodatku, gadający! – Znów krzyknęłam.

Najwyraźniej wspiął się na tylnych łapkach. Nie był zbyt duży. Co tam wspiął się, żył, drapał pazurkami w podszewkę, łypał oczkami i…gadał a w każdym razie raz zagadał. Był żywym stworzeniem, żadnym tam pluszakiem. Żadną zabawką lecz żywym, małym, czarnym, gadającym zającem.

– Gadający królik? Czarny zając? – Powiedziałam sama do siebie, choć królik odebrał to jakoś osobiście, gdyż wyszczerzył zęby i lekko ugryzł mnie w palec.

Wydawało mi się? Ale jak mogło mi się wydawać, kiedy z mojej torebki wychylał się czarny łebek, zakończony czarnym noskiem. Strzygł uszami i znów zagadał.

– Nie królik, tylko zając. – Powtórzył.

– Czy to moja córeczka wrzuciła ciebie do torebki? – Spytałam jakoś bez sensu, bo przecież skąd by wzięła gadającego królika, czy też zająca.

Królik, podający się za zająca (kto to widział być czarnym, puszystym zającem, wielkości kłębuszka wełny) zeskoczył na ławkę, na której przysiadłam zaskoczona dziwnym zdarzeniem, ukłonił się i rzekł:

– Jestem kimś w rodzaju złotej rybki. Jestem potomkiem słynnych zajęcy wielkanocnych. Spełniam życzenia. Czego chcesz?

– Przecież Wielkanoc już dawno minęła. – Powiedziałam jakoś zupełnie bez sensu i dodałam też niezbyt rezolutnie: – Jak to: czego chcę?

­– Owszem, mamy opóźnienia – zawstydził się zając – ta cała histeria wokół wirusa, blokada granic, problemy logistyczne, no ale jestem, proszę pytać. – Stwierdził i z małego plecaczka sprawnie wyciągnął batonik czekoladowy, po czym zaczął go zajadać.

– Królik, przepraszam zając… i batonik, to chyba dla was niezdrowe, może raczej marchewka? – Znów palnęłam bez sensu, tymczasem zając odpowiedział całkiem serio.

– ­Moja droga, jestem istotą magiczną, twoim dajmonem, duchową projekcją i mogę jeść co tylko zechcę. Ponadto będąc, w pewnym sensie, tobą mam podobne do twoich upodobania, chcesz gryza?

– Jak to mną? – Ugryzłam kawałek batonika odłamany zręcznie przez zająca.

– Tobą, tobą, moja droga, wezwałaś mnie. – Odpowiedział zając.

– Wezwałam? Jak to?

– Twoje zmartwienia, troski, napięcia…pewnej nocy zbiły się w kulkę energii i kulka, tu przyznam miałaś sporo szczęścia, trafiła w matrycę. Normalnie narzekania wracają jak bumerang, tylko wzmocnione i ryms, chlust prosto w pysk, walą tego, co się zamartwiał, tylko mocniej. Pierwsza Zasada Wszechświata: Kumulacja. Negatywna energia jest jak bumerang, wraca wzmocniona. Ale miałaś szczęście i twoje troski trafiły w matrycę, dokładnie tak jakbyś wysłała radość, pewność, szczęście.

– W jaką matrycę? – Spytałam. Zdaje się, że w tamtej chwili to ja łypałam oczkami jak zdziwiony królik.

– Matryca Wszelkich Możliwości. – Stwierdził zając. – Nie mam czasu na dłuższe tłumaczenia i nie po to tutaj przybyłem. Poszukaj, poczytaj. W każdym razie matryca to czysta energia. Zadziała Druga Zasada Wszechświata: Odpowiedź. Czego sobie życzysz, to dostajesz. Zatem czas na twoje życzenie?

– Chciałabym mniej…chciałabym żeby moje problemy… widzisz walczę…

– I znowu to samo. Nie słuchasz kobieto. Zasada bumerangu, zasada odpowiedzi. Jak sobie życzysz, na przykład spotkania z silnym mężczyzną, to jeśli tego nie doprecyzujesz, to możesz dostać kulturystę, przemocowca albo psychopatę. Co tam będzie pod ręką – zachichotał zając. ­– Matryca jest podobna do ludzkiego mózgu, wykona najgłupsze polecenie. Tak długo jak będziesz z myśleć o problemach, walce, mniejszej ilości stresu tak długo będziesz tego dostawać w bród.

– Ale przecież trzeba coś robić żeby ciągle nie obrywać od życia, trzeba walczyć żeby coś zdobyć. O wszystko trzeba walczyć. – Chyba się wtedy rozpłakałam.

– Walka, o której mówisz w kółko, pochodzi z braku akceptacji. Jest formą nieświadomego oporu wobec tego, co jest. Zrozum, kobieto, nawet jeśli na swoje troski masz tysiąc dowodów i tysiąc powodów żeby się martwić, czy twoje myśli i emocje związane z daną sytuacją są uzasadnione, czy nie, wysyłasz w przestrzeń bumerang naładowany wkurw*niem, cierpieniem i problemami. Bomba biologiczna. Wszystkie twoje racjonalne tłumaczenia i starania są bez znaczenia. Ważne, że stawiasz opór temu, co jest. Z obecnej chwili robisz sobie wroga. A do wroga jak do wirusa przyklejają się kolejne wirusy.

– Więc co mam robić, co mam myśleć, co wysyłać do tej …matrycy? – Spytałam chyba wciąż rycząc.

– Nie przejmuj się owocami swoich działań, skup się tylko na działaniu. Owoc sam się pojawi. Ciesz się tym co masz. Druga zasada Wszechświata: Odpowiedź. Czego sobie życzysz, to dostajesz. Czym żyjesz, tego masz więcej.     



BIAŁE ŚCIANY – INTERPRETACJA KOANU “ZAJRZAŁAM DO TOREBKI”. PREZENT DLA KASI


Koan na zamówienie od Macieja Bennewicza

Koan na zamówienie

Newsletter
Udostępnij:

Maciej Bennewicz

Założyciel i pomysłodawca Instytutu Kognitywistyki. Twórca podejścia kognitywnego m.in w mentoringu, tutoringu, coachingu oraz Psychologii Doświadczeń Subiektywnych. Artysta, pisarz, socjolog, wykładowca, terapeuta, superwizor.